Nasi recenzenci w Cannes dwoją się i troją, by dzielić się z Wami wrażeniami z najgorętszych seansów na Lazurowym Wybrzeżu. Dziś mamy dla Was recenzję japońskiego filmu "Nagi Notes", o którym Łukasz Mańkowski pisze: Niezależnie od tego, o czym Fukada akurat opowiada, podobnie jak Ryusuke Hamaguchi – którego nowy film premierę w Cannes będzie miał już jutro – zawsze znajduje świeżą perspektywę patrzenia na rzeczywistość.
Poniżej znajdziecie też fragment recenzji nowego filmu Jane Schoenbrun – twórczyni "W blasku ekranu". Gwiazdami jej horroru-niehorroru "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" są m.in. Gillian Anderson i Hannah Einbinder.
Recenzje w całości można już przeczytać na kartach filmów.
Transmisje z japońskiej prowincji
autor: Łukasz Mańkowski
Niewielka mieścina na zachodzie Japonii. Nie słynie z niczego wyjątkowego – zbyt zwyczajna, by pisać o niej książki, ale być może właśnie dlatego idealna, by zaszyć się tu na chwilę z dala od wielkomiejskiego zgiełku. To tutaj Koji Fukada, ulubieniec europejskich festiwali, osadza swoją kolejną opowieść. Powracający do Cannes z bardzo udanym "Nagi Notes" reżyser po raz kolejny rozgrywa charakterystyczną dla siebie zgrywę z melodramatu – pod jego powierzchnią równie mocno wybrzmiewają niedopowiedzenia, co trudne do nazwania lęki.
Spowite cieniem gęstych lasów, otoczone pasmami gór, z czystym powietrzem i serdecznością lokalnych relacji, Nagi w prefekturze Okayama uosabia kapsułkowe piękno japońskiej prowincji. Choć, jak zauważa Yuri, łatwiej stamtąd dostać się za granicę niż do samego Nagi. Kobieta przyjeżdża odwiedzić dawną znajomą – szwagierkę po byłym mężu. Mimo rozwodu obie wciąż pozostają sobie bliskie. A iż Yoriko akurat potrzebuje modelki do swoich rzeźb, Yuri zostaje na dłużej.
Nagi wygląda jak miasteczko wyjęte z kolejnej sielankowej opowieści o tym, iż antidotum na przebodźcowaną tokijską codzienność odnaleźć można wyłącznie pośród natury. Na szczęście ambicje Kojiego Fukady sięgają dalej. Reżysera niespecjalnie interesuje romantyzowanie japońskości w kojących pejzażach – samej natury jest tu zresztą zaskakująco niewiele; równie daleko mu do diarystycznej czułości, którą sugeruje tytuł. Gdy kolejne kartki kalendarza potwierdzają spokojny rytm marcowych dni, tuż przed sezonem kwitnienia wiśni, na powierzchnię zaczynają wypływać historie z przeszłości i mikrotkanka lokalnych zażyłości. Nagi, choć sprawia wrażenie miejsca odciętego od świata, pulsuje tym samym lękiem, który rezonuje dziś globalnie.
Całą recenzję filmu "Nagi Notes" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
La Petite Mort
autor: Jan Tracz
W swoim canneńskim dzienniczku (wydanym jakiś czas temu jako "Two Weeks in the Midday Sun: A Cannes Notebook") Rogert Ebert opisywał stoisko z filmami sprzed lat, w którym tajemniczy – i zarazem nie-do-końca-godny-zaufania jegomość – sprzedawał tytuły najróżniejszego sortu. Filmy zwykle zrobione nie wiadomo gdzie, przez kogo, za ile, po co i dla kogo. Zastanawiam się, czy "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" w reżyserii Jane Schoenbrun (m.in. "I Saw the Tv Glow") znalazłoby się u niego na stanie, tym bardziej iż większości z tych filmów nie oglądał, a prawa do nich kupował na czuja – zachęciła go okładka, nieszablonowy tytuł lub kraj produkcji. Prawdopodobnie chciałby mieć ten film w swojej kolekcji. Może skusiłyby go kadry z fontannami krwi, tak często przecież pojawiającymi się u Schoenbrun? A może nie polubiłby się ze zbyt samoświadomym przekazem tego slashera?
Całą recenzję filmu "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
Poniżej znajdziecie też fragment recenzji nowego filmu Jane Schoenbrun – twórczyni "W blasku ekranu". Gwiazdami jej horroru-niehorroru "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" są m.in. Gillian Anderson i Hannah Einbinder.
Recenzje w całości można już przeczytać na kartach filmów.
