Był bezdomny, potem stał się gwiazdą filmów dla młodzieży. Teraz 28-latek powalczy o Oscara

kobieta.gazeta.pl 1 dzień temu
W ostatnim czasie kariera Jacoba Elordiego wyraźnie nabrała tempa. Za "Frankensteina" ma po raz pierwszy szansę na Oscara, a już niebawem do kin wejdzie nowa odsłona "Wichrowych Wzgórz", w których zagrał główną rolę. Tym bardziej trudno uwierzyć, iż zanim zrobił karierę, żył na skraju ubóstwa i nie miał dachu nad głową.
Choć występuje w kasowych hitach, partnerując ikonom hollywoodzkiego kina, to jeszcze kilka lat temu aktorstwo wydawało się poza jego zasięgiem. Jacob Elordi sztuką interesował się już jako dziecko, chętnie też brał udział w szkolnych przedstawieniach, ale to sport był jego największą pasją. Jako nastolatek chciał zawodowo grać w rugby, ale z powodu poważnej kontuzji to marzenie musiał porzucić. Wówczas zwrócił się w kierunku aktorstwa, które traktował jako plan awaryjny. Jego początki w branży filmowej do najłatwiejszych jednak nie należały.


REKLAMA


Hit Netfliksa zrobił z Elordiego idola nastolatków. W sequelach "The Kissing Booth" wcale nie chciał grać
Elordi urodził się i wychowywał w niewielkim australijskim mieście Brisbane, dlatego po ukończeniu szkoły średniej postanowił przenieść się do Sydney. Początkowo uczęszczał na kursy aktorstwa, by zdobyć jakiekolwiek doświadczenie, a z czasem zaczął brać udział w castingach. Po kilku epizodach w produkcjach krótkometrażowych statystował w piątej odsłonie "Piratów z Karaibów", która miała otworzyć mu drzwi do kariery, ale tak się nie stało. Mimo to nie załamał się i konsekwentnie realizował swój plan.


Wytrwałość się opłaciła, bo w 2018 roku dostał propozycję dołączenia do obsady romantycznej komedii dla młodzieży "The Kissing Booth" Netfliksa, w której upatrywał swojej szansy. I faktycznie za jej sprawą jego popularność z dnia na dzień poszybowała w górę, przez co w postać Noah Flynna wcielił się jeszcze w dwóch kontynuacjach. Jak się okazało po latach, wbrew pozorom nie było mu to na rękę. – Wcale nie chciałem ich robić. Takie rzeczy sprawiają, iż stajesz się martwy w środku – tłumaczył w rozmowie z magazynem "GQ", przyznając, iż poniekąd nie miał innego wyjścia. I to nie tylko z powodu obowiązującego kontraktu.


Zobacz wideo "Wichrowe wzgórza" [ZWIASTUN]


Na początku kariery Elordi nie miał dachu nad głową. Rola w "Euforii" odmieniła jego los
Po premierze "The Kissing Both" skuszony sukcesem Elordi podjął spontaniczną decyzję o przeprowadzce do Los Angeles, mając nadzieję, iż tam rozwinie skrzydła. Rzeczywistość gwałtownie i brutalnie zweryfikowała jego wyobrażenia o hollywoodzkim świecie. Choć wcześniej reżyserzy proponowali mu rolę za rolą, to gdy tylko zamieszkał w USA, kontakty się urwały. W dodatku zaczęły mu się kończyć oszczędności, które i tak były niewielkie. To zmusiło go do opuszczenia wynajmowanego lokum. Przez pierwsze tygodnie spał na kanapie u znajomych, ale na dłuższą metę nie chciał ich obarczać swoimi problemami. Bywało więc, iż pomieszkiwał w aucie.


Doszło do tego, iż w krytycznym momencie chciał zupełnie porzucić aktorstwo i wrócić do Australii. To wtedy pojawiła się propozycja zagrania w "Euforii", którą potraktował jako ostatnią deskę ratunku. Wykreowana w niej postać Nate'a nie tylko pomogła mu odbić się od dna, ale także zerwać z łatką romantyka, z czego był szczególnie zadowolony. Od tamtej pory może przebierać w rolach, ale rozsądnie podchodzi do swoich wyborów. Dziś na koncie ma takie produkcje jak "Saltburn", "Priscilla" oraz "Frankenstein" Guillermo del Toro, za którego dostał pierwszą w karierze nominację do Oscara. – Przecież mam tylko 28 lat. To jak wiatr w żagle – powiedział w wywiadzie dla "The Hollywood Reporter". A już niebawem do kin wejdzie nowa ekranizacja "Wichrowych Wzgórz" autorstwa Emily Brontë, w których stworzył duet z Margot Robbie.
Idź do oryginalnego materiału