To już 12. część serii płyt „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, wydawanych na hybrydowych płytach SACD..
Tym razem otrzymaliśmy cztery tytuły, dwa zespołu BREAKOUT, tytuły „NOL” i „ZOL”, i dwa z serii „Polish Jazz” – „Bazaar” JERZY MILIAN TRIO oraz „Reminiscencje” MIECZYSŁAWA KOSZA:
˻ I ˺ BREAKOUT, „NOL”, Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland 50217 3 29419 2 3 ⸜ 1976/2025.
˻ II ˺ BREAKOUT, „ZOL”, Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland 50217 3 29419 0 3 ⸜ 1979/2025.
˻ III ˺ JERZY MILIAN TRIO, „Baazaar” Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland 50217 3 29418 9 3 ⸜ 1969/2025.
˻ IV ˺ MIECZYSŁAW KOSZ, „Reminiscencje” Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland 50217 3 29418 9 3 ⸜ 1971/2025.
Tym samym powoli zbliżamy się do końca, zapoczątkowanej we wrześniu 2023 roku, serii wydawnictw z okazji 75-lecia Empiku; pierwsze tytuły trafiły do regularnej sprzedaży trafiły w październiku tego samego roku; seria obejmuje najważniejsze pozycje z katalogu Polskich Nagrań wydane na hybrydowych płytach SACD w nowym remasterze Damiana Lipińskiego; więcej o technikach z których korzysta → TUTAJ.
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

BREAKOUT (x 2), MILIAN, KOSZ - „Polskie Nagrania Catalogue Selections” SACD ˻ seria 12 ˺
Wydawca:
Polskie Nagrania MUZA
Warner Music Poland | Polskie Nagrania
Format: SACD/CD
Premiera: 25 października 2025
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA
Jakość dźwięku: 6-10/10 ‖ REFERENCJA
→ POLSKIENAGRANIA.com.pl
▓ Remaster
Seria „Polskie Nagrania Catalogue Selections” ma wspólną estetykę dla wszystkich tytułów. Krążki wydano w zwykłych plastikowych pudełkach na które nanoszone jest jednak obi z dodatkowymi opisami. Okładki nie do końca trzymają się oryginalnych wydań LP, ponieważ mają zmienione logotypy, a ich tylne strony są zupełnie inne; oryginalne są reprodukowane z tyłu książeczki. Jest to edycja limitowana, tłoczonych ma być tylko 2000 sztuk każdego tytułu. W książeczkach znajdziemy obszerne eseje, a także zdjęcia dokumentów związanych z nagraniami; nie mamy zdjęć pudełek taśm, ani samych taśm.
Za remaster całej serii odpowiedzialny jest DAMIAN LIPIŃSKI. Jak mówi, materiały otrzymuje albo w postaci analogowych taśm „master”, które zgrywa sam, albo w plikach hi-res zgranych przez wydawcę. W pierwszym przypadku sygnał zapisuje w postaci plików DXD (PCM 24/352,8), a w drugim upsampluje go do tej postaci – w taki sposób jest później obrabiany w cyfrowej stacji DAW. Nowy master był na końcu konwertowany do DSD; na potrzeby warstwy CD Damian wykonywał osobny master z plików DXD.
‖ DAMIAN LIPIŃSKI w swoim studiu masteringowym
Więcej o nim samym i o stosowanych przez niego technikach, w sprawozdaniu ze 145. spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego → TUTAJ. Z kolei przy okazji recenzji ˻ SERII 3 ˺ masteringowiec opisał z detalami procedurę przygotowania materiałów do publikacji, a także przybliżył tematykę używanych przez siebie urządzeń, więcej → TUTAJ.
»«
▒ Kilka prostych słów…
DAMIAN LIPIŃSKI
remaster
TO BYŁ BARDZO INTENSYWNY okres pracy nad wznowieniami. Nie pamiętam już, które reedycje wychodziły kiedy z którymi. Równolegle do masterów CD/SACD powstawały też mastery na 200 g płyty winylowe.
całej ostatniej ofensywy wznowieniowej Breakoutów w pamięci zostały mi trzy płyty. Pierwsza – NOL, która bardzo zaskoczyła mnie brzmieniowo, w pozytywny sposób dodam. Wyszła naprawdę zawodowo, zarówno wersja cyfrowa jak i jej winylowy odpowiednik. Późniejszy o trzy lata ZOL już tak świeżo, otwarcie nie brzmi. W tamtych czasach jak widać była dość duża losowość realizacyjna.
Ciekawym przypadkiem była też płyta Kamienie, nagrana jako jedyna w PWSM w Warszawie (studio nagraniowe PN przechodziły wtedy reorganizację). To był ten mój „ulubiony” rodzaj pracy z materiałem muzycznym – czyli stawianie brzmienia z głowy na nogi. Wyszło chyba całkiem zgrabnie, przynajmniej na tyle na ile starczyło materii.