Recenzja filmu "Nagi Notes", reż. Kôji Fukada
Transmisje z japońskiej prowincji
autor: Łukasz Mańkowski
Niewielka mieścina na zachodzie Japonii. Nie słynie z niczego wyjątkowego – zbyt zwyczajna, by pisać o niej książki, ale być może właśnie dlatego idealna, by zaszyć się tu na chwilę z dala od wielkomiejskiego zgiełku. To tutaj Koji Fukada, ulubieniec europejskich festiwali, osadza swoją kolejną opowieść. Powracający do Cannes z bardzo udanym "Nagi Notes" reżyser po raz kolejny rozgrywa charakterystyczną dla siebie zgrywę z melodramatu – pod jego powierzchnią równie mocno wybrzmiewają niedopowiedzenia, co trudne do nazwania lęki.
Spowite cieniem gęstych lasów, otoczone pasmami gór, z czystym powietrzem i serdecznością lokalnych relacji, Nagi w prefekturze Okayama uosabia kapsułkowe piękno japońskiej prowincji. Choć, jak zauważa Yuri, łatwiej stamtąd dostać się za granicę niż do samego Nagi. Kobieta przyjeżdża odwiedzić dawną znajomą – szwagierkę po byłym mężu. Mimo rozwodu obie wciąż pozostają sobie bliskie. A iż Yoriko akurat potrzebuje modelki do swoich rzeźb, Yuri zostaje na dłużej.
Nagi wygląda jak miasteczko wyjęte z kolejnej sielankowej opowieści o tym, iż antidotum na przebodźcowaną tokijską codzienność odnaleźć można wyłącznie pośród natury. Na szczęście ambicje Kojiego Fukady sięgają dalej. Reżysera niespecjalnie interesuje romantyzowanie japońskości w kojących pejzażach – samej natury jest tu zresztą zaskakująco niewiele; równie daleko mu do diarystycznej czułości, którą sugeruje tytuł. Gdy kolejne kartki kalendarza potwierdzają spokojny rytm marcowych dni, tuż przed sezonem kwitnienia wiśni, na powierzchnię zaczynają wypływać historie z przeszłości i mikrotkanka lokalnych zażyłości. Nagi, choć sprawia wrażenie miejsca odciętego od świata, pulsuje tym samym lękiem, który rezonuje dziś globalnie.
Całą recenzję filmu "Nagi Notes" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
Recenzja filmu "Teenage Sex and Death at Camp Miasma", reż. Jane Schoenbrun
La Petite Mort
autor: Jan Tracz
W swoim canneńskim dzienniczku (wydanym jakiś czas temu jako "Two Weeks in the Midday Sun: A Cannes Notebook") Rogert Ebert opisywał stoisko z filmami sprzed lat, w którym tajemniczy – i zarazem nie-do-końca-godny-zaufania jegomość – sprzedawał tytuły najróżniejszego sortu. Filmy zwykle zrobione nie wiadomo gdzie, przez kogo, za ile, po co i dla kogo. Zastanawiam się, czy "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" w reżyserii Jane Schoenbrun (m.in. "I Saw the Tv Glow") znalazłoby się u niego na stanie, tym bardziej iż większości z tych filmów nie oglądał, a prawa do nich kupował na czuja – zachęciła go okładka, nieszablonowy tytuł lub kraj produkcji. Prawdopodobnie chciałby mieć ten film w swojej kolekcji. Może skusiłyby go kadry z fontannami krwi, tak często przecież pojawiającymi się u Schoenbrun? A może nie polubiłby się ze zbyt samoświadomym przekazem tego slashera?
Zwiastun "Teenage Sex and Death at Camp Miasma"
W "Teenage Sex" wracamy do ejtisowej, VHS-owej estetyki. Kto nie tęskni za VHS-ami, niech pierwszy rzuci kamieniem: to przecież właśnie na nich oglądaliśmy niegdyś slashery i odkrywaliśmy w nich drugie, zupełnie niespodziewane znaczenia lub braliśmy je z ich całym „face value”, ciesząc się z tej bezkompromisowej zabawy. A jako iż jest queerowo, to w tym wypadku głównym punktem odniesienia dla czytelnika może być np. "Uśpiony obóz" z 1983 roku – z tak (nie)sławnym finałem, iż po pierwszym seansie każdy będzie o nim pamiętać. Dylematy tożsamościowe, traktat o fizyczności, zabijanie w imię czegoś "większego" – Schoenbrun bardzo lubuje się w takich klimatach. Całą recenzję filmu "Teenage Sex and Death at Camp Miasma" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.














