Największą siłą „Ghost Of The Ocean” są gitary. Przy trzech gitarzystach można było spodziewać się przesytu, ale zespół wykorzystuje ten skład przede wszystkim do budowania bogatszych harmonii i klasycznie metalowego klimatu. Muzycznie można tutaj znaleźć skojarzenia z tradycyjnym heavy metalem, epickim graniem w duchu Warlord czy bardziej melodyjną odmianą Riot. Siła zespołu tkwi w partiach gitarowych i tu obecność 3 gitarzystów robi robotę. Frere, Winkels i Mandrolini stawiają na klasyczne patenty i bardziej epickie motywy gitarowe. Nie uświadczymy jakie mocnych i agresywnych riffów. Dominują klasyczne patenty, epicki klimat. Najsłabszym ogniwem zespołu jest wokalista Argennse, którego głos jest zbyt łagodny do takiej muzyki.
Już otwierające „The Awekening Of The Crew” oraz „Last Day Of The Seven” pokazują, iż Calypso bardziej interesuje klasyczne metalowe granie niż nowoczesna produkcja. Jest rytm, są melodyjne riffy i odpowiednio podniosły klimat. Prawdziwe rozwinięcie tej formuły przynosi „Bells Of Abyss”, gdzie pojawia się więcej epiki i charakterystycznych gitarowych harmonii. Bardzo udany start płyty.
Tytułowy „Ghost Of The Ocean” to jeden z najważniejszych punktów albumu. Utwór ma odpowiednio majestatyczny charakter, a gitarowe partie nadają mu niemal bitewny rozmach. Słychać tutaj ducha klasycznego heavy metalu, w którym liczy się przede wszystkim riff, melodia i atmosfera. „Delusion Of Gold” idzie podobnym tropem i należy do najbardziej chwytliwych fragmentów płyty.
Na uwagę zasługuje również „Leviathan's Fall”, który pokazuje bardziej epicką stronę zespołu. Jest ciężej, dostojniej i momentami niemal filmowo. „Mystic Secret” oraz „Axe Of Chaos” wracają natomiast do bardziej bezpośredniego heavy/power metalowego grania. Szczególnie w tym drugim przypadku trzy gitary mają sporo przestrzeni, aby zaprezentować swoje możliwości.
Hunt Of Traitors” ponownie podkręca tempo i przypomina, iż Calypso potrafi również uderzyć bardziej zdecydowanie. Z kolei „Dawn's First Light” jest jednym z bardziej melodyjnych momentów albumu i dobrze przygotowuje grunt pod finałowe „Pirate's Soul”, które zamyka całość w zgodzie z pirackim charakterem zespołu.
Nie wszystko jednak wypada idealnie. Wokal Guillaume'a Argensse'a może okazać się elementem dzielącym słuchaczy. Heroiczny sposób śpiewania pasuje do muzyki, ale angielska wymowa nie zawsze brzmi naturalnie. Produkcja również nie należy do najbardziej potężnych i nowoczesnych, przez co niektóre partie perkusji mogą sprawiać wrażenie mniej organicznych. Są to jednak niedociągnięcia debiutanta, a nie elementy przekreślające cały album.
„Ghost Of The Ocean” to przede wszystkim uczciwy, tradycyjny heavy metal z piracką otoczką, bez przesadnego kombinowania i bez próby wpisywania się na siłę w modne trendy. Calypso dopiero rozpoczyna swoją drogę, ale już na pierwszej płycie pokazuje, iż ma pomysł na własną odmianę epickiego heavy metalu. Nie jest to album idealny, ale kilka naprawdę udanych numerów, bogate partie gitarowe i oldschoolowy charakter sprawiają, iż warto dać Francuzom szansę. Zwłaszcza jak ktoś kocha piracki klimat.
Ocena: 7/10

















