Pod koniec sierpnia na duży ekran trafi "Buntownik" (tyt. oryg. "Mutiny"), trzymający w napięciu thriller. Główną rolę powierzono w nim Jasonowi Stathamowi, który ostatnio skradł serca kinowej publiczności brawurowymi rolami w "Pszczelarzu" i "Samotniku". Tym razem ikona kina akcji wciela się w byłego agenta jednostki specjalnej, który staje do walki z międzynarodową organizacją przestępczą. Co jeszcze wiemy o tej emocjonującej produkcji?
Poniżej ciekawostki o najnowszym filmie Jeana-Francoisa Richeta.
Za kamerą "Buntownika" stanął reżyser, który na filmach akcji "zjadł zęby", czyli Jean-François Richet. Wystarczy tylko wspomnieć "Przerwany lot", "Władcę Paryża", czy "Wroga publicznego numer jeden", by upewnić się, iż stery thrillera trafiły we adekwatne ręce.
Zatrudnienie Richeta to był mój pomysł. W przeszłości pracowałem z Jeanem-Françoisem na planie innego filmu i byłem z naszej współpracy zadowolony (…) Gdy spotkaliśmy się, rozważaliśmy różne pomysły na to, gdzie i w jaki sposób można by uwięzić głównego bohatera – tak, by nie powielać znanych już schematów. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na statek towarowy i to był strzał w dziesiątkę – opowiada Marc Butan, producent filmowy i dyrektor generalny MadRiver Pictures.
Scenariusz do filmu napisali Lindsay Michel i J. P. Davis, duet specjalizujący się w napiętych, pełnych zwrotów akcji historiach, które tak bardzo sobie ceni Jason Statham. Warto też wiedzieć, iż spod ręki Davisa wyszły scenariusze, m.in. do "Najemnika" i "Przerwanego lotu".
Z kolei muzykę do "Buntownika" skomponował Marcus Trumpp, autor ścieżki dźwiękowej do "Wroga publicznego numer 1", "Ja, robot" i "Obcy kontra Predator".
Odnotujmy jeszcze, iż w "Buntowniku" Statham nie tylko wciela się w głównego bohatera filmu – twardziela Cole’a Reeda, ale również sprawował pieczę nad filmem w nieco innej roli. Jakiej? Otóż, thriller współprodukowała brytyjska firma aktora – Punch Palace Productions.
Ostatecznie reżyser, aktorzy i ekipa techniczna weszła na plan "Buntownika" we wrześniu 2024 roku. Realizację filmu zakończono w nieco ponad dwa miesiące później – 25 listopada. Część ujęć powstała w okolicach imponującego wieżowca One Canada Square w londyńskiej dzielnicy biznesowej Canary Wharf.
To od Londynu zaczęliśmy realizację "Buntownika". Sceny, które tam nakręciliśmy, były niesamowite. Zwłaszcza te w Pinewood Studios (to kompleks budynków służących produkcji filmowej i telewizyjnej, zlokalizowany w miejscowości Iver Heath w hrabstwie Buckinghamshire, ok. 30 km na zachód od centrum Londynu – przyp. aut.). Wielkie brawa należą się Russellowi De Rozario i jego zespołowi za przygotowanie dekoracji. Były naprawdę świetne – mówi Statham.
Partnerująca w filmie Stathamowi Annabelle Wallis dodaje: – Moje pierwsze dni na planie przypadły właśnie na Pinewood – to kultowe miejsce. Zbudowano tam wspaniałe scenografie, które od razu wprowadziły nas w klimat filmu. Kunszt ich wykonania był niezwykły – zwłaszcza tajska ulica pełna sklepów, straganów i barów. Pamiętam, iż byłam bardzo podekscytowana i czułam, iż mam wielkie szczęście, mogąc tam być i w tym uczestniczyć.
Z kolei pełne napięcia sekwencje akcji i sceny rozgrywające się na pełnym morzu powstały na Morzu Śródziemnym w pobliżu Malty.
Dla reżysera "Buntownika" najważniejsze było to, by większą część toczącej się w filmie akcji umieścić na pokładzie prawdziwego statku towarowego. Ostatecznie wybór padł na "Skylight" – jednostkę mierzącą 150 metrów długości i ważącą ok. 10 tysięcy ton. Frachtowiec zacumowany na Malcie zagrał jednostkę o nazwie "Artemis".
