„Butterfly M.” to najbardziej melodyjna ballada z nadchodzącej płyty HELA ME RY, której premiera zapowiadana jest na jesień 2026 roku. Utwór czerpie inspiracje z opery Pucciniego, muzyki Wschodu oraz ballad lat 80., łącząc klasyczną emocjonalność z nowoczesnym, miejskim kontekstem. To historia współczesnej Madame Butterfly – samotnej, porzuconej i znudzonej, której miłość do wielkich romantycznych narracji boleśnie zderza się z realiami zblazowanej Warszawki.
Bohaterka „Butterfly M.” funkcjonuje głównie wewnątrz siebie. Jej dramat nie rozgrywa się w spektakularnych gestach, ale w nostalgii, overthinkingu i potrzebie samozniszczenia. To opowieść o romantycznym kiczu, który próbuje przetrwać w świecie ironii i emocjonalnego wypalenia. Zamiast operowej tragedii mamy tu intymny kryzys, a zamiast wielkiego finału – świadomość, iż niektóre historie kończą się źle, choćby jeżeli bardzo chcieliśmy, by było inaczej.
To piosenka o romantycznym kiczu, który zderza się z rzeczywistością. O bohaterce, która karmi się wielkimi historiami, ale jej dramat toczy się raczej w środku niż na zewnątrz. Lubię moment, w którym patos zaczyna pękać i zostaje coś bardzo ludzkiego – nostalgia, złość, nuda i po trzeba spalenia świata razem z sobą – mówi HELA ME RY.
Do utworu powstał teledysk, który można zobaczyć na YouTube:
Muzycznie „Butterfly M.” balansuje pomiędzy intymną balladą a filmowym, szerokim brzmieniem. Wyraźna melodia, przestrzeń dla wokalu i subtelne odniesienia do estetyki lat 80. tworzą utwór, który uwodzi formą, ale zostawia emocjonalny niepokój. To kolejny krok w konsekwentnie budowanym świecie artystki, znanym już z wcześniejszych singli HELA ME RY (“Niebo”, “Pies”), w których ironia sąsiaduje z bólem, a codzienność z onirycznym absurdem.











