Były sobie Oscary

gazetafenestra.pl 1 tydzień temu
Autorka grafiki: Ade-Seite Jastrzębska (Fenestra)

Wcale nie tak dawno temu – bo w 1929 roku – po raz pierwszy przyznano złote statuetki osobom wyróżniającym się w przemyśle filmowym. Nową tradycję ochrzczono wdzięcznym imieniem „Oscar”. Nazwa przyjęła się błyskawicznie i z czasem stała się nierozerwalnym elementem kinowego świata.

Dziś choćby najmłodsi wiedzą, czym są Nagrody Akademii Filmowej, powszechnie znane jako Oscary, i za co są przyznawane. Co roku media rozpisują się o statuetkach pokrytych 24-karatowym złotem, o których marzą twórcy z całego świata.

Znacznie rzadziej mówi się jednak o genezie tej nagrody. A przecież historia drogi do prestiżu, jaki Oscary osiągnęły, jest co najmniej równie fascynująca jak same filmowe werdykty. Dziś statuetka należy do najbardziej rozpoznawalnych wyróżnień w kulturze popularnej i stanowi część tzw. EGOT – zestawu czterech najważniejszych nagród amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, obok telewizyjnych Emmy, muzycznych Grammy oraz teatralnych Tony.

Stare, dobre lata dwudzieste

Za początkiem Akademii stał Louis B. Mayer, prezes wytwórni MGM, który w 1927 roku zainicjował powstanie Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej (AMPAS). Jej pierwotny cel był czysto PR-owy – miała rozstrzygać spory w branży i dbać o jej reputację.

Niedługo później narodził się pomysł nagradzania najwybitniejszych artystów i dzieł danego roku kalendarzowego. Istotną rolę odegrał w tym pierwszy przewodniczący Akademii, Douglas Fairbanks. Koncepcja urzeczywistniła się 16 maja 1929 roku w hotelu Hollywood Roosevelt.

Pierwsza ceremonia znacząco różniła się od współczesnych gali – brakowało jej przepychu, długich monologów i głośnych oklasków. W wydarzeniu uczestniczyło zaledwie 270 osób, które zapłaciły po 5 dolarów za bilet. Całość trwała zaledwie 15 minut. Zwycięzców ogłoszono już trzy miesiące wcześniej, więc napięcie było umiarkowane.

Pierwszego w historii Oscara podarowano niemieckiemu tragikowi Emilowi Janningsowi za role w filmach „Ostatni rozkaz” i „Droga wszelkiego ciała”. Nie mógł jednak pojawić się na ceremonii, stąd statuetkę przekazano mu przed wyjazdem do ojczystego kraju.

Od początku Oscar jest złotym rycerzykiem opierającym się na mieczu i stojącym na filmowej rolce z pięcioma szprychami symbolizującymi pierwotne sekcje Akademii. Projekt opracował Cedric Gibbons, a rzeźbiarz George Stanley wykonał jego odlew. Statuetka zawdzięcza swoje imię bibliotekarce Margaret Herrick, która miała stwierdzić, iż rycerz przypomina jej wujka Oscara.

Po latach Mayer wyznał smutną prawdę o powstaniu Oscarów: „Odkryłem, iż najlepszym sposobem radzenia sobie z filmowcami było wieszanie na nich medali… Gdybym dał im puchary i nagrody, zabiliby się, by wyprodukować to, czego ja chciałem”. Ten cytat do dziś dzieli miłośników kina – jedni widzą w nim cyniczną prawdę o mechanizmach branży, inni jedynie prowokacyjną przesadę.

Rekordowe półwiecze

Opowiadając historię Oscarów, warto wykonać większy chronologiczny skok do momentów przełomowych, gdy ustanawiano rekordy, z których część pozostaje niepobita do dziś.

Spektakularnym przykładem jest Walt Disney, który pozostaje najbardziej utytułowanym laureatem w historii – zdobył 26 statuetek, w tym cztery podczas jednej ceremonii w 1953 roku. W tym samym czasie Oscary po raz pierwszy wyemitowano w telewizji, choć początkowo w czerni i bieli – kolor pojawił się dopiero w 1966.

