Chciał podbić Hollywood, został gwiazdą "Na dobre i na złe". Dziś pracuje w USA

kobieta.gazeta.pl 1 godzina temu
Rola w "Na dobre i na złe" dała mu popularność i uwielbienie fanów. Krzysztof Pieczyński zaczynał karierę w latach 80., ale niespodziewanie rzucił wszystko i wyjechał do USA. Marzył o podbiciu Hollywood i szczęściu w miłości, ale życie napisało dla niego zupełnie inny scenariusz.
Krzysztof Pieczyński pierwszy raz na ekranach pojawił się w 1980 roku w serialu "Dom". Choć grana przez niego postać, Bronek Talar, wystąpiła tylko w dwóch odcinkach, 23-letni wtedy aktor zyskał sympatię widzów. Pieczyński, świeżo upieczony absolwent krakowskiej szkoły teatralnej, dostał też angaż w Teatrze Powszechnym. Zapowiadało się więc na obiecującą karierę, szczególnie iż w jego filmografii zaczęły pojawiać się kolejne produkcje, a za rolę Września w filmie "Wielki bieg" otrzymał nagrodę podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Tymczasem w 1985 roku rzucił wszystko i wyemigrował do Stanów. Zrobił to z miłości, choć marzył też o karierze za oceanem.

REKLAMA







Zobacz wideo Aleksandra Grabowska chciała odejść z "Na dobre i na złe"



Krzysztof Pieczyński wyemigrował do Stanów z żoną. Miesiąc później się rozstali
Po latach w rozmowie ze "Stopklatką" przyznał, iż ciągnęło go do Ameryki, ale nie odniósł tam sukcesu. - Nie otrzymałem z Hollywood żadnej propozycji. Wyjechałem tam na własne ryzyko, co więcej choćby nikogo tam nie znałem. Nie znałem też języka, a mimo wszystko pragnąłem zetknąć się z tą magiczną krainą - opowiadał. Nie siedział tam jednak bezczynnie. Imał się różnych prac, np. zajmował się sprzedawaniem hot dogów. W podróży towarzyszyła mu żona Barbara, która była studentką medycyny.
Gdy zdecydowali się na małżeństwo, Pieczyński miał 27 lat. Poznali się dzięki jej siostrze, aktorce Barbarze Treli. Oboje marzyli o lepszym życiu. Związek nie wytrzymał jednak emigracji. Miesiąc po ślubie para się rozstała. - Czasem czułem się jak małpa. Ludzie patrzyli na mnie i widziałem, iż są ciekawi mojej inności, nie mnie - mówił w "Vivie!" i dodawał, iż być może, gdyby został, udałoby mu się spełnić "amerykański sen" i otrzymać poważniejszy angaż. Ostatecznie występował w teatrze i z niewielkimi rolami w filmowych produkcjach. Zagrał choćby w filmie "Reakcja łańcuchowa", w którym w głównych rolach wystąpili Keanu Reeves, Morgan Freeman i Rachel Weisz.


Z "Na dobre i na złe" odszedł, bo miał dość. "Byłem wykończony"
Do Polski wrócił ostatecznie w 1995 roku, bez żony, za to z rozczarowaniem miłosnym i zawodowym. Opowiadał, iż to był dla niego "najtrudniejszy czas". - Nie miałem siły stawiać czoła codzienności tutaj. Zacząłem pić. Nie chciałem mieć żadnego związku z rzeczywistością. Męczyłem się. Tak przeżyłem dwa lata. Daleko od siebie, zagłuszając uczucia i myśli. I nagle zrozumiałem, iż umrę, jeżeli będzie tak dalej - mówił w 2009 roku.
Przełomem okazała się rola Brunona Walickiego w serialu "Na dobre i na złe", z którą aktor kojarzony jest do dziś. Jednak popularność i praca na planie hitowej produkcji zaczęły go męczyć. Cztery lata później Pieczyński zrezygnował z pracy, przeprowadził się do Krakowa i zajął się pisaniem. - Byłem wykończony, czułem, iż jako artysta umieram. Źle znosiłem, kiedy ludzie zaczepiali mnie na ulicy i wołali "doktorku" - wspominał później.



PieczyńskiOtwórz galerię
Krzysztof Pieczyński gorzko wspominał uczuciowe rozczarowania. Co dziś robi aktor?
Bolesne rozstanie z Barbarą odbijało się na kolejnych nieudanych relacjach. Bał się zaufać, otworzyć i po raz kolejny cierpieć. - Nie ciągnę w nieskończoność związków, w których czuję się jeszcze bardziej samotny niż wtedy, kiedy jestem sam - tłumaczył. - Trzeba mieć wielką odwagę, żeby kochać. Kobiety, które wyznawały mi miłość, w końcu zawsze ode mnie odchodziły - mówił. Jednocześnie nie przestawał szukać tej jedynej. - Kochałem w życiu wiele razy. Ciągle szukam idealnej miłości, choć zdaję sobie sprawę, iż takiego uczucia nie można znaleźć. Ono może się przytrafić, ale musi być dane człowiekowi, a nie znalezione przez niego - zaznaczał.






Krzysztof Pieczyński po raz ostatni na polskich ekranach pojawił się w 2020 roku w serialach "Król" i "Kod genetyczny". W tym samym roku po raz kolejny wyemigrował do Stanów. I, jak wynika z jego aktywności w mediach społecznościowych, żyje i pracuje tam do dziś.
Idź do oryginalnego materiału