Od samego początku Richet nalegał, by dla zachowania realizmu kręcić na prawdziwym kontenerowcu – wspomina Butan. – Wszyscy twórcy poparli ten pomysł. Chcieliśmy nakręcić jak najwięcej materiału na otwartym morzu, zamiast pracować w studiu z wykorzystaniem niebieskiego ekranu. Zależało nam na tym, by całość była jak najbardziej autentyczna i oddawała atmosferę "Buntownika".
Sama Malta też była miejscem akcji "Buntownika". Na planie filmowym nie brakowało ekwilibrystycznych ujęć i scen mrożących krew w żyłach. Mimo początkowych obaw filmowców wszystko poszło jak z płatka. Ujęcia kaskaderskie nakręcono na wspomnianej Malcie – lokalizacji, którą wskazał Marc Butan.
Potrzebowaliśmy miejsca z portem, przyjaznego dla filmowców i z wodą o intensywnie błękitnym kolorze, która mogłaby "udawać" Ocean Indyjski. Rozważaliśmy kilka lokalizacji, ale Malta okazała się bezkonkurencyjna, ponieważ dysponowała już odpowiednią infrastrukturą – tłumaczy.
I dodaje: – Praca na Malcie była wspaniała. Wszędzie przyjmowano nas ze zrozumieniem i z otwartymi ramionami. Wszyscy byli bardzo pomocni, dlatego adekwatnie nie napotkaliśmy większych trudności czy problemów. Z przyjemnością nakręciłbym tam jakiś obraz w przyszłości. To miasto jest piękne. To była niezapomniana przygoda.
Chociaż film jeszcze nie trafił do kin, to w sieci już pojawiły się interesujące komentarze i porównania. Ponieważ twórcy najnowszego filmu ze Stathamem postawili na przestrzeń dryfującego po morzu statku, co buduje klaustrofobiczne napięcie, to natychmiast skojarzono "Buntownika" z kultową "Szklaną pułapką". Tam mamy do czynienia z wieżowcem. Ale to nie wszystko!
Otóż, w "Szklanej pułapce" z niebezpiecznymi terrorystami, którzy opanowali biurowiec, rozprawia się policjant-twardziel. W "Buntowniku" również zorganizowanej przestępczości przeciwstawia się emerytowany policjant.
Dodatkowo w rolach głównych w obu filmach oglądamy absolutne ikony kina akcji swoich czasów – w "Szklanej pułapce" wystąpił Bruce Willis, a w "Buntowniku" – Jason Statham.
W obu produkcjach stawką jest życie wielu osób, których główni bohaterowie muszą uratować. I nie boją się stawić czoła przeciwnikowi, z którym – przynajmniej teoretycznie – nie mają najmniejszych szans.
Czy "Buntownik" zyska miano kultowego jak film, do którego się go porównuje? Czas pokaże…
Pewne jest to, iż "Buntownik" to z całą pewnością filmowa propozycja dla miłośników kina sensacyjnego w najlepszym wydaniu. A także samego Jasona Stathama, który przez cały czas – mimo 59 lat na karku – jest w wybornej formie fizycznej i przyciąga do kin miliony widzów na całym świecie.
"Buntownik" to idealna propozycja dla tych, którzy potrzebują rozrywki nie tylko z charyzmatycznym bohaterem, ale również oczekują od filmów, by podnosiły na duchu, pokrzepiały i dawały nadzieję…
Dodajmy na koniec, że "Buntownik" trafi na ekrany kin już 21 sierpnia.
W "Buntowniku" Cole Reed ma za sobą lata służby w policyjnych siłach specjalnych. Dziś działa w sektorze prywatnym jako ochroniarz wpływowego miliardera. Ceni sobie dobre pieniądze i przewidywalność nowej pracy.
Jednak, gdy jego mocodawca zostanie brutalnie zamordowany, Cole będzie musiał znów stanąć do walki z potężnym wrogiem. Ścigając zabójców trafi na trop międzynarodowego spisku handlarzy ludźmi, który sięga najwyższych kręgów władzy. W poszukiwaniu sprawiedliwości trafia na pokład statku przewożącego setki uprowadzonych kobiet i dzieci.
To co miało być zemstą, stanie się walką o życie niewinnych.
W "Buntowniku" zagrali również: Jason Wong, Rumi Sutton i Adrian Lester.