Płyty Miliana, Kosza i Stańki… każda inna brzmieniowo, każda inaczej zrealizowana. Czasem nie wiem, co można osobniczo o pewnych tytułach napisać. Starałem się, żeby wydobyć z tego materiału to, co najlepsze, zwłaszcza, iż to już któreś wznowienie. Mam tylko nadzieję, iż się udało, ale to nie mnie oceniać. »DL
»«
˻ I ˺ BREAKOUT NOL ⸜ 1976
˻ PROGRAM ˺ 1. Taki wiatr, 2. Słuchaj rytmu, 3. W pochodzie codzienności, 4. Biel, 6. Chciałabym być słońcem, 7. Gdzie mnie wiodą, 8. Co to za człowiek, 9. Zabierz smutek ‖ Bonus: 9. Na naszej drodze
NOL, NAGRANY W LUTYM 1976, a wydany wiosną 1977 roku przez Polskie Nagrania pod numerem SX 1300, ósmy album bluesrockowego zespołu Breakout, to – jak czytamy w materiałach prasowych – „jeden z najbardziej niedocenionych”, a zarazem „wyjątkowych momentów” w jego historii.
Czytamy dalej:
Choć skład grupy przeszedł wiele zmian, Tadeusz Nalepa pozostał wierny swojej wizji – łącząc bluesowe korzenie z nowymi brzmieniami i funkową energią. NOL jest także powrotem do wspólnego wokalnego udziału Miry Kubasińskiej i Nalepy, jest tu miejsce zarówno na liryczną balladę (doskonała Biel, obecna w repertuarze zespołu już od 1974 roku), jak i dynamiczny mariaż funkowej rytmiki, bluesowego riffu oraz – jednorazowe novum w historii zespołu – skromnej partii syntezatora (Gdzie mnie wiodą). (…) Utwory takie jak W pochodzie codzienności, Biel czy Słuchaj rytmu pokazują dojrzałość i różnorodność brzmienia zespołu.
⸜ Breakout NOL – SACD, → POLSKIENAGRANIA.com.pl , dostęp: 7.01.2026.
Na płycie usłyszymy też znakomitych muzyków: Bogdana Lewandowskiego (organy Hammonda) i Andrzeja Tylca (perkusja). To jeden z mocniejszych albumów tego zespołu. Tym razem partii wokalnych Miry Kubasińskiej na całej płycie jest więcej niż Tadeusza Nalepy. Ten zaśpiewał jednak W pochodzie codzienności, będącym jednym z najciekawszych i – jak zaznacza wydawca – „najważniejszych utworów w całym dorobku zespołu”.
Po początkowym, bigbitowym „wstępie” z lat 1968-1970, w latach 1971-1974 grupa nagrywała płyty dwutorowo – Nalepa rozwijał się bluesowo, na takich płytach, jak: Blues (1971), Karate (1972) i Kamienie (1974), a Kubasińskiej przypadały krążki znacznie bardziej rockowe: Mira (1971) i Ogień (1973). Na płytach NOL i ZOL udało się połączyć te dwie stylistyki.
Być może dlatego, iż w połowie lat 70. w grupie nie było już nikogo, poza tym dwojgiem z oryginalnego składu zespołu. Jak zauważa Michał Wilczyński, autor książeczki do najnowszego wydania recenzowanej płyty, nie było wątpliwości co do tego, iż jest to autorski projekt Nalepy całkowicie podporządkowany jego artystycznej wizji, mimo iż zespół wciąż był dla niego ważny. A jednak:
Po prostu Tadeusz Nalepa szedł dalej swoją własną ścieżką i próbował odkrywać nowe odcienie tej stylistyki, w której czuł się najlepiej (s. 3).
▒ Wydania
Płyta NOL, czyli Niezidentyfikowany Obiekt Latający, ukazała się wiosną 1977 roku. Została nagrana w Studiu 12 Polskich Nagrań w Warszawie w dniach od 16 do 28 lutego 1976 roku – jak widać musiała chwilę poczekać na swoją kolej. Materiał zarejestrowano na szesnastośladowym magnetofonie Studera. Realizatorami dźwięku byli Jerzy Urbański (reżyseria nagrań, dzisiaj: producent) oraz Katarzyna Urbańska (operator dźwięku, dzisiaj realizator nagrań/inżynier nagrań). Okładkę przygotował Marek Karewicz.
Oryginalne wydanie ma trzy różne wyklejki: niebieską, czerwoną (z wariantem amarantowym) oraz żółtą (bananową). Moim zdaniem najpierw ukazała się wersja niebieska, później czerwona, a dodruk z kolorem żółtym.
Pierwsza reedycja pochodzi dopiero z 1994 roku i od razu jest to reedycja CD. Za dźwięk zremasterowany cyfrowo w 24 bitach odpowiadali Bogdan Żywek i Piotr Nalepa. Kolejna wersja, Polskich Nagrań, to dopiero rok 2005. Wydaje się, iż to ten sam materiał dźwiękowy, co w 1994, tyle iż w ładniejszym, czteroczęściowym digipacku.
