Cat Power nagrała płytę stworzoną do wielkości. W Warszawie zagra ją w całości | Rękawice mocy

polityka.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: Todd Owyoung / Getty Images


Cat Power w chwili załamania nagrała płytę stworzoną do wielkości. Po latach zagra ją w całości w Warszawie. Dwie złote rękawice bokserskie na łańcuszku nie trafiły na okładkę płyty „The Greatest” przypadkiem. Chan Marshall, 34-latka z Georgii, miała za sobą kilka mocnych uderzeń. Płyta „What Would the Community Think” przyniosła bardzo mocne wyznania (jak to o wykonanej kilka lat wcześniej aborcji), „Moon Pix” – świetne recenzje, „You Are Free” znakomicie się sprzedawała, a gośćmi na niej byli Dave Grohl (Foo Fighters) i Eddie Vedder (Pearl Jam). Alternatywny rock mocno zakorzeniony w bluesie, momentami też w soulu i folku, bardzo się podobał i zaowocował etykietką „królowej sadcore’u”. Ów sadcore miał oznaczać muzykę niezbyt spieszną, balladową, oszczędną w środkach i bardzo ponurą.

Uwagę krytyków przyciągał wtedy także niedbały wizerunek artystki, jej szorstki sposób bycia. Pisząc o koncertach Cat Power – pod takim szyldem Marshall działała, odkąd muzyka oderwała ją od pracy w pizzerii w Atlancie – wspominali o braku popisów instrumentalnych i pasywno-agresywnej postawie na scenie. Formuła była zbyt punkowa jak na folk i zbyt folkowa jak na punk. Coraz częściej też się zdarzało, iż po kilku akordach artystka zmieniała zdanie i grała inny utwór, prowokowała publiczność albo po prostu schodziła ze sceny. I jak to w takich sytuacjach bywało, mało kto się przejmował, ile z tej pozy Cat Power to prawda o samej Marshall. Trochę jak z Kurtem Cobainem, o którego samobójstwie napisała zresztą piosenkę: „I Don’t Blame You” (Nie obwiniam cię). Kiedy ukazała się ta piosenka, w życiu Marshall trwał najbardziej dramatyczny okres.

Te rękawice można dziś odbierać bardziej jako symbol walki. Niekończąca się trasa koncertowa sprawiła, iż życie osobiste Marshall nie istniało, jej ówczesny związek legł w gruzach, a ona sama rozpoczynała dzień od opróżniania hotelowego barku z alkoholem – jak opisała w „New York Timesie” Winter Miller – by resztę dnia spędzić z butelką whisky w ręce, a potem nafaszerować się Xanaxem przed koncertem.

Idź do oryginalnego materiału