Chłopiec, który codziennie odwiedzał swoją mamę. Opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami – wzr…

newskey24.com 4 godzin temu

Chłopiec, który zawsze odwiedzał swoją mamę. Opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Kiedy miałem 10 lat, straciłem mamę. Łączyła nas naprawdę wyjątkowa, bardzo bliska relacja. Każdego dnia, gdy wracałem ze szkoły, rozmawialiśmy godzinami. Kiedy dostałem słabszą ocenę, nauczycielka zwróciła mi uwagę albo pokłóciłem się z kolegami, wszystko opowiadałem mamie. Ona, z łagodnym głosem, spokojem i ogromną miłością, zawsze wiedziała, co powiedzieć, jakich słów użyć, żeby mi ulżyć.

Po takich rozmowach zawsze czułem się lepiej. Mama brała mnie mocno w ramiona, tuliła do serca tak długo, aż zapominałem o zmartwieniach i na twarzy znowu pojawiał się uśmiech. Była moim największym ukojeniem w trudnych chwilach. Niestety, od jakiegoś czasu bardzo chorowała. Z dnia na dzień miała coraz mniej sił. W ciągu kilku miesięcy odeszła. Mimo iż rozmawiałem z nią i wiedziałem, iż odejdzie, ból po tamtej stracie był nie do opisania. Tata ciągle pracował, a ja czułem się potwornie samotny

Kilka tygodni po pogrzebie tata wreszcie dostał kilka wolnych dni. Przyszedł wcześniej do domu, szczęśliwy, iż będzie mógł spędzić ze mną więcej czasu. Potrzebowaliśmy tego obaj. Kiedy wszedł do mieszkania i zawołał mnie po imieniu, nie było mnie nigdzie. Przeszukał wszystkie pokoje, ale nie znalazł żadnego śladu. Wyszedł więc przed blok. Na ławce siedziały sąsiadki.

Dzień dobry! Czy widziały panie może Bartka? Nie ma go w domu.
Dzień dobry, panie Nowak! Z tego co widzimy, w ostatnich tygodniach Bartosz po szkole chwilę jest w domu, a potem gdzieś wychodzi. Wraca dopiero wieczorem. Zawsze sam.

Dziękuję powiedział tata, wyraźnie zmartwiony. Wyrzucał sobie, iż nie mógł więcej czasu spędzać ze mną. Wiedział, jak bardzo cierpię po stracie mamy, ale nie mógł sobie pozwolić na utratę pracy od pensji zależało nasze życie. Myśli kłębiły mu się w głowie, a on sam, zamyślony, szedł przed siebie bez celu. Bał się, iż wpadłem w złe towarzystwo, iż zboczyłem na złą drogę. Nagle, pod sklepem na rogu, usłyszał czyjś głos.

Dzień dobry, panie Nowak!
Dzień dobry, Marto! Wszystko w porządku? Widziałaś może Bartka? Nie ma go w domu i martwię się, gdzie się podział.
Tak, proszę pana! Wiem, gdzie jest. Pewnego dnia w szkole zobaczyłam Bartka ze łzami w oczach. Siedział sam na ławce przy boisku. Wiedziałam, iż lubi grać w piłkę, więc nie rozumiałam, co się stało. Opowiedział mi o swojej mamie mówiła dziewczynka ze wzruszeniem. Powiedział, iż codziennie po szkole idzie na jej grób. Siada na ławce i odrabia lekcje. W domu mówił wszystko wydaje mu się puste bez mamy. Jest mu bardzo samotnie Muszę już lecieć, panie Nowak, bo mama mnie woła. Do widzenia!

Tata słuchał, a łzy same napływały mu do oczu. Sam też bardzo cierpiał po stracie żony. Doskonale wiedział, jak bardzo to dotknęło nas obu. Znów wyrzucał sobie, iż nie ma możliwości być przy mnie częściej. Z pochyloną głową ruszył więc do cmentarza. Był niedaleko, nie więcej niż dziesięć minut spacerem od domu.

Wszedł powoli na cmentarz. Panowała cisza, w powietrzu czuć było lekki powiew wiatru, liście drzew szumiały delikatnie. Gdyby tylko nie było tyle bólu Zobaczył z oddali drobną sylwetkę na ławce, tuż przy grobie mamy. To musiałem być ja, Bartek. Podszedł powoli i wtedy usłyszał:

Tak, dziś dostałem trójkę z fizyki. Wpisała mi ją do dziennika. Na pewno mogłem lepiej, następnym razem się bardziej postaram. Pamiętam, jak zawsze mówiłaś, żebym się nie spieszył z odpowiedzią… A starsi chłopcy z ósmej klasy śmiali się ze mnie, mamo. Mówili, iż płaczę jak dziewczyna i jestem słaby, bo nie chcę grać z nimi w piłkę. Nie rozumieją, jak mi jest trudno, ale bardzo się wtedy zasmuciłem. Marzyłbym, żebyś tu była, mamo. Przy tobie wszystko było łatwiejsze. Tak bardzo mi ciebie brakuje!

Gdy to mówiłem, nie mogłem powstrzymać łez. Wtedy tata podszedł bliżej. Spojrzeliśmy sobie w oczy, ale nie padło żadne słowo. Po prostu mocno się przytuliliśmy i obaj płakaliśmy.

Wiem, Bartku powiedział cicho tata. Wiem, iż tęsknisz za mamą. Wiem, jak bardzo boli, iż odeszła tak wcześnie
Czuję się taki samotny, tato! Czemu to ona musiała odejść? Wszyscy w klasie mają mamy. Czemu ja nie mam? Była taka dobra… i znowu zalałem się łzami w ramionach taty.

Kiedy już się trochę uspokoiłem, usiedliśmy na ławce i długo wspominaliśmy te piękne, rodzinne chwile. choćby raz czy dwa razem się uśmiechnęliśmy na myśl o zabawnych wspomnieniach.

Tata postanowił wtedy, iż odpuści nadgodziny, choćby gdyby oznaczało to mniej pieniędzy. Wolał mieć mniej złotych w portfelu, ale więcej czasu ze mną. Często razem szliśmy na grób mamy, żeby położyć kwiaty, a w inne dni chodziliśmy na spacery, jedliśmy lody, wybieraliśmy się do teatru albo na przedstawienie. Nasza więź się zacieśniała. Zrozumieliśmy, iż mamy już tylko siebie i wspólnie łatwiej jest przezwyciężyć stratę.

W ciszy cmentarza, w tym momencie największego bólu i bezbronności, odkryliśmy z tatą uzdrawiającą moc miłości i wspomnień. Sam ból nigdy do końca nie znika, ale wtedy pojąłem, iż uczucie, które nas połączyło z mamą, zawsze będzie żywe to niewidzialny most, który już na zawsze będzie nas łączył.

Życie zmusza nas czasem, żeby iść dalej mimo bólu, ale daje też szansę na odnalezienie piękna w tym, co przed nami w rodzinie, w relacjach, w tworzeniu nowych, szczęśliwych wspomnień. To właśnie w tych chwilach czy byliśmy przy grobie, czy podczas prostego spaceru z tatą budowaliśmy od nowa swój świat, pełen zrozumienia i współczucia, ucząc się cenić każdą wspólnie spędzoną chwilę.

Nasza historia, przepełniona emocjami i szczerością, przypomina, iż choćby jeżeli ciemność wydaje się nieprzenikniona po stracie, to zawsze jest w niej światło nadziei, a miłość nigdy nie umiera.

Idź do oryginalnego materiału