W 1956 roku Akademia ogłosiła nową kategorię „film nieanglojęzyczny”, której wprowadzenie było krokiem w stronę umiędzynarodowienia Oscarów. Wśród pierwszych nagrodzonych znalazł się Federico Fellini za „La stradę”. Z kolei „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego zdobył pierwszą w historii polską nominację w tej kategorii.

Rok 1960 przyniósł triumf „Ben-Hura” Williama Wylera, który zgarnął aż 11 statuetek. Dzięki temu monumentalny dramat kostiumowy, osadzony w realiach rzymskiej Judei, stał się symbolem epickiego rozmachu i produkcyjnej potęgi amerykańskiego kina.

Piękne czasy Coppoli, czyli lata siedemdziesiąte

1973 rok okazał się przełomowy dla małej Tatum O’Neal. Dziesięcioletnia aktorka została wyróżniona za drugoplanową rolę w filmie „Papierowy księżyc”, co do dziś czyni ją najmłodszą laureatką w historii nagród Akademii. Tę ceremonię zapamiętano jednak nie tylko z tego powodu. Po raz pierwszy aktor zaprotestował, odmawiając odebrania statuetki. Był nim Marlon Brando, nagrodzony za rolę w filmie „Ojciec chrzestny”, a w jego imieniu wystąpiła Sacheen Littlefeather, która odczytała oświadczenie dotyczące dyskryminacji rdzennych Amerykanów i ich stereotypowego przedstawiania w hollywoodzkich westernach.

Lata siedemdziesiąte były przede wszystkim złotym okresem dla Francisa Forda Coppoli. „Ojciec chrzestny” ugruntował jego pozycję w światowej kinematografii, a już rok później filmowiec przeszedł do historii jako pierwsza osoba nominowana pięciokrotnie podczas jednej gali. Wyróżnienia otrzymał m.in. za wyreżyserowanie sequela mafijnej sagi oraz za „Rozmowę”, którego był producentem.

W 1976 roku po raz pierwszy przyznano pośmiertnego Oscara Peterowi Finchowi „Sieć”. Odegrał prezentera, który na ekranie zapowiada własną śmierć. W kolejnych latach Akademia jeszcze kilkukrotnie przyznawała nagrody pośmiertne – wśród wyróżnionych znaleźli się Heath Ledger („Mroczny Rycerz”) oraz Chadwick Boseman („Czarna Pantera”).

Dynamiczna współczesność

Akademia zaczęła coraz wyraźniej reagować na zmiany społeczne i geopolityczne. W 2000 roku Andrzej Wajda odebrał od Jane Hondy honorowego Oscara za całokształt twórczości, a dwa lata później Halle Berry została pierwszą czarnoskórą laureatką za pierwszoplanową rolę kobiecą w filmie „Czekając na wyrok”.

Kolejne lata przyniosły zarówno sukcesy dla Polski, jak i redefinicję pojęcia „oscarowego faworyta”. W 2015 roku „Ida” Pawła Pawlikowskiego zdobyła statuetkę dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Coraz częściej nominacje trafiają do twórców spoza białego mainstreamu – zwłaszcza po głośnej krytyce #OscarsSoWhite.

Nie brakowało też momentów długo wyczekiwanych i spektakularnych wpadek. W 2016 roku Leonardo DiCaprio wreszcie otrzymał wyczekiwanego Oscara za „Zjawę”, a rok później doszło do bezprecedensowej pomyłki przy ogłaszaniu zwycięzcy głównej nagrody. Zamiast „Moonlight” błędnie odczytano tytuł „La La Land”.

Przełomem był 2020 rok, gdy południowokoreański „Parasite” stał się pierwszym w historii nieanglojęzycznym filmem nagrodzonym w głównej kategorii. Rok później Chloe Zhao została pierwszą niebiałą reżyserką nagrodzoną za „Nomanland”.

Od kameralnego bankietu po globalne widowisko – Oscary przeszły drogę równoległą do ewolucji kina. Bywały narzędziem promocji, areną sporów ideologicznych i miejscem historycznych triumfów. Jedno pozostaje niezmienne: złoty rycerzyk wciąż symbolizuje najwyższe uznanie, choćby jeżeli jego znaczenie z każdą dekadą definiowane jest na nowo.

Kaja GRABOWIECKA

Idź do oryginalnego materiału