Chirurgia plastyczna all inclusive

magazynpismo.pl 1 dzień temu

Zacznijmy od nosa. Za duży, z gar­bem, orli, sępi… – Zależało mi na tym, żeby mieć po prostu ładną, miłą twarz. A z garbem na nosie wyglądałam na wściekłą – mówi Na­talia. Koleżanka jej koleżanki pojechała na operację nosa do Czech. Efekt Natalię zachwycił. – Dia­met­ralnie zmieniła się z twarzy. Pomyślałam, iż pojadę i ja. Chłopak i rodzina nie rozumieli, po co chcę to zrobić. „Masz ładny nos – mówili – daj spokój”. Ale ja wiedziałam, iż muszę, chcę. Skoro tak, zaczęli mnie wspierać. „Jak masz się poczuć dobrze, to zrób”.

Newsletter

Aktualności „Pisma”

W każdy piątek polecimy Ci jeden tekst, który warto przeczytać w weekend.

Zapisz się

Od nosa zaczyna się cała historia chirurgii plastycznej. – W Indiach, gdzie karą za niektóre przestępstwa było obcinanie nosów, ówczesny chirurg, Suśruta [nazywany „ojcem chirurgii” – przyp. red.], w VI wie­k­­u p.n.e. zaczął te nosy odtwarzać. I robił to w taki sam sposób, jak my to robimy dzisiaj – mówi mi doktor habilitowany nauk medycznych Jerzy Jankau, kierownik Kliniki Chirurgii Plastycznej Gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Gdy nie dowierzam, tłumaczy: – Narzędzia się zmieniły, wiedzę o anatomii mamy większą, ale podstawowa metodologia pozostaje ta sama. Nos odgryziony na przykład przez psa odtwarza się dziś tak jak wtedy. Ze skóry i tkanki podskórnej z czoła tworzymy specjalny płat, z którego później formujemy czubek nosa, nozdrza…

Natalii, jak już wiemy, pies nosa nie odgryzł. Garbek na nosie postanowiła usunąć w Czechach, w tej samej klinice co koleżanka, w 2021 roku. Miała wtedy 29 lat, mieszkała w Holandii i zarabiała na tyle dobrze, iż 13 tysięcy złotych na operację oraz 7 tysięcy na podróż i hotel gwałtownie udało się jej odłożyć.

Patrycja, 29-latka spod Warszawy, na operację nosa zbierała cztery lata. Zaczęła odkładać w wieku 16 lat. Pracowała od świtu do nocy. – Miałam na punkcie tego nosa wielki kompleks, a iskrą zapalną stały się komentarze bliskich mi osób – opowiada. Przykłady? – Narzeczony mówił do mnie „ty wielki nosie”, tata żartował, iż jest jak „klamka od zakrystii”, choć takie nosy w rodzinie się zdarzały. Niby żarty, ale brałam je do siebie.

Operację przeszła w 2016 roku w klinice w Warszawie, zapłaciła 8 tysięcy złotych. Miała wtedy 20 lat i zrobiła to po kryjomu. Rodzina, gdy ją zobaczyła, była w szoku. – Nos operowałam pół roku przed planowanym ślubem, co było dla mnie dodatkową mobilizacją – opowiada Patrycja. Z początku nie była zadowolona. Twarz i policzki przez miesiąc po operacji pozostawały spuchnięte, przez dwa tygodnie nie schodziły siniaki, bliscy najpierw myśleli, iż ktoś ją pobił. Ale do wesela zdążyło się zagoić.

W rodzinie Judyty, która wychowała się w domu z trzema kobietami o dużych nosach – dwiema siostrami i matką – operacja, której poddała się w 2021 roku, nie była niczym szokującym. – Zdecydowałam się na to w wieku 28 lat. Późno, ale dopiero wtedy pozwalały mi na to zarobki – wspomina. Starsza siostra Judyty zoperowała nos już jako 20-latka. Judyta piękne nosy podziwiała od dzieciństwa w kolorowych pismach, później wypatrywała ich w pracy, najpierw jako trenerka personalna na siłowni, później kosmetolożka, wreszcie właścicielka salonu kosmetycznego. – Przez kilka lat szukałam specjalisty. Byłam na konsultacjach u kilku, ale nie czułam się po tych rozmowach zaopiekowana. Podróż w obie strony trwała po kilka godzin, a potem, kiedy chciałam o coś dopytać, nie miałam z tymi lekarzami kontaktu. Za to podczas rozmowy z lekarzem z Turcji widziałam, iż wysłucha mnie i odpowie na każde pytanie – relacjonuje. Zdecydowała się na zabieg w Turcji, bo taniej i szybciej: 2,5 tysiąca euro (około 11,5 tysiąca złotych), do tego loty za około 1000 złotych w obie strony. choćby po dodaniu do tego kosztów noclegu i wyżywienia w czasie pobytu operacja w Polsce wychodziłaby znacznie drożej.