Dystrybutorem filmu jest Monolith Films.
Poniżej ciekawostki o najnowszym filmie Jeana-Francoisa Richeta.
Po pierwsze – twórcy i pomysł
Za kamerą "Buntownika" stanął reżyser, który na filmach akcji "zjadł zęby", czyli Jean-François Richet. Wystarczy tylko wspomnieć "Przerwany lot", "Władcę Paryża", czy "Wroga publicznego numer jeden", by upewnić się, iż stery thrillera trafiły we adekwatne ręce.
Zatrudnienie Richeta to był mój pomysł. W przeszłości pracowałem z Jeanem-Françoisem na planie innego filmu i byłem z naszej współpracy zadowolony (…) Gdy spotkaliśmy się, rozważaliśmy różne pomysły na to, gdzie i w jaki sposób można by uwięzić głównego bohatera – tak, by nie powielać znanych już schematów. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na statek towarowy i to był strzał w dziesiątkę – opowiada Marc Butan, producent filmowy i dyrektor generalny MadRiver Pictures.
Scenariusz do filmu napisali Lindsay Michel i J. P. Davis, duet specjalizujący się w napiętych, pełnych zwrotów akcji historiach, które tak bardzo sobie ceni Jason Statham. Warto też wiedzieć, iż spod ręki Davisa wyszły scenariusze, m.in. do "Najemnika" i "Przerwanego lotu".
Z kolei muzykę do "Buntownika" skomponował Marcus Trumpp, autor ścieżki dźwiękowej do "Wroga publicznego numer 1", "Ja, robot" i "Obcy kontra Predator".
Odnotujmy jeszcze, iż w "Buntowniku" Statham nie tylko wciela się w głównego bohatera filmu – twardziela Cole’a Reeda, ale również sprawował pieczę nad filmem w nieco innej roli. Jakiej? Otóż, thriller współprodukowała brytyjska firma aktora – Punch Palace Productions.
Po drugie – lokacje i statek
Ostatecznie reżyser, aktorzy i ekipa techniczna weszła na plan "Buntownika" we wrześniu 2024 roku. Realizację filmu zakończono w nieco ponad dwa miesiące później – 25 listopada. Część ujęć powstała w okolicach imponującego wieżowca One Canada Square w londyńskiej dzielnicy biznesowej Canary Wharf.
To od Londynu zaczęliśmy realizację "Buntownika". Sceny, które tam nakręciliśmy, były niesamowite. Zwłaszcza te w Pinewood Studios (to kompleks budynków służących produkcji filmowej i telewizyjnej, zlokalizowany w miejscowości Iver Heath w hrabstwie Buckinghamshire, ok. 30 km na zachód od centrum Londynu – przyp. aut.). Wielkie brawa należą się Russellowi De Rozario i jego zespołowi za przygotowanie dekoracji. Były naprawdę świetne – mówi Statham.
Partnerująca w filmie Stathamowi Annabelle Wallis dodaje: – Moje pierwsze dni na planie przypadły właśnie na Pinewood – to kultowe miejsce. Zbudowano tam wspaniałe scenografie, które od razu wprowadziły nas w klimat filmu. Kunszt ich wykonania był niezwykły – zwłaszcza tajska ulica pełna sklepów, straganów i barów. Pamiętam, iż byłam bardzo podekscytowana i czułam, iż mam wielkie szczęście, mogąc tam być i w tym uczestniczyć.
Z kolei pełne napięcia sekwencje akcji i sceny rozgrywające się na pełnym morzu powstały na Morzu Śródziemnym w pobliżu Malty.
Dla reżysera "Buntownika" najważniejsze było to, by większą część toczącej się w filmie akcji umieścić na pokładzie prawdziwego statku towarowego. Ostatecznie wybór padł na "Skylight" – jednostkę mierzącą 150 metrów długości i ważącą ok. 10 tysięcy ton. Frachtowiec zacumowany na Malcie zagrał jednostkę o nazwie "Artemis".
Od samego początku Richet nalegał, by dla zachowania realizmu kręcić na prawdziwym kontenerowcu – wspomina Butan. – Wszyscy twórcy poparli ten pomysł. Chcieliśmy nakręcić jak najwięcej materiału na otwartym morzu, zamiast pracować w studiu z wykorzystaniem niebieskiego ekranu. Zależało nam na tym, by całość była jak najbardziej autentyczna i oddawała atmosferę "Buntownika".
