Nareszcie doczekaliśmy się niemożliwego. Benedict Bridgerton, najbardziej niedostępny kawaler w całym Londynie, zakochał się i gotów jest się ustatkować. Jeden z najbardziej wyczekiwanych sezonów Netflixowego hitu rzeczywiście zaczął angażować widza w historię jak żaden z poprzednich. Jednak do czasu…
Łaskawy, szlachetny czytelniku! Jak dobrze było usłyszeć pierwsze słowa nowej Kroniki po prawie dwóch latach od premiery 3. sezonu serialu Bridgertonowie. Tym razem ptaszki ćwierkały o wejściu na rynek matrymonialny nowego, niespodziewanego kawalera. Raczej nikt nie zakładał, iż prawdziwym diamentem sezonu zostanie Benedict Bridgerton, jednak tak się właśnie stało – i przez pierwszą część sezonu naprawdę to działało.
Wizja najnowszego sezonu Bridgertonów naturalnie wywoływała ekscytację wśród fanów. Nie było żadnym zaskoczeniem to, kogo będzie on dotyczył. Natura drugiego z braci sprawiała, iż trudno było wyobrazić go sobie w stałym związku; jego uwagę zwróciła jednak w końcu tajemnicza kobieta, która pojawiła się na balu organizowanym przez Violet Bridgerton. Postać Sophie od razu przykuła także moje oko. Zdecydowanie różniła się ona od wcześniejszych wybranek Bridgertonów i od razu można było poczuć powiew świeżego powietrza w całej historii. Yerin Ha czaruje w roli młodej służącej już od pierwszych chwil na ekranie. Dość gwałtownie zaczynamy poznawiać również jej świat i historię, co jeszcze bardziej umacnia sympatię do jej postaci.
To właśnie Sophie wraz z całą warstwą robotniczą niesie pierwszą część sezonu na swoich barkach. Tak, poszukiwania prowadzone przez Benedicta i jego powolną przemianę ogląda się z zainteresowaniem. To jednak służba w domu Penwood oraz u samych Bridgertonów wnosi do tego sezonu najwięcej uśmiechu. Rzucenie światła na tak istotną grupę ludzi, którzy przez trzy ostatnie sezony stanowili zaledwie tło, było jednym z najlepszych wyborów twórców. Z każdym ukazaniem pracowników w kuchni chcemy poznawać ich jeszcze bardziej, co nie jest obojętne dla dalszego rozwoju akcji; służba w tym sezonie ma spory wkład w ratowanie sytuacji Sophie i Benedicta.
Choć pomoc stąpa twardo po ziemi, w świecie elit jak zwykle możemy doszukać się pewnych absurdów. Na nierozpoznanie przez Bridgertona Sophie w jej zwykłym uniformie możemy przymknąć oko; wiemy przecież, iż kawaler nie stroni od alkoholu, którego spożył sporo jeszcze przed samym balem. Trochę bardziej zastanawia to, iż na samym balu nie poznały jej ani Araminta, ani żadna z jej córek. Niesamowicie wygodny także fakt, iż to akurat Benedict przypadkowo uratował Sophie przed jej nieprzyjemnym pracodawcą na wsi. Jeszcze bardziej historii przysłuża się zbieżność losu, która podczas ulewy skierowała dwójkę do wiejskiej chatki Bridgertona – oczywiście była ona niedaleko. Sens i logika nie są najważniejszymi elementami tego serialu, który zdecydowanie ogląda się przyjemniej wyłączając myślenie i ciesząc się romantyczną rozrywką. To, jak ładnie wszystko rozwija się przed nogami głównych bohaterów, jest jednak dość zabawne.
Kadr z serialu Bridgertonowie // LIAM DANIEL/NETFLIXPierwsza część serialu kończy się niefortunnym pytaniem Benedicta skierowanym w stronę Sophie. Zdanie „Czy zostaniesz moją kochanką?” nie tylko zepsuło nastrój między zakochanymi, ale także pociągnęło za sobą spadek jakości w drugiej części sezonu. Romans między główną dwójką początkowo był angażujący, a z każdym odcinkiem widz kibicował im coraz mocniej. Niestety, ostatnie cztery odcinki nie potrafiły tego utrzymać. Nabuzowany Benedict zaczął nieco irytować, a historia miłosna zdała się zejść na drugi bok względem perypetii w życiu osobistym Sophie. Szkoda, bo duet miał szansę zostać najciekawszą parą całego sezonu.
