„Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest Twój!” – powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiet…

twojacena.pl 6 godzin temu

Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, jest twój! powiedziałam z ironicznym uśmiechem do kobiety, która niespodziewanie pojawiła się pod moimi drzwiami.

Poczekaj chwilkę, Kinga! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, jak się dowiem, kto to i czego chce, rzuciłam przez telefon do mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Kinga właśnie opowiadała mi przezabawne historie z urodzin swojej teściowej, a ja śmiałam się do łez, jakbym oglądała najlepszy kabaret.

Poszłam do przedpokoju, zerknęłam przez judasza i stanęłam w bezruchu. Spodziewałam się sąsiada, przecież do naszego bloku z domofonem nie wchodzi się tak łatwo. Tymczasem stała tam młoda, obca kobieta o nieco dziwnym wyglądzie nigdy wcześniej jej nie widziałam.

Postanowiłam nie otwierać drzwi. Lepiej nie rozmawiać z nieznajomymi, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy tyle jest oszustów. Taka była moja żelazna zasada: zero rozmów z obcymi. Oszuści żerują na łatwowierności, ale ja nie zamierzałam dać się nabrać.

Sięgnęłam po telefon, by wrócić do rozmowy z Kingą, ale dzwonek znów głośno zabrzmiał. Kobieta za drzwiami była bardzo uparta nie odpuszczała, pewna, iż ktoś musi być w domu.

Byłam sama w mieszkaniu. Mój mąż, Wiesław, pojechał pomóc koledze przy remoncie w ogródku. Jeszcze raz zerknęłam przez wizjer, tym razem jeszcze uważniej przypatrując się nieznajomej.

Coś w niej było osobliwego i żałosnego jednocześnie, ale nie czułam zagrożenia.

Cóż najgorszego może się stać, jeżeli otworzę drzwi i powiem, żeby poszła sobie? Przynajmniej będę miała spokój na resztę weekendu, pomyślałam. Może się zgubiła albo chce mi sprzedać jakieś bzdety.

Zdecydowana, otworzyłam drzwi. Kobieta od razu się wyprostowała i nerwowo poprawiła włosy, zanim się odezwała.

Dzień dobry! Czy pani to Julita? zapytała, bawiąc się przy tym końcówką szalika. No tak, przecież to oczywiste, po co pytam

No proszę, oszuści coraz sprytniejsi. Wie nawet, jak się nazywam, przeszło mi przez myśl.

Kim pani jest i czego pani chce? Stoi tu pani od pięciu minut. Nie zapraszałam niech się pani określi albo idzie! powiedziałam stanowczo.

Wiesław jest w domu? zaskoczyła mnie swoim pytaniem.

No nieźle! pomyślałam podejrzliwie. choćby wie, jak mój mąż ma na imię. Musiała się przygotować.

Przyszła pani w sprawie Wiesława? zapytałam, choć w głowie miałam coś zupełnie innego.

Nie, chciałam porozmawiać z panią. Ale jeżeli Wiesław jest w domu, będzie mi trudniej, odpowiedziała nieco nonszalancko.

Trudniej? O co tu chodzi? zaczęłam być coraz bardziej ciekawa.

Nie ma go. O co chodzi? spytałam.

Może lepiej wejdźmy do środka. Trochę dziwnie rozmawiać o takich sprawach na klatce, zaproponowała odważniej.

Nie ma mowy. Nie znam pani i nie wpuszczam obcych. Proszę mówić tutaj i krótko, odpowiedziałam twardo.

Chce pani rozmawiać o moich relacjach intymnych z Wiesławem tutaj, na oczach sąsiadów? zapytała z ironicznym uśmiechem.

Co? Jakich relacjach? wykrzyknęłam, głośniej niż zamierzałam.

Julita, wszystko w porządku? Dlaczego pani tak krzyczy? zagadnęła pani Zielińska, sąsiadka z naprzeciwka, akurat wychodząc z windy.

Dzień dobry, pani Zielińska! Wszystko pod kontrolą. Co u pani? spróbowałam zmienić temat.

Zaraz chyba lunie, odparła, choć było widać, iż bardzo chce wiedzieć, co tu się dzieje.

Proszę wejść, mruknęłam z niechęcią do nieznajomej, wskazując drzwi.

W środku kobieta z ciekawością rozejrzała się po mieszkaniu, zawieszając wzrok na różnych rzeczach.

Ma pani pięć minut. Proszę mówić, zagrodziłam jej drogę w głąb salonu. To nie muzeum.

Nazywam się Agnieszka, zaczęła, zdejmując szalik i płaszcz. Jestem zakochana w Wiesławie.

Oj, naprawdę, nie mogła pani wymyślić nic oryginalniejszego? przerwałam jej sarkastycznie.

Cóż tu oryginalnego ludzie się zakochują. Nie jest pani pierwszą żoną, za którą mąż uczepił się innej, odpowiedziała z przekonaniem, próbując mnie wyminąć.

A jest pani pewna, iż kocha panią, a nie mnie? zapytałam z uśmiechem.

Oczywiście! Inaczej bym tu nie przyszła, stwierdziła pewna siebie.

Tylko, iż mój mąż nie kocha nikogo. Nie potrafi. Przykro mi jest pani w błędzie, rzuciłam spokojnie.

Agnieszka otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym momencie drzwi się otworzyły i wszedł Wiesław…

…zaskoczony, widząc obcą kobietę w przedpokoju.

Agnieszka? Co ty tu robisz w sobotę? To coś związanego z pracą? zapytał zdezorientowany.

Nie, przyszła do ciebie, odparłam, aż za bardzo zadowolona z sytuacji.

Do mnie? O co chodzi? Coś się stało w pracy? Wiesław był już naprawdę zagubiony.

Nie, kochanie, przyszła cię ode mnie zabrać. Całego, na zawsze, powiedziałam z ironią.

Agnieszka, wyraźnie zmieszana, gwałtownie założyła płaszcz i cofnęła się do wyjścia.

Już wychodzisz? Przecież przyszłaś po Wiesława? Serio, to choćby byłoby mi na rękę, mogę ci go odstąpić gratis, zażartowałam, patrząc jej prosto w oczy.

Agnieszka już była za drzwiami, choćby nie rzuciła słowa na pożegnanie.

O co tu w ogóle chodziło? zapytał Wiesław, totalnie zdezorientowany.

To ty mi powiedz! Skąd się wzięła ta odważna kobieta, która twierdzi, iż się rozwodzimy i ty się do niej wprowadzasz? skrzyżowałam ramiona, patrząc mu w oczy.

Jesteś poważna? Nie mam pojęcia, o co chodzi. Ostatnio dziwnie się zachowuje w pracy, ale nic jej nie obiecywałem. Mam dosyć takich głupot. Przecież ci obiecałem, pamiętasz? odpowiedział szczerze zszokowany.

No dobrze. Bo wiesz, ja nie mam cierpliwości do takich rzeczy, Wiesław. Ale serio kobiety w tych czasach bywają gotowe na wszystko, żeby jakoś poukładać sobie życie, pokręciłam głową.

Wiesław ściągnął buty i poszedł do kuchni, a ja na chwilę jeszcze się zamyśliłam. Obiecałam sobie, iż więcej nie pozwolę, by tego typu sytuacje zakłócały spokój naszego domu. Mimo wszystko uśmiechnęłam się na myśl o tym, jak nieudolna była cała akcja Agnieszki.

Wygląda na to, iż nasz związek, wbrew wszystkim przeciwnościom, okazał się o wiele mocniejszy, niż mogli się spodziewać inni.

Idź do oryginalnego materiału