Po trzecie – idealna lokacja
Sama Malta też była miejscem akcji "Buntownika". Na planie filmowym nie brakowało ekwilibrystycznych ujęć i scen mrożących krew w żyłach. Mimo początkowych obaw filmowców wszystko poszło jak z płatka. Ujęcia kaskaderskie nakręcono na wspomnianej Malcie – lokalizacji, którą wskazał Marc Butan.
Potrzebowaliśmy miejsca z portem, przyjaznego dla filmowców i z wodą o intensywnie błękitnym kolorze, która mogłaby "udawać" Ocean Indyjski. Rozważaliśmy kilka lokalizacji, ale Malta okazała się bezkonkurencyjna, ponieważ dysponowała już odpowiednią infrastrukturą – tłumaczy.
I dodaje: – Praca na Malcie była wspaniała. Wszędzie przyjmowano nas ze zrozumieniem i z otwartymi ramionami. Wszyscy byli bardzo pomocni, dlatego adekwatnie nie napotkaliśmy większych trudności czy problemów. Z przyjemnością nakręciłbym tam jakiś obraz w przyszłości. To miasto jest piękne. To była niezapomniana przygoda.
Po czwarte – porównania i odbiorcy
Chociaż film jeszcze nie trafił do kin, to w sieci już pojawiły się interesujące komentarze i porównania. Ponieważ twórcy najnowszego filmu ze Stathamem postawili na przestrzeń dryfującego po morzu statku, co buduje klaustrofobiczne napięcie, to natychmiast skojarzono "Buntownika" z kultową "Szklaną pułapką". Tam mamy do czynienia z wieżowcem. Ale to nie wszystko!
Otóż, w "Szklanej pułapce" z niebezpiecznymi terrorystami, którzy opanowali biurowiec, rozprawia się policjant-twardziel. W "Buntowniku" również zorganizowanej przestępczości przeciwstawia się emerytowany policjant.
Dodatkowo w rolach głównych w obu filmach oglądamy absolutne ikony kina akcji swoich czasów – w "Szklanej pułapce" wystąpił Bruce Willis, a w "Buntowniku" – Jason Statham.
W obu produkcjach stawką jest życie wielu osób, których główni bohaterowie muszą uratować. I nie boją się stawić czoła przeciwnikowi, z którym – przynajmniej teoretycznie – nie mają najmniejszych szans.
Czy "Buntownik" zyska miano kultowego jak film, do którego się go porównuje? Czas pokaże…
Pewne jest to, iż "Buntownik" to z całą pewnością filmowa propozycja dla miłośników kina sensacyjnego w najlepszym wydaniu. A także samego Jasona Stathama, który przez cały czas – mimo 59 lat na karku – jest w wybornej formie fizycznej i przyciąga do kin miliony widzów na całym świecie.
"Buntownik" to idealna propozycja dla tych, którzy potrzebują rozrywki nie tylko z charyzmatycznym bohaterem, ale również oczekują od filmów, by podnosiły na duchu, pokrzepiały i dawały nadzieję…
Dodajmy na koniec, że "Buntownik" trafi na ekrany kin już 21 sierpnia.
O FILMIE:
W "Buntowniku" Cole Reed ma za sobą lata służby w policyjnych siłach specjalnych. Dziś działa w sektorze prywatnym jako ochroniarz wpływowego miliardera. Ceni sobie dobre pieniądze i przewidywalność nowej pracy.
Jednak, gdy jego mocodawca zostanie brutalnie zamordowany, Cole będzie musiał znów stanąć do walki z potężnym wrogiem. Ścigając zabójców trafi na trop międzynarodowego spisku handlarzy ludźmi, który sięga najwyższych kręgów władzy. W poszukiwaniu sprawiedliwości trafia na pokład statku przewożącego setki uprowadzonych kobiet i dzieci.
To co miało być zemstą, stanie się walką o życie niewinnych.
W "Buntowniku" zagrali również: Jason Wong, Rumi Sutton i Adrian Lester.
Dystrybutorem filmu jest Monolith Films.
Informacja sponsorowana








![Panthers Wrocław rozbili London Warriors. Wystarczyły dwie kwarty [WIDEO]](https://i.iplsc.com/-/000N6HNC5OWK2N5O-C461.jpg)