Niemniej nie zabrałko w 4. sezonie innych angażujących wątków. Francesca, która wzięła ślub zaledwie sezon wcześniej, musiała zmierzyć się z utratą męża. Hannah Dodd świetnie poradziła sobie w roli młodej wdowy; w szczególności w roli kobiety, która mimo chęci nie zdołała zajść w ciążę. Nie można odmówić rodzinie Bridgertonów wspaniałego wsparcia podczas tych trudnych momentów, jednak nie da się nie zauważyć braku starszego rodzeństwa. W najnowszym sezonie pojawia się co prawda Anthony i Kate, jednak ich wystąpienie jest krótkie i adekwatnie nic nie wnosi. Brak najmniejszego zainteresowania ze strony Daphne nie pasuje do postaci, która na pewno zrobiłaby wszystko, aby pojawić się na ślubie czy pogrzebie swojej rodziny. Jest to wyjątkowo przykre, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, iż aktorka odgrywająca rolę najstarszej córki Bridgertonów jest otwarta na powrót do serialu.
Kadr z serialu Bridgertonowie // LIAM DANIEL/NETFLIXHistorię Franceski urozmaica także Michaela, znana z książek jako Michael. Zmiana płci tej postaci spotkałą się w internecie z dużym oburzeniem, jednak nie w tym leżał mój problem. Początkowo kuzynka Johna nie zyskała w moich oczach sympatii. Pomiędzy nią a Francescą nie było czuć żadnej chemii, ale raczej irytujące napięcie. Rosnąca przyjaźń między kobietami oraz ich wspólne radzenie sobie ze stratą tak bliskiej dla nich obu osoby zaczęły jednak ten obraz powoli przełamywać. Ich relacja zapowiada się teraz naprawdę interesująco. Mam jednak nadzieję, iż w następnym sezonie uwaga zostanie jednak zwrócona w stronę Eloise, a wątek Franceski i Michaeli nie zostanie postawiony w centrum uwagi.
Zaskoczeniem okazał się dla mnie bardziej rozwinięty wątek mamy Bridgerton. Dobrze było zobaczyć Violet w oddzieleniu od swoich dzieci. Jej relacja z Marcusem Andersonem dostała w tym sezonie zdecydowanie więcej czasu ekranowego, jednak dość gwałtownie została ukrócona. Mam nadzieję, iż temat ten powróci w dalszej części serialu, bo historia tej dwójki ma potencjał na to, aby ciekawie ją poprowadzić.
Kadr z serialu Bridgertonowie // LIAM DANIEL/NETFLIXW całym sezonie ginie gdzieś Lady Whistledown. Sama Penelope ma się wprawdzie dobrze i przyjęła się jako pełnoprawna pani Bridgerton. Brakuje jednak w czwartej części serialu nastroju ekscytacji, który wprowadzała nutka niepewności przed kolejną porcją świeżych plotek. Większa uwaga została przerzucona chociażby na królową i Lady Danbury, która przez cały sezon próbowała uwolnić się od londyńskiej society. Jednak nie wszystko stracone – nowy sezon ma przynieść nam nową, tajemniczą Lady Whistledown.
Oglądając czwarty już sezon Bridgertonów chyba wszyscy zdążyliśmy przywyknąć do faktu, iż na próżno szukać w tej produkcji szczególnej dokładności historycznej. Odkładając na bok kwestie trafnego odwzorowania epoki regencji i wątpliwe wybory modowe – Bridgertonowie przez cały czas świetnie sprawdzają się w swojej rozrywkowej roli. Jest to serial, do którego chce się wracać ze względu na angażujące poprowadzenie historii romantycznych. Cała rodzina jest pod tym względem tak przekonująca i poruszająca, iż wszystkie wątki poboczne mogą sobie pozwolić na luźne egzystowanie w tle. Czy niektóre tematy są mimo wszystko potraktowane po macoszemu? Tak. Chociażby śmierć Johna, którego przyczyna była wyjaśniona w książkach – tutaj nie została wpomniana ani razu. Serię pisaną zostawny jednak na boku. Po serialową adaptację niech sięgają jak najszybciej wszyscy rządni motylów w brzuchu.
Fot. główna: Kadr z serialu Bridgertonowie // LIAM DANIEL/NETFLIX