– Przez dwa tygodnie po operacji trzeba chodzić w gipsie. Nie można myć twarzy ani włosów. Do miesiąca czy dwóch po nie można nosić okularów, ćwiczyć siłowo, trzeba bardzo uważać. Nie brać gorących kąpieli, nie chodzić do sauny, nie zwieszać głowy w dół. Spać najlepiej na wznak, a ja bardzo tego nie lubię – wspomina Natalia. Gdy po dwóch tygodniach zdjęła gips, pomyślała: „Wow!”. – To był taki efekt. Garba nie ma! Ale potem, tydzień po tygodniu, zaczął mi opadać czubek nosa. A po trzech miesiącach od operacji nos uformował się już na dobre w formie papuziego dzioba – relacjonuje. Papuzi nos to jedno z możliwych powikłań po rynoplastyce, czyli operacji nosa, wymagające korekty chirurgicznej. – Lekarz nie skrócił odpowiednio czubka. I operował mnie metodą zamkniętą, czyli przez dziurki, a nie otwartą, gdzie nacina się przegrodę nosową. On sobie rozszerzał te dziurki w nosie i tam kombinował – tłumaczy Natalia, a ja bardzo współczuję, bo brzmi to przerażająco i boleśnie.

Judyta uspokaja: – Operacja nosa nie boli. Ale dochodzisz do siebie długo, efekt widać po 8–12 miesiącach. W tym czasie nos się zmienia. Dochodzi do siebie, czasem puchnie, w zależności od stanu hormonalnego, od ilości wody w organizmie, od temperatury na zewnątrz – wylicza. Doktor Jankau potwierdza jej słowa: – Nos goi się najdłużej, a efekty widoczne są najpóźniej.

Po roku okazało się, iż Patrycja też ma problemy z nosem: niedrożna lewa strona, perforacja przegrody, przez którą oddychała, gwiżdżąc „jak woda gotująca się w czajniku”. Zdecydowała się na operację poprawkową u laryngologa: prostowanie przegrody i zamknięcie perforacji przeszczepioną chrząstką z żeber. Powtórny zabieg przeszła w 2019 roku. Do laryngologa skierowała ją lekarka, która przeprowadzała zabieg, bo konieczna okazała się fiberoskopia, czyli endoskopowe badanie laryngologiczne dzięki specjalnego przyrządu (fiberoskopu) wprowadzanego do nosa. Zapłaciła 11 tysięcy złotych.

Newsletter

Wybór zagraniczny

Co w prasie zagranicznej zainspirowało Marcina Czajkowskiego, redaktora i fact-checkera w „Piśmie”?

Zapisz się

Również Natalia podjęła decyzję o korekcie i nie tylko ze względu na to, iż nowy nos wyglądał jak u papugi, ale też dlatego, iż po miesiącu od operacji straciła węch. – Do dziś nie wiem, czy to była konsekwencja przebytej bezobjawowo infekcji koronawirusem, czy może uszkodzono mi nerw podczas operacji. Ale gdy wspomniałam o swoich wątpliwościach przed poprawką, lekarz zbagatelizował sprawę. Uznał, iż to na pewno COVID – opowiada. To było w 2022 roku. Czeski lekarz poprawiał papuzi nos Natalii za darmo, ale musiała pokryć honorarium anestezjologa, dojazd i tygodniowy pobyt w Pradze. A potem znów przez dwa tygodnie nosić gips, oszczędzać się przez kolejne miesiące. – Strasznie przeżyłam to wszystko. I jestem naprawdę wściekła na tego doktora. Bo nos po tym wszystkim okazał się tylko odrobinę lepszy. Do dziś opuchlizna nie ustępuje, a końcówka nosa jest nienaturalnie wydłużona – skarży się. Gdy rozmawiamy, w czerwcu 2025 roku, podlicza, iż łącznie, wraz z dojazdami i noclegami w Pradze, wydała na nos 30 tysięcy złotych, a wygląda on gorzej niż przed pierwszą operacją. – Do tej pory, kiedy patrzę w lustro, żałuję, iż się dwa razy położyłam na stół – wzdycha.