I to naprawdę ładne wydanie, pod względem graficznym najlepsze tego tytułu. Zachowano logotyp oryginalnego LP, to jedno. A drugie, złote fragmenty okładki pokryto złotym pantonem. choćby w oryginale tego nie ma (!). Pod tym względem najnowsza wersja jest uboga.
W 2025 dostaliśmy zarówno recenzowaną wersję SACD, jak i pierwszą w historii reedycję na winylu – i to na 200-gramowej płycie.
▓ Dźwięk
To jest absolutna petarda! Już oryginalny LP brzmiał doskonale, ale to, co pokazał Damian Lipiński tym remasterem jest wyjątkowe. Mocna gitara w prawym kanale rozpoczynająca ˻ 1 ˺ Taki wiatr jest doskonale czytelna, ale i gęsta, mocna, niska. Wchodząca za chwilę perkusja została nagrana nietypowo, bo z poprzesuwaną fazą, przez co brzmi tak, jakby nas otaczała, jakbyśmy siedzieli na miejscu perkusisty. Werbel odzywa się z lewej strony, za krawędzią kolumny, a blachy wybrzmiewają gdzieś w sferze przed nami, ale przed kolumnami.
To także dociążone nagranie, o znakomitej wadze. Duży kocioł perkusji z początku ˻ 2 ˺ Słuchaj rytmu ma skalę, której w polskich nagraniach czasów PRL próżno szukać. To jest uderzenie i moc. Bas gra równie gęsto, ale nie ma on wyraźnego ataku, przez co bardzo dobrze „blenduje się” ze stopą. Ale kiedy się wsłuchamy, zobaczymy jego pracę, w tle, a mimo to fantastycznie melodyjną.
No i są też wokale. Czy to Kubasińska w poprzednim utworze, czy Nalepa w ˻ 3 ˺ W pochodzie codzienności, z krótkim, ale mocnym pogłosem, są pokazani w wyjątkowo dobry sposób, być może najlepiej w całej dyskografii Breakoutu. To czytelne wokale bez śladu podkreślenia sybilantów, a jednak o otwartym brzmieniu. No i obok tego jędrne, piękne gitary oraz, lokowany w lewym kanale, wspaniale dociążony Hammond B3. Także fortepian ze wstępów do ˻ 4 ˺ Bieli i ˻ 5 ˺ Chciałabym być słońcem ma świetną selektywność ale i gęstość, jest prawdziwie trójwymiarowy.
To jest album o doskonałej stereofonii. 3D instrumentów to jedno, ale równie ważne jest znakomite wyważenie separacji instrumentów i ich połączenia. Najbardziej zaskakuje wyjątkowo dobrze uchwycona barwa gitar elektrycznych, które brzmią jak z najlepszych płyt zespołów z USA. Czyli jest w tym „punch”. Jest też i selektywność.
Podobnie i perkusja ze świetnie zrealizowaną miękkością stopy, będącą jednocześnie doskonałym „klikiem” dla reszty zespołu. Najczęściej lokowanie instrumentu na scenie jest pokazane wyraźnie, ale w Takim wietrze i ˻ 6 ˺ Gdzie mnie wiodą oraz kończącym oryginalne wydanie ˻ 8 ˺ Zabierz smutek jest ona przesunięta w fazie, przez co wydaje się nas otaczać. Daje to mniej dociążony dźwięk, ale wcale przez to nie mniej „jędrny”. To w tym utworze mamy zresztą krótką, bardzo fajną solówkę basu, który wszystko „kotwiczy”.
‖ Zespół Breakout otrzymał swoje własne pudełko, po Niemenie, SBB i Polish Jazzie (plus „ogólne”); po raz pierwszy w środku znajdziemy karty z okładkami, a z tyłu z opisem płyty – fajne
Do płyty dołączono bonusowo ˻ 9 ˺ Na naszej drodze. To utwór bardzo w duchu Deep Purple, w którym Hammond otrzymał najważniejszą partię. Szkoda, iż nie zmieścił się on na oryginalnym albumie, ponieważ stanowi jego doskonałe podsumowanie.
To wszystko sprawia, iż w przypadku NOL mamy do czynieni z prawdziwie referencyjnym nagraniem polskiej (i nie tylko) muzyki bluesrockowej.
▒ Porównania
LP ⸜ Polskie Nagrania „Muza” 1977 • Oryginalne wydanie LP gra naprawdę ładnie. Wiemy, iż to mięsiste, niskie brzmienie, Gitary mają głębię, a wokale są świetnie rozbudowane w swojej skali. Jest też niskie uderzenie stopy perkusji. Ale to przecież tylko powidok tego, co dostajemy z remasterem Damiana. Na winylu słychać bowiem wszystkie problemy tłoczeń PRL.
