W pierwszy weekend festiwalu swoje nowe filmy pokazali jeden z najciekawszych twórców amerykańskiego kina niezależnego, a zarazem absolutny ulubieniec selekcjonerów tej imprezy – James Gray – oraz japoński mistrz kina egzystencjalnego, Ryûsuke Hamaguchi. Paper Tiger stanowi powrót Graya do początków kariery i klimatu Małej Odessy. Podobnie jak w tamtym filmie, reżyser opowiada historię zwyczajnej nowojorskiej rodziny, która zostaje wciągnięta w porachunki mafijne. Z kolei All of a Sudden Hamaguchiego to dzieło przywracające wiarę w człowieka i siłę międzyludzkich relacji. Oba filmy należą do absolutnych highlightów pierwszego tygodnia festiwalu.
Paper Tiger (ocena: 8) opowiada o rodzinie Pearlów mieszkającej w nowojorskim Queens lat 80. Gary (Adam Driver), dzięki swoim znajomościom, wikła się w liczne, często szemrane interesy. Chcąc wykorzystać okres gwałtownie rozwijającego się biznesu, podejmuje pochopną decyzję, przez którą wpada w ręce rosyjskiej mafii, narażając na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także swojego brata (w tej roli nie do poznania Miles Teller), żonę (Scarlett Johansson) i dzieci. Całą intrygę ogląda się z zapartym tchem, przede wszystkim dzięki znakomitej reżyserii Graya oraz umiejętnemu wykorzystaniu środków formalnych do budowania napięcia.
Niemal wszystkie filmy Jamesa Graya opowiadają o rodzinie i dążeniu do amerykańskiego snu. Reżyser robi to jednak bez uciekania się do wielkich zwrotów akcji – swoje historie buduje przede wszystkim poprzez atmosferę i niedopowiedzenia. W Paper Tiger jest podobnie, dlatego film można nazwać wręcz antykryminałem. Gray częściowo dekonstruuje kino noir, podobnie jak zrobiła to Kelly Reichardt w The Mastermind. Ważniejsze od efektownych pościgów są dla niego intymne momenty pomiędzy braćmi oraz konsekwentne kreowanie atmosfery niepewności. A kiedy już sięga po sceny akcji, robi to w sposób całkowicie oryginalny. Finałowa strzelanina ma niezwykle poetycki charakter – pod względem pomysłowości można ją porównać do słynnego pościgu z Jednej bitwy po drugiej Paula Thomasa Andersona.

All of a Sudden (ocena: 9) to kolejny dowód na to, iż Ryusuke Hamaguchi pozostaje jednym z najwrażliwszych obserwatorów współczesnych relacji międzyludzkich. W swoim nowym filmie z czułością opowiada o relacji dwóch kobiet. Marie-Lou (Virginie Efira) jest doświadczoną dyrektorką domu opieki na przedmieściach Paryża. Jej życie pogrążone jest w rutynie – większość czasu pochłania praca; nie ma męża ani bliskich znajomych. Wszystko zmienia się jednak, gdy poznaje Mari (Tao Okamoto), cenioną reżyserkę teatralną. Kobiety gwałtownie nawiązują bliską, niemal intymną relację i spędzają długie godziny na rozmowach o kapitalizmie, opiece zdrowotnej i po prostu życiu – niczym bohaterowie filmów Érica Rohmera czy Honga Sang-soo. W rękach mniej sprawnego reżysera taki film byłby nie do zniesienia – kto bowiem chce słuchać półgodzinnego wykładu na temat kapitalizmu? (taka scena jest w filmie.) Hamaguchi wydobywa jednak ze swoich bohaterów szczerość i autentyczność, dzięki czemu widz pragnie przysłuchiwać się tym konwersacjom godzinami.
Największą siłą filmu pozostaje jednak jego humanizm. Hamaguchi tworzy kino ciche, pozbawione taniego dramatyzmu, a mimo to niezwykle emocjonalne. Reżyser buduje napięcie wyłącznie poprzez rytm długich scen z dialogami, dzięki czemu All of a Sudden działa niemal terapeutycznie. Film podejmuje też istotny temat śmierci – każda chwila naszego życia jest bezcenna, a sztuka może być lekiem na wszelkie zmartwienia, może wręcz leczyć. All of a Sudden jest więc kolejnym epickim dziełem Hamaguchiego, biorąc pod uwagę metraż, ale też kolejnym bardzo przyziemnym w problematyce, którą porusza.








![Ołeksandr Usyk znowu w akcji. Wielka stawka starcia w Gizie [NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/-/000LBPWOV1GA2FYK-C461.jpg)