Dowiedziała się, iż mogłaby to zrobić po raz trzeci, u innego lekarza, ale już za 45 tysięcy złotych. – Chirurdzy nie lubią poprawiać po kimś. Boją się, bo nie wiedzą, co jest tam w środku, jak zostało to zoperowane, dlatego też poprawki są droższe od pierwszych operacji – tłumaczy Natalia. Dochodzą do tego długie terminy oczekiwania do specjalisty. W Polsce do znanego chirurga specjalizującego się w rynoplastyce, którego nazwisko mi wymienia, czeka się w kolejce na zabieg choćby cztery lata. Sprawdzam to, przeglądając wpisy na grupach facebookowych łączących osoby zainteresowane chirurgią plastyczną. Rzeczywiście, wiele osób skarży się na długie terminy oczekiwania do tego lekarza i rosnące ceny. I tak na przykład zabieg chirurgiczny umówiony w 2021 roku miał kosztować 19 tysięcy, kilka miesięcy przed terminem zaplanowanym na 2025 rok okazało się zaś, iż cena wzrosła do 35 tysięcy, podobne sytuacje opisywały też inne kobiety. Zapytałam mailowo o terminy i zmiany cen w trakcie oczekiwania na operację samego specjalistę, ale nie dostałam odpowiedzi.

Pierwsza operacja nosa u doktora Jan­ka­ua w 2025 roku to koszt 25 tysięcy złotych wzwyż. Cena ewentualnej poprawki zależy od tego, co zostało zrobione i co trzeba poprawić. Aby się tego dowiedzieć, konieczna jest dokumentacja medyczna, a tej często pacjenci operowani za granicą nie mają. Jak Natalia, która otrzymała swoją teczkę dopiero po uiszczeniu dodatkowej opłaty: 200 złotych. Doktor Jankau, gdy mu o tym opowiadam, jest zażenowany, ale niezdziwiony. – Przychodzą do mnie czasem pacjentki z prośbą o kontrolę na przykład piersi operowanych w Czechach. Bez wypisu ze szpitala, bez opisu zabiegu operacyjnego, tylko z kartką z nazwą zastosowanego implantu. Mówią, iż ich doktor z Czech przysłał do mnie – wzdycha i dodaje, iż od takich propozycji dostaje szału.

Gdy opowiadam mu o powikłaniach, z jakimi zmagały się moje rozmówczynie, Jankau przekonuje, iż każda operacja może zakończyć się powikłaniami i nie musi to być choćby wina lekarza. – Powikłań nie ma tylko ten, kto nie operuje. Bywa, iż wykonujemy zabieg według wszystkich najnowszych wytycznych, atlasów anatomicznych, a rana przestaje się goić. Żyjemy w XXI wieku, potrafimy sekwencjonować DNA, a nie jesteśmy w stanie w 100 procentach przewidzieć, jak dany organizm zareaguje na gojenie, na uraz – komentuje i zaznacza, iż większość problemów da się naprawić, tylko trzeba to zrobić „w odpowiednim czasie, odpowiednimi metodami”.

Ostatecznie Patrycja jest zadowolona z wyglądu nosa po poprawce. Mówi, iż zoperowała sobie kompleksy. W 2024 roku, na 30. urodziny, spontanicznie zrobiła też plastykę brzucha (abdominoplastykę), a trzy miesiące później w tej samej klinice takżelip lift, czyli operacyjne uniesienie górnej wargi przez wycięcie skóry między nosem a ustami. Do zrobienialip liftunie zniechęciło jej choćby to, iż przez cztery miesiące po operacji brzucha nie miała czucia w zewnętrznej części ud. Problem minął po wielokrotnych wizytach u fizjoterapeuty. Jedyne, co dziś zrobiłaby inaczej, to wzięłaby dłuższy niż dwa tygodnie urlop zdrowotny na rekonwalescencję.