To, przede wszystkim, zduszenie góry pasma. Tam nic się nie dzieje, jakby ścięto ją przy 10 kHz, może choćby niżej. Jędrność uderzenia blach, jazgotliwość gitar, a także wyższa część pasma Hammonda – na LP tego po prostu nie ma, chyba iż sobie to wyobrazimy… To w tym porównaniu, oryginalny LP vs SACD wychodzi cała maestria ludzi, którzy t e płytę nagrali i to, co Damian z nią zrobił. A nagrali ją wybitnie, a Damian wybitnie ją zremasterował.
‖ Z tyłu oryginalne wydanie LP, a poniżej, z prawej, reedycja z 2005 roku; zwraca uwagę zmiana kolorystyki okładki, mającej oddać prawdziwe intencje jej autora, a nie możliwości, jakie dawała poligrafia w latach 70.
░ Podsumowanie
Łał, iż tak powiem! Genialna płyta w znakomitej wersji, najlepszej, jaką znam. Od nas nagroda ˻ BIG RED BUTTON ˺ za oddanie ekspresji, ale i piękna tego grania i nagrania – brawo! To płyta z którą można testować systemy audio z dowolnej półki cenowej i za każdym przejściem na kolejny pozom usłyszymy więcej i więcej…
Jakość dźwięku: 10/10 ‖ REFERENCJA
Wyróżnienie: ˻ BIG RED BUTTON ˺
»«
˻ II ˺ BREAKOUT ZOL ⸜ 1979
˻ PROGRAM ˺ Póki uśmiech ma twarz dziecka, 2. Pożegnalny blues, 3. Dzień zwęgla się, 4. Idzie Wenus, 5. Ona odeszła stąd, 6. Gdy masz przyjść, 7. Oślepił mnie deszcz, 8. Co tam za mgłą, 9. W cieniu bluesa
ALBUM ZOL, zarejestrowany w 1979 roku w studiu Polskich Nagrań, ukazał się na przełomie wiosny i lata 1980 roku. Choć w momencie premiery nie zyskał szerokiego rozgłosu, dziś – jak zapewnia wydawca – uchodzi za jeden z najbardziej autentycznych i dojrzałych albumów Breakoutu.
Tak długa, trzyletnia przerwa między NOL i ZOL spowodowana była, jak po latach mówił Nalepa, problemami z wydawcą i – jak w książeczce pisze Michał Wilczyński, „niemożność porozumienia się z osobami, które miały w owym czasie decydujący głos w Polskich Nagraniach” (s. 3).
▒ Wydania
Płytę nagrano w dniach od 28 lutego do 9 marca 1979 w tym samym studio, co NOL i przez tę samą ekipę. Tym razem grafikę przygotował Maciej Cichocki. Znam tylko dwie wersje wyklejki – czerwoną i żółtą. Późniejsze dodruki otrzymały okładkę z nowym logo Polskich Nagrań – nie w owalu, a prostokącie. Było ono wprowadzane od 1980 roku. Obok LP dostępna była też kaseta magnetofonowa, również z nowym logotypem.
Pierwsza reedycja została przygotowana dopiero w 2005 roku. Ale od razu w dwóch wersjach – klasycznym digipacku oraz w wersji mini-LP (!). Dźwięk – Żywko i Nalepa. Rok 2025 to wersje SACD i 200-gramowy LP.
▓ Dźwięk
SŁUCHANE jeden po drugim albumy NOL i ZOL wydają się całkowicie odmiennymi propozycjami. Gęsta, pełna, mocna gitara otwierająca NOL zderzona jest z opartym o country ˻ 1 ˺ Póki uśmiech ma twarz dziecka z ZOL pokazują zupełnie różne oblicza zespołu.
To także inny dźwięk. Tym razem jest on jaśniejszy, bardziej „do przodu”, bez tej gęstości i selektywności, która tak zachwycała na NOL. Słychać wyraźnie, iż realizatorom chodziło o nadanie jej oddechu i odarcie, w jakiejś mierze, ze „studyjnego” szlifu. Co doskonale pokazuje brzmienie gitary basowej. Ma ona wyraźne miejsce pośrodku, jest ona też bardziej konturowa. Mniej w niej masy i niskiego zejścia, a więcej zakresu w okolicach 400 Hz, tak lubianego w USA i w muzyce rockowej.
Ale, tak generalnie, rzecz w mocnym otwarciu środka pasma. Damian Lipiński przy remasterze nie skorygował tego w jakiś wyraźny sposób. To wybór artystyczny, prawdopodobnie wynikający z tego, iż to po prostu inny album. Bardziej surowy i przypominający przygotowanie do koncertu. Stopa perkusji jest lekka i mocniej wyeksponowano werbel, a w ˻ 2 ˺ Pożegnalnym bluesie również blachy perkusji w lewym kanale. Nie jest ona zbyt czytelna, a po prostu otwarta, niemal jasna. Z kolei w ˻ 3 ˺ Dzień zwęgla się przesunięto jej lewą stronę mocniej na środek i podkreślono prawą.
