Dzisiaj w moim dzienniku zapisuję troski matczynego serca. Cały wieczór przyglądałam się tej dziewczynie – przyszła synowa nie wydaje się odpowiednią partią dla mojego jedynaka.
W małym miasteczku pod Kielcami, gdzie brukowane uliczki pamiętają czasy dziadków, moje pięćdziesięcioczteroletnie życie zmącił niepokój o przyszłość syna. Nazywam się Zofia Nowak, a kilka dni temu mój Krzysztof przyprowadził swoją dziewczynę, by mnie poznała. Obserwowałam ją cały wieczór, zadawałam pytania, a moje wnioski nie napawają optymizmem. Szczerze? Nie sądzę, by ta Oliwia pasowała do mojego chłopca. Matczyna intuicja podpowiada mi, iż to błąd – ale jak ochronić syna, nie rujnując naszej relacji?
Mój syn – moja duma
Krzysztof to moje jedyne dziecko, euforia i nadzieja. Wychowywałam go sama po rozstaniu z mężem, wkładając w to całe serce. Wyrosły na mądrego, pracowitego człowieka – jest informatykiem, wynajmuje mieszkanie, marzy o założeniu rodziny. W wieku dwudziestu siedmiu lat pierwszy raz poważnie się zakochał i ucieszyłam się, gdy poprosił, bym poznała jego wybrankę. „Mamo, Oliwia jest wyjątkowa, na pewno ci się spodoba” – mówił z błyskiem w oku. Szykując się na spotkanie, otworzyłam serce, ale coś poszło nie tak.
Oliwia przyszła na obiad. Podałam barszcz, pierogi i domowe ciasto – wszystko, co Krzysztof lubi. Chciałam, by wieczór był ciepły, rodzinny. Od pierwszych minut czułam jednak dziwne napięcie. Wysoka, z wyrazistym makijażem i modnym strojem, zachowywała się pewnie, ale jej maniery mnie zaniepokoiły. Ledwo się przywitała, usiadła przy stole, jakby to był jej dom, i zaczęła mówić o sobie, nie pytając ani słowem o mnie.
Wieczór, który wiele wyjaśnił
Przez cały posiłek uważnie ją obserwowałam. Pytałam: gdzie pracuje, kim są jej rodzice, jakie ma plany. Oliwia jest graficzką, ma dwadzieścia pięć lat, mieszka sama, pochodzi z pobliskiego miasta. W słowach wszystko brzmiało gładko, ale jej odpowiedzi były puste. Chwaliła się projektami, podróżami, ale ani słowa o wartościach, o rodzinie. Gdy spytałam, czy myśli o dzieciach, roześmiała się: „Ojej, jeszcze mam czas, najpierw chcę żyć dla siebie”. Krzysztof się uśmiechnął, a mnie ścisnęło się serce. Mój syn marzy o potomstwie, a ona – o swobodzie.
Jej zachowanie przy stole tylko pogłębiło moje wątpliwości. Ledwo tknęła barszcz, przebierała w pierogach, a ciasta w ogóle nie spróbowała, mówiąc: „Dbam o linię”. Nie oczekiwałam pochwał, ale jej obojętność na moje starania zabolała. Co chwilę zerkała na telefon, odpisywała komuś, a gdy Krzysztof próbował ją wciągnąć w rozmowę, odpowiadała krótko, jakby ją to męczyło. Widziałam, jak mój syn patrzy na nią z uwielbieniem, ale w jej oczach nie było tego samego ciepła. Wydała mi się zimna, skupiona na sobie, niegotowa na rodzinne życie.
Moje obawy i przemyślenia
Po ich wyjściu nie zmrużyłam oka całą noc. Oliwia nie wydaje się dziewczyną, która otoczy Krzysztofa troską. On kocha domowe zacisze, tradycje, a ona – pełna ambicji, ciągle w mediach społecznościowych, w swoim „życiu dla siebie”. Boję się, iż złamie mu serce. Moje przyjaciółki, wysłuchawszy mnie, podzieliły się zdaniem – jedne twierdzą, iż dramatyzuję, inne, iż moja intuicja mnie nie myli. Ale ja znam moje dziecko. Potrzebuje kobiety, która będzie go wspierać, a nie ciągnąć za sobą w świat imprez i kariery.
Przypomniałam sobie, jak Krzysztof opowiadał o Oliwii. Mówił, iż go inspiruje, iż z nią czuje się naprawdę żywy. Ale ja widzę co innego: on dostosowuje się do niej, zmienia przyzwyczajenia, choćby rzadziej do mnie dzwoni. Już na niego wpływa, a to mnie przeraża. Co będzie, jeżeli się ożenią? Zabierze go od rodziny, ode mnie, od wszystkiego, co kocha? Albo, co gorsza, stanie się jej cieniem – nieszczęśliwym, ale zakochanym?
Mój obowiązek jako matki
Nie chcę, by Krzysztof powtórzył moje błędy. Mój związek rozpadł się, bo wybrałam człowieka, który patrzył w inną stronę. Nie mogę pozwolić, by syn związał się z dziewczyną, która – tak czuję – nie kocha go naprawdę. Ale jak mu to powiedzieć? Po wieczorze delikatnie zasugerowałam: „Krzysiu, Oliwia jest piętkną dziewczyną, ale czy na pewno jest dla ciebie odpowiednia?” Zmarszczył brwi: „Mamo, nie znasz jej dobrze, daj jej шанс”. Jego obrona Oliwii zabolała. Czy naprawdę nie widzi tego, co ja?
Boję się, iż jeżeli będę nalegać, stracę go. Krzysztof jest dorosły, sam decyduje o swoim życiu. Ale jestem matką – moim obowiązkiem jest go chronić. Myślę, by porozmawiać z Oliwią sam na sam, poznać jej intencje. Albo otwarcie, ale delikatnie, podzielić się z synem obawami. ale co, jeżeli wybierze ją, nie mnie? Ta myśl rozdziera mi serce.
Moje wołanie o miłość
Te słowa to krzyk matczynej miłości. Oliwia może być dobrą osobą, ale nie wierzę, iż pasuje do mojego Krzysztofa. Nie chcę być teściową, która się wtrąca, ale nie mogę milczeć, widząc, jak syn zmierza ku potencjalnemu cierpieniu. W moim wieku pragnę widzieć go u boku kobiety, która będzie o niego dbać tak, jak ja przez wszystkie te lata. Niech moje słowa okażą się błędem – ale wypowiadam je dla jego dobra.
Jestem Zofia Nowak i będę walczyć o szczęście syna, choćby jeżeli mnie nie zrozumie. Niech Oliwia udowodni, iż się mylę. Póki co jednak moje serce krzyczy: ta dziewczyna nie jest dla mojego chłopca.