Ostatecznie Patrycja jest zadowolona z wyglądu nosa po poprawce. Mówi, iż zoperowała sobie kompleksy.

Judycie nos po operacji spodobał się do tego stopnia, iż rok po niej rozpoczęła pracę w branży i dziś jest pośredniczką w organizowaniu wyjazdów na operacje plastyczne. Judyta Moćko, na Instagramie znana jako judys_aesthetics, obserwowana przez prawie 3 tysiące osób, od 2021 roku współpracuje z klinikami w Turcji, organizując wyjazdy Polek i Polaków oraz pośrednicząc w całym procesie jako tłumaczka i asystentka pacjenta. – Odpowiadam na pytania pacjentów przed operacją, po niej i w trakcie. Nadzoruję komunikację pacjent–doktor – wyjaśnia.

Z perspektywy kilku lat pracy w branży Judyta przyznaje, iż poprawek robi się w klinikach bardzo wiele. I tak, są droższe. Dlatego jej zdaniem, decydując się na jakąkolwiek operację, należy mieć odłożone pieniądze przynajmniej na półtora zabiegu, a najlepiej od razu na dwa.

Trzy i pół litra tłuszczu

Robiąc pierwszą operację, nie myślałam o tym, iż będą kolejne. Zawsze miałam wysoką samoocenę, choćby z tamtym nosem. Ale to wciąga. Zwłaszcza gdy pracujesz w tej branży, widzisz efekty u klientek, choćby młodych dziewczyn, a u siebie coraz więcej mankamentów – mówi Moćko. W 2023 roku powiększyła piersi, w 2024 roku zrobiłalip liftoraz drugi raz zoperowała nos. Nie z powodu powikłań, tylko żeby jeszcze bardziej go zmniejszyć. W 2025 roku poddała się liposukcji (czyli odsysaniu tłuszczu), którą określa jako „agresywną”, a po której jej rozmiar zmienił się z 34 na 32. Taki zabieg, w technice 360 stopni, czyli przy odessaniu tłuszczu z brzucha, talii i dolnej części pleców, razem z pobytem na miejscu kosztuje w Turcji do 4 tysięcy euro.

Judyta ma za sobą ponad 300 zoperowanych pod jej pieczą pacjentek i około 20 pacjentów. – Zdarzają się klientki, które w formularzu przed zabiegiem piszą, iż miały sześć, siedem operacji, bywa, iż to dziewczyny trzydziestoparoletnie. zwykle jednak miały dwa, trzy zabiegi przeprowadzone w Polsce i nie są do końca zadowolone, więc jadą poprawić się do Turcji – mówi Moćko.

Przeczytaj też:Dla kogo nie ma miejsca w mieście? Fragment książki „Grubancypacja. O grubości bez przepraszania”

Wracamy do jej „agresywnej” liposukcji. – Większość moich klientek dobrze przechodzi liposukcję, dla mnie była to najbardziej bolesna operacja. Przez pierwszych kilka dni ból był ogromny. Może dlatego, iż nie miałam dużo tłuszczu – wyjaśnia. Co odessała? – Około 3,5 litra tłuszczu wokół pleców i talii. Wcześniej, gdy pracowałam na siłowni, gubiłam to, ale tylko na bardzo skrajnej redukcji, robiąc kardio dwa razy dziennie po godzinie, a nie chciało mi się już tego robić. Bo prawda jest taka, iż dietą, ćwiczeniami możesz komórki tłuszczowe opróżnić, ale ich nie usuniesz. Liposukcja je usuwa, więc każdemu, kto się nad nią zastanawia, gorąco ją polecam. Są choćby badania, które dowodzą, iż potem w to miejsce już tego tłuszczu nie przybywa. Nie jest tak łatwo się otłuścić po liposukcji.

– Liposukcja nie usuwa komórek tłuszczowych! – protestuje doktor Jankau, gdy konfrontuję go ze słowami Judyty. – Usuwa wnętrze komórek tłuszczowych, ale nie same komórki. jeżeli pacjent po zabiegu nie będzie utrzymywał diety i dbał o siebie, gwałtownie wróci do stanu poprzedniego – wyjaśnia.