Generalnie jednak rzecz w tym, iż to znacznie słabsze nagranie niż NOL, choć dobrze się tego słucha, remaster nie dopuścił do jaskrawości. To także selektywne brzmienie. Dłuższe są pogłosy na wokalach, jak w przywołanym utworze z Kubasińską. Kolejny country podobny utwór ˻ 4 ˺ Idzie Wenus to znowu krótkie pogłosy, blisko pokazana gitara akustyczna i wokal Nalepy, ale to tylko przerywnik.
Mam wrażenie, jakby inny pomysł na ten album wynikał z postawienia na bezpośredniość i energię. Jakby instrumenty były mniej „procesowane”, a całość nagrana w jednym podejściu. Tak nie było, ale takie wrażenie odnoszę. I rzeczywiście, brzmi to w bardzo surowy sposób. Ale, takie życie, jest to mniej przekonywające niż mocno wyprodukowany NOL.
Problemem jest też, moim zdaniem słaba czelność instrumentów, szczególnie widoczna w blachach perkusji, a także brak niskiego basu, Jakby to nie była taśma „master”, tylko produkcyjna do nacięcia płyty LP. prawdopodobnie się mylę, ale dźwięk jest właśnie taki.
▒ Porównanie
CD ⸜ Polskie Nagrania 2005 • ZOL jest jedyną płytą w remasterze Damiana z tej serii, która jakoś do mnie nie trafiła. Słuchałem jej długo i za każdym razem wychodziło na to, iż coś mi w niej brakuje. Porównując ją z wydaniem z 2005 roku dochodzę do wniosku, iż chyba, mój Boże, kompresji.
Jej brzmienie na SACD jest dokładne, przejrzyste, ale dość lekkie tonalnie. Te same kawałki w remasterze Żywka i Nalepy są wyrywne, nisko osadzone, gęste. Jakieś to jest bardziej nasycone. Tak, słyszę przybliżenie sceny i mniej czystą górę pasma, to jasne. Ale to jednak bardziej jędrne granie z „wypierdem”.
Na płycie z 2005 jest wszystko to, co jest w tym albumie ważne, bo i surowość, i studyjna obróbka. Wiem, iż Damianowi chodziło o zachowanie brzmienia oryginalnych taśm „master”, plus o rekonstrukcję ubytków dźwiękowych – i to się udało. Ale nie zawsze takie podejście się sprawdza i to byłby właśnie ten przypadek.
‖ Z tyłu nowe wydanie SACD oraz przeznaczony dla płyt Breakoutów, bardzo ładny, box; poniżej reedycja Compact Disc z 2005 roku
░ Podsumowanie
ZOL jest płytą-zagadką. Jej brzmienie jest surowe i „koncertowe”, powinna więc brzmieć namacalny, wiarygodny sposób. A jest zdystansowana i dość lekka tonalnie. Nie ma mowy o „obecności” instrumentów, jak na NOL, jest za to mocny atak, mniej pogłosów i więcej żywiołu. To wciąż dobry album, dobra muzyka, jednak dźwiękowo, w stosunku do remasteru wcześniejszego albumu Breakoutu na SACD, dwa kroki w tył.
» Jakość dźwięku: 6-7/10
»«
˻ III ˺ JERZY MILIAN TRIO Bazaar „Polish Jazz vol. 17” ⸜ 1969
˻ PROGRAM ˺ 1. Memory Of Bach, 2. My Favourite Band, 3. Rewelacyjny Luciano, 4. Szkice Ludowe, 5. Tempus Jazz 67, 6. Bazar W Aszchabadzie, 7. Serial Rag, 8. Valse Ex Cathedra
ALBUM Baazaar Tria Jerzego Miliana jest siedemnastą płytą wydaną w serii „Polish Jazz”. To jedyny longplay tego zespołu, a zarazem – tu pełna zgoda z materiałami prasowymi – „jedno z najciekawszych wydawnictw” tej serii w ogóle. Czytamy dalej:
Płyta jest ukoronowaniem i podsumowaniem piętnastoletniej działalności jazzowej kompozytora i wibrafonisty; → POLSKIENAGRANIA.com.pl, dostęp: 8.10.2026.
Baazaar, którego nazwę we współczesnych opisach – w tym na obi najnowszego wydania – skraca się do ‘Bazaar’, została nagrana w dniach od 9 do 12 czerwcu 1969 roku, półtora miesiąca po śmierci Krzysztofa Komedy. To spotkanie z tym muzykiem zmieniło tor, po którym poruszał się wibrafonista. A – jak zauważa Paweł Pałasz, „bycie jazzowym wibrafonistą w Polsce, na początku lat 50. ubiegłego wieku, stwarzało spore problemy” (więcej → TUTAJ).
Chodziło o to, jak dalej pisze, iż z jednej strony ówczesne władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej były przeciwne promowaniu amerykańskiej kultury i robiły, co mogły, by uniemożliwiać muzykom granie jazzu. Natomiast z drugiej, sam wibrafon był bardzo rzadkim instrumentem w naszym kraju, więc Milian musiał wypożyczać go na próby i występy od orkiestr symfonicznych.
