CARBONIC FIELDS - Spiritual Mentis (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 17 godzin temu

Carbonic Fields to francuska formacja, która jak na razie nie przebiła się jeszcze do szerokiej świadomości fanów ciężkiego grania, ale „Spiritus Mentis” pokazuje, iż zdecydowanie ma na to argumenty. Jest to drugi album zespołu i jednocześnie materiał znacznie bardziej dojrzały oraz rozbudowany od debiutu. Francuzi postawili tutaj na melodyjny death metal, ale nie zamknęli się w jednym schemacie. Pojawiają się elementy progresywne, symfoniczne, ciężkie i bardziej klimatyczne, dzięki czemu album ma swój charakter. Płyta miała swoją premierę 7 września i jest to album, który przypadnie do gustu fanom symfonicznego oraz melodyjnego death metalu.

Największą zaletą „Spiritus Mentis” jest chyba to, iż Carbonic Fields nie próbuje na siłę udowadniać, jak bardzo jest ekstremalny. Zespół rozumie, iż sam ciężar nie wystarczy. Potrzebne są melodie, odpowiednia atmosfera i dobre kompozycje. Dzięki temu mamy tutaj trochę szwedzkiego melodyjnego death metalu, trochę progresji i symfoniki, ale wszystko zostało połączone w całkiem spójną całość.

Carbonic Fields to przede wszystkim zadziorny i drapieżny wokal Thomasa D'Herbomeza, który pasuje do tego, co gra zespół, i nadaje całości odpowiedniej agresji. istotną rolę odgrywa bez wątpienia gitarzysta Mathieu Méheust, który stara się postawić na urozmaicone partie gitarowe i przebojowość. Dzięki niemu dużo dobrego dzieje się na płycie i nie brakuje tutaj hitów. To przekłada się na zawartość albumu i jego poziom.

Od początku słychać, iż nie jest to zespół nastawiony wyłącznie na brutalność. „In The Storm” przynosi mocne riffy, growling i konkretną dawkę agresji, ale obok tego pojawiają się melodie oraz partie gitarowe, które nadają utworowi większej przestrzeni. Momentami można tutaj wyczuć ducha szwedzkiego melodyjnego death metalu, ale Carbonic Fields nie próbuje być kopią In Flames czy Dark Tranquillity. Francuzi dodają do tego własne, bardziej progresywne i symfoniczne rozwiązania.

Bardzo dobrze wypada „Porcelain Face”, gdzie zespół pokazuje, iż potrafi zwolnić i zbudować odpowiedni klimat. To właśnie takie kompozycje sprawiają, iż „Spiritus Mentis” nie męczy po kilku utworach. Mamy zmianę tempa, ciężar, melodie i momenty, w których muzyka staje się bardziej przestrzenna.

Devil(s)wing” zaskakuje formą i takim bardziej komercyjnym charakterem. To śliczny kawałek o nieco folkowym zabarwieniu. Z kolei „Go(d)escent” pokazuje, iż Carbonic Fields coraz lepiej radzi sobie z łączeniem ciężaru z atmosferą.

Jednym z ciekawszych punktów płyty jest „Pentacrual”. To numer mocny, mroczny i niepokojący, ale jednocześnie zachwyca pozytywną energią. Za bardzo zespół kombinuje natomiast w „Let Us Prey” i chyba chciał tutaj za dużo zaprezentować. Wdziera się chaos i próba kombinowania na siłę.

Próbują zaskoczyć w bardziej komercyjnym „Ghost Still Follow” czy rozpędzonym i agresywnym „False Messiah”. W efekcie dostajemy zróżnicowany i solidny materiał.

Francuzi nie są jeszcze wielką nazwą, ale po takim albumie zdecydowanie warto zapamiętać Carbonic Fields. „Spiritus Mentis” pokazuje zespół, który ma pomysł na siebie i przede wszystkim nie boi się rozwijać swojego stylu. Dla fanów melodyjnego death metalu z progresywnym i symfonicznym zacięciem jest to naprawdę solidna pozycja.

Ocena: 7/10


Idź do oryginalnego materiału