– Liposukcja nie usuwa komórek tłuszczowych! – protestuje doktor Jankau, gdy konfrontuję go ze słowami Judyty. – Usuwa wnętrze komórek tłuszczowych, ale nie same komórki. jeżeli pacjent po zabiegu nie będzie utrzymywał diety i dbał o siebie, gwałtownie wróci do stanu poprzedniego – wyjaśnia. Co innego po abdominoplastyce, czyli usunięciu skóry, tkanki podskórnej i komórek tłuszczowych. Wtedy rzeczywiście to, co usunęliśmy, raczej już nie wróci, chyba iż z powodu złej diety i w mniejszym stopniu niż po liposukcji. Minusy? Po zabiegu pozostaną duże blizny. Doktor Jankau wykonuje oba rodzaje zabiegów. Zaznacza, iż liposukcja nie jest zabiegiem leczniczym, tylko wyłącznie estetycznym. Oba są inwazyjne, ale w przypadku liposukcji stopień ingerencji w organizm jest mniejszy. Abdominoplastykę wykonuje się najczęściej po odchudzaniu, po operacjach bariatrycznych (chirurgiczne zmniejszenie żołądka ze wskazań medycznych), ale i ze względów estetycznych. Broni tych ostatnich powodów, powołując się na definicję zdrowia według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zgodnie z którą zdrowie to nie tylko życie wolne od chorób, ale i „stan pełnego, fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu”.

Celebryci, media społecznościowe, grupy wsparcia

Gdy pytam o wiek i płeć jego pacjentów, doktor Jankau mówi, iż operuje i dwudziestoparolatki, i pacjentów 70-letnich. – Po­pra­wiać urodę chcą wszyscy. Wiek mówi raczej o tym, z jakich powodów chcą to robić. Młodzi, bo chcą wyglądać jak ich idole. Starsi, bo chcą jeszcze korzystać z życia, wyjść na bulwar w ciepłym kraju w krótkich spodenkach, sukience na ramiączkach, nie wstydząc się pomarszczonej, wiszącej skóry – tłumaczy. Młodsi pacjenci, jak dodaje, przynoszą czasem do jego gabinetu zdjęcia celebrytów, do których chcieliby się upodobnić. – Każdemu, kto mnie prosi, by po operacji wyglądał jak ktoś ze zdjęcia, wyjaśniam, iż nie umiem i nie chcę robić kopii – stwierdza.

Poprawiać urodę chcą wszyscy. Starsi chcą, by korzystać z życia, wyjść w bluzce na ramiączkach, nie wstydzić się pomarszczonej, obwisłej skóry. Młodsi chcą, żeby wyglądać jak ich idole. Przynoszą czasem do gabinetu zdjęcia, by się do nich upodobnić.

Judyta potwierdza, iż pacjentki pokazują zdjęcia celebrytów, którzy je inspirują. Najpopularniejsze operacje? – Wśród Polek toface lifty. Później BBL-e [Brazilian Butt Lift, brazylijski lifting pośladków – przyp. red.] i mommy makeover, czyli plastyka brzucha i piersi po ciąży. Robimy też same biusty i same nosy, ale zwykle to jestcombo:liftytwarzy z nosem,foxy eyez nosem – wylicza Judyta, a ja notuję sobie wszystkie nieznane terminy do sprawdzenia. Gdy klientki proszą o radę, czy zacząć od piersi, czy od nosa, Judyta zawsze doradza nos. – Piersi dodają mi pewności siebie, sprawiają, iż czuję się bardziej kobieco. Liposukcja powoduje, iż na więcej mogę sobie pozwolić, o ile chodzi o ubrania. Ale tak naprawdę nos czylif­tytwarzy moich pacjentek to są największe zmiany. Te zabiegi faktycznie zmieniają kogoś z brzydkiego kaczątka w łabędzia. Także abdominoplastyki dużo dają dziewczynom, które mają obwisłe brzuchy po ciąży. To jest naprawdę operacja ratująca wygląd, zabiera kompleksy.

Czas rozszyfrować nowe słowa.Face lift, lif­ting twarzy, to operacja pozwalająca pozbyć się „chomików”, czyli opadającej z wiekiem skóry policzków. BBL polega na pobraniu tłuszczu od pacjentki (na przykład z brzucha) i wszczepieniu go w pośladki, dzięki czemu będą pełniejsze, jak u Kim Kardashian. To zabieg na tyle ryzykowny, iż w Wielkiej Brytanii w 2025 roku Urząd ds. Standardów Rek­lamy (Advert­ising Stand­ards Authority, ASA), niezależny brytyjski regulator reklam, narzucił ograniczenia w jego reklamowaniu na Face­booku i Insta­gramie, a Brytyjskie Stowarzyszenie Chirur­gów Plastycznych i Estetycznych (British Association of Aesthetic Plastic Surgeons, BAAPS) zaleciło swoim członkom zaprzestanie wykonywania tego zabiegu do czasu przeprowadzenia dalszych badań. Z koleifoxy eyeto operacja, w której nacina się skórę tuż nad kością brwiową i podnosi brwi do pożądanej pozycji, aby uzyskać efekt kociego czy też lisiego spojrzenia.

Kim są celebryci, którymi inspirują się pacjenci? Próbuję dowiedzieć się tego, przeglądając facebookowe grupy. Jest ich – z podziałem na rodzaj operacji i kraj, w którym została przeprowadzona (zwykle Polska, Turcja lub Czechy) – wiele. Często w nazwie mają zastrzeżenie, iż są przeznaczone tylko dla kobiet. „Co zrobiła z twarzą Małgorzata Rozenek? Na pewnolip lift, ale widać, iż coś jeszcze. Co to mogło być?” – czytam na jednej z nich. Post ilustruje zdjęcie Rozenek z Instagrama. Inna użytkowniczka pyta o rozmiar implantu piersi Natalii Siwiec. Inspiracją bywają też Angelina Jolie, Ariana Grande, Kim Kardashian, Kylie Jenner czy Doda. Na grupach padają pytania o konkretne kliniki, w których operowały się celebrytki, takie jak Laluna czy EwelOna z programuWarsaw Shore. „Skoro celebrytki tam latają, to pewnie jest dobra” – czytam w jednym z wpisów o klinice z Turcji. To założenie nie jest jednak słuszne, grupa gwałtownie wyprowadza pytającą z błędu: „Celebrytki tam latają, bo mają operacje w barterze”; „Jak lekarza polecają instagwiazdeczki, trzeba się od tego trzymać jak najdalej” – odpisują kolejne kobiety.

Gdy piszę ten artykuł, plotkarskie portale aż huczą od doniesień o operacji twarzy Krzysztofa Gojdzia, lekarza medycyny estetycznej, który na co dzień poprawia urodę celebrytów. Nie przeprowadza jednak operacji, ale stosuje zabiegi nieinwazyjne – ostrzykiwanie kwasem hialuronowym, botoksem, oferuje też autorskie specyfiki mające odmładzać skórę. Za operację u doktora Piotra Osucha, swojego kolegi z roku podczas studiów na medycynie, Gojdź zapłacił – jak mówi – 150 tysięcy złotych.

– Chirurg plastyczny i lekarz medycyny estetycznej powinni ze sobą współpracować – tłumaczy mi Gojdź miesiąc po zabiegu. Łączy się ze mną z Miami, gdzie mieszka na co dzień. – Zanim zaproponuję moim pacjentom jakiekolwiek zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, zawsze wszystkie wypróbowuję na sobie. Tak samo z chirurgią plastyczną. Stwierdziłem, iż wiek 50+ to czas, kiedy można rozważyć chirurgię plastyczną i wykonać zabieg po to, żeby zobaczyć, jak ten zabieg wygląda i jak przebiega rekonwalescencja – uzupełnia.

Znany lekarz medycyny estetycznej Krzysztof Gojdź zapłacił 150 tysięcy złotych za głęboki lifting twarzy. Popularne operacje wśród polskich celebrytów – ale także zwykłych klientek, które o polskich celebrytach czytają – toface lift,lip lift,foxy eye,Brazilian Butt Lift, operacja nosa, przeszczep włosów, liposukcja, powiększenie piersi.

Z kłębiącymi mi się w głowie pytaniami, czym dokładnie różni się medycyna estetyczna od chirurgii plastycznej, próbuję zmierzyć się, przeglądając opublikowaną w 2022 roku pracę doktorską Anny Figiel, socjolożki i …

Idź do oryginalnego materiału