Album Baazaar jest jedynym albumem koncepcyjnym Miliana z lat 60. Jest on ukoronowaniem i podsumowaniem piętnastoletniej działalności jazzowej kompozytora i wibrafonisty, często porównywanego do Milta Jacksona (co oczywiste) oraz Johna Lewisa.
Otwiera ją utwór Memory of Bach, utwór inspirowany grą Modern Jazz Quartet, który Sekstet Komedy wykonywał na I Festiwalu Jazzowym w Sopocie w 1956 roku. To piękny, hołd dla znajomości Jerzego Miliana z tym artystą, znajomości niezwykle ważnej, bo gdyby nie Komeda, pianista Jerzy Milian dalej doskonaliłby swój warsztat na tym instrumencie. Pozostałe kompozycje są autorstwa Jerzego Miliana.
Jak czytamy w materiałach promocyjnych Polskich Nagrań, tytuł płyty jest adekwatny do jej zawartości. Słuchacz znajdzie na niej muzykę wyjątkowo różnorodną, rzadkie instrumenty, rozmaite formy, barwy i rytmy, ekspresję i liryzm – słowem obfitość wrażeń słuchowych i estetycznych. Maciej Lewenstein w jej kontekście przywołuje płyty Bobby’ego Hutchersona oraz polskiej muzyki ludowej (Szkice ludowe), a choćby muzyki z Dalekiego Wschodu (Bazar w Aschabadzie). Pełnowartościowymi współtwórcami tej płyty są członkowie istniejącego od 1966 roku tria Miliana: kontrabasista Jacek Bednarek i perkusista Grzegorz Gierłowski, a także członkowie grupy NOVI: wokalistka Ewa Wanat i flecista Janusz Mych.
▒ Wydania
ORYGINALNY LP został wydany w 1969 roku przez Polskie Nagrania „Muza” najpierw w wersji monofonicznej (XL 0555), a następnie – prawdopodobnie w kolejnym roku (to były standardowe działania w owym czasie) w stereofonicznej (SXL 0555). Za dźwięk odpowiadali: Zofia Gajewska w roli producentki oraz Jacek Złotkowski, jako realizator dźwięku; okładkę przygotował Marek Karewicz.
Jak we wstępie zauważa Michał Wilczyński, oryginalna płyta dobrym stanie kosztuje kilkaset złotych i jest trudna do zdobycia. A to dlatego, iż w latach 70. władza „ludowa” wycofała płytę z katalogu PN. Jak pisze, „w 1975 roku w katalogu Polish Jazz przygotowanym dla Składnicy Księgarskiej „Bazaaru” już nie było” (s. 7). A przecież o jej popularności świadczy fakt, ż oprócz „krajowej” wersji powstała też wersja eksportowa, przeznaczona do Związku Radzieckiego, z wyklejkami w cyrylicy.
Pierwsza reedycja tego tytułu pochodzi dopiero z 2005 roku i była to płyta CD wydana w ramach serii „Polish Jazz Deluxe” (PNCD 1017). Dźwięk, w 24-bitowym (44,1 kHz) cyfrowym remasterze, przygotowała Karolina Gleinert (z którą przeprowadziłem wówczas wywiad dla magazynu „Audio”).
Ważniejsza wydaje się jednak reedycja z 2014 roku, zarówno na CD (GAD CD 017) jak i LP (GAD LP 003), którą przyniosło wydawnictwo GAD Records. Znalazły się na niej bowiem dodatkowe cztery utwory, pochodzące z sesji radiowych, zarejestrowanych w Polskim Radiu w lutym 1967 roku. Niestety, jak to u GAD-a bywa, nie znamy autora remasteru. Krążek winylowy ukazał się na czarnym winylu, ale i w bardzo ładnej, karminowej wersji z „rozpryskami”.
Najlepszą cyfrową wersją jest jednak, pochodzący z 2017 roku, remaster Jacka Gawłowskiego. Wersja SACD jest więc czwartą próbą podejścia do tego materiału.
▓ Dźwięk
ALBUMY należące do serii „Polish Jazz” są jednym z narodowych skarbów kultury, choćby jeżeli nie zostały jeszcze w ten sposób zakwalifikowane przez odpowiednie ministerstwo – a powinny. Status „skarbu” jest jednak obciążający dla wszystkich, którzy się z nim stykają, a najbardziej dla tych, którzy w jakiś sposób ingerują w jego substancję. A substancją jest w równej mierze muzyka, jak i dźwięk.
Od czołobitnego podejścia do „masterów” odszedł dopiero Jacek Gawłowski w reedycjach z lat 2016-2018, a teraz Damian Lipiński poszedł jeszcze o krok dalej (więcej o reedycji Gawłowskiego → TUTAJ). Potraktował bowiem Bazaar jako kolejne nagranie, z którego ma wydobyć jak najwięcej, a nie „świętość”, której nie należy „ruszać”. I udało mu się to, naprawdę udało!
Brzmienie jego wersji płyty wydanej w serii „Polish Jazz” pod numerem 17. jest bowiem odważnie i mocne uderzeniem, dźwięcznością, atakiem. Otwarte na górze pasma, co słychać w natężeniu wysokich tonów blach perkusji w lewym kanale, w mocnym uderzeniu wibrafonu lidera pośrodku, ale przede wszystkim w doskonałej pracy kontrabasu w kanale prawym.
To instrument zwykle zaokrąglany, a przez to mało czytelny – nie tutaj. Posłuchajmy go, chociażby, w ˻ 2 ˺ My Favourite Band, a niemal go „zobaczymy”. Jest nie tylko świetnie selektywny, ale w tej selektywności melodyjny. Nie ma w jego brzmieniu zbyt wiele „pudła”, a jest to przecież niskie brzmienie.
W jakiś sposób masteringowiec poradził sobie również ze zniekształconym dźwiękiem tamburynu w ˻ 3 ˺ Rewelacyjnym Luciano, notorycznie przesterowanym w innych remasterach. Tutaj to nieprzyjemne charczenie zniknęło. A jest to przecież utwór na tej płycie, w którym barwy zmieniają się najczęściej (marimba, wokal), a więc trudny do opanowania. Ponownie blachy perkusji są jasne, wyraźne i selektywne, ale wciąż naturalne.
Bardzo ładnie wychodzi to również w ˻ 4 ˺ Szkicach ludowych, które rozpoczynają się grą kontrabasu smyczkiem. instrument ten udaje skrzypce, gra więc na samej górze swojego pasma. A mimo to nie jest jaskrawy, a – wysoki. Tylko tyle i aż tyle.
‖ Jedna z ciekawszych reedycji tego albumu z 2014 roku, która ukazała się nakładem GAD Records, również na takim, specjalnym winylu
To płyta z dużym udziałem długiego pogłosu. We wspomnianych Szkicach… słychać to najlepiej, przy wokalach Ewy Wanat i w brzmieniu wibrafonu. Także flet, który usłyszymy tylko tutaj, jest daleko w scenie. Tak więc to nie jest granie „w klubie”. Nie siedzimy tuż pod sceną. choćby jeżeli perkusja jest pokazana bardzo blisko, z miotełkami smyrającymi werbel tuż przed naszym nosem, jak w ˻ 5 ˺ Tempus Jazz 67, to i tak jest za nim długi ogon efektu.
Co, wraz z pokazaną daleko Wanat, daje efekt obszernej przestrzeni. To, tak w ogóle, utwór, w którym hi-hat jest zniekształcony, co słychać ponownie we wstępie do ˻ 7 ˺ Serial Rag. Co słychać, kiedy porównamy jego brzmienie z czystą pracą w blach ˻ 6 ˺ Bazarze w Aszchabadzie, gdzie bardzo ładnie, bo czytelnie, ale i z nasyceniem słychać marimbę.
Mówiłem o przestrzeni – ta jest bardzo dobrze wybudowana w głąb, ale jest też wspólna dla wszystkich instrumentów. Takie efekt uzyskuje się, kiedy zespół gra w jednym pomieszczeniu, razem. Posłuchajmy wstępu do ˻ 8 ˺ Valse ex Cathedra, kiedy Grzegorz Gierłowski uderza mocno i dynamicznie w werbel – odzywa się on w drugim kanale, przefiltrowany przez akustykę pomieszczenia i mikrofon kontrabasu.
▒ Porównania
CD/LP ⸜ GAD Records 2014 • Remaster firmy GAD Records z 2014 roku podobał mi się od samego początku. Nie wiemy, kto przygotował remaster, ukryto tęosobę pod nazwą New Sun, ale to dobra robota. Na CD i LP z 2014 roku dostajemy otwarte, mocne brzmienie z bardzo dokładnym lokowaniem instrumentów przestrzeni i ich dobrym skupieniem. Winyl jest cieplejszy i bardziej zaokrąglony, a przez to – przyjemniejszy. Nie ma otwarcia i precyzji na górze pasma, jak wersja CD, ale to, co poniżej jest bardziej gęste i namacalne.
‖ Z tyłu wydanie GAD Records na LP, a poniżej (od prawej): brytyjska reedycja wydawnictwa Cosmic Sounds London z 2001, reedycja CD GAD Records z 2014, remaster Jacka Gawłowskiego z 2017 oraz najnowszy remaster, z 2025 roku
CD ⸜ Polskie Nagrania 2017 • Remaster Jacka Gawłowskiego, który ukazał się w 2017 roku, jest niezwykle ładny. Kulturalny, gładki, ze znakomicie pokazanym atakiem dźwięku, ma jednak w sobie sporo słodyczy. Oryginalne tłoczenie LP jest ciemniejsze i jeszcze cieplejsze, ale to właśnie ta wersja, remaster z 2017 roku, wydała mi się bardziej adekwatna niż remaster GAD Records na płycie CD. Była też bliższa temu, co słyszałem z płyty LP tej wytwórni.
Mocno przesterowany tamburyn, we wcześniejszych wersjach dość mocno zniekształcony, tutaj uzyskał autonomię i był mniej „dobity”. No i przestrzeń była większa. Z tym, iż lokowanie instrumentów na scenie nie było tak dokładne, jak w wersji GAD-a.
Wersja SACD ma niżej ustawiony balans tonalny i jest głębsza. Ma też , co nieczęsto jest połączone, wyraźniejszy, bardziej klarowny atak dźwięku, a przez to wszystko wydaje się bardziej otwarte. I pokazuje też wszystko z mocniejszą energią. To, czego mi w wersji Gawłowskiego brakowało, to właśnie to – dzikość, „wypierd”, iż tak się wyrażę.
Na SACD wszystko jest szybsze, ale i głębsze. Scena dźwiękowa, spłycona na wersji GAD-a, wydłużona, ale i zwężona w wersji z 2017 roku, tutaj była i głęboka, i szeroka. Ale przede wszystkim namacalna. To niebywale rozdzielcze granie – i właśnie tego, rozdzielczości, brakowało mi na wszystkich wcześniejszych wersjach tej płyty, łącznie z – niech padnie oryginalną wersją LP.
░ Podsumowanie
To bardzo dobra wersja tej płyty, jedna z najlepszych. Jej otwarte, mocne brzmienie zaskoczy tych, którzy przyzwyczaili się do bardziej zaokrąglonych wydań. Ale to także najczystsza wersja, jaką znam, bez przesterowań. No i najbardziej przestrzenna. Naprawdę bardzo dobra.
» Jakość dźwięku: 7-8/10
»«
˻ IV ˺ MIECZYSŁAW KOSZ Reminiscencje „Polish Jazz vol. 29” ⸜ 1971
˻PROGRAM ˺ 1. Tańce Połowieckie, 2. Preludium C-moll, 3. Marzenie Miłosne, 4. Yesterday, 5. Wspomnienie, 6. For You, 7. Spełnienie
PŁYTA Reminiscence, zarejestrowana w marcu 1971 roku dla serii „Polish Jazz” z numerem 25, jest najważniejszym dokumentem w twórczości Mieczysława Kosza.
Urodzony w 1944 roku i zmarły w 1973 pianista i kompozytor był pierwszym polskim muzykiem jazzowym dla którego trio fortepianowe był podstawową formą ekspresji muzycznej. Jak zauważa wydawca, krótkie, trwające zaledwie 29 lat życie artysty, zakończone tragedią, „nie znajduje odpowiednika w biografii żadnego innego polskiego twórcy jazzowego”.
Kosz, w rezultacie przebytej choroby, w wieku 12 lat stracił wzrok, a mając 28 lat wypadł z okna i zmarł. Autor jego biografii, Krzysztof Karpiński, pisał: „Świata nie widział, ale świat dostrzegł jego”. I dalej:
Nie ulega wątpliwości, iż zarówno postać Mieczysława Kosza, jak i jego muzyka, przez cały czas intrygują i przyciągają uwagę. Widać też wyraźnie, iż jego legenda zaczyna wykraczać poza zamknięty krąg koneserów jazzu. Czyżby jego gwiazda miała zabłysnąć na nowo?”
⸜ KRZYSZTOF KARPIŃSKI, Tylko smutek jest piękny, Kraków 2019, s. 11.
Pianista pozostawił po sobie szczupły korpus nagrań, z których trzeba wymienić dwupłytowy album The Complete Recordings of Mieczysław Kosz wydawnictwa Polonia oraz świetną płytę Polskiego Radia z serii „Archives” (PRCD 1629). Najważniejsze są jednak Reminiscence.
Jak czytamy w materiałach wydawnictwa, album ten „wiernie odzwierciedla główne nurty twórczości i pianistyki Mieczysława Kosza”. Pianiście towarzyszy na niej sekcja rytmiczna kwintetu Tomasza Stańki: Bronisław Suchanek na kontrabasie oraz Janusz Stefański na perkusji. To jedna z lepszych pozycji w katalogu „Polish Jazz”.
Na stronie A płyty winylowej mamy parafrazy znanych z muzyki poważnej utworów, które należały do stałego repertuaru pianisty (Chopin, Borodin, Liszt). Na stronie B znajdują się dwie kompozycje pianisty i kończący płytę utwór Bronisława Suchanka, które zmierzają w stronę free jazzu. Kosz powiedział kiedyś: „W swojej grze nie próbuję odrzucać wszystkich reguł, ale przynajmniej zignorować niektóre z nich”.
▒ Wydania
ALBUM Reminiscencje został nagrany w sali warszawskiej Filharmonii w ciągu czterech dni, od 22 do 25 marca 1971 roku w studiu Polskich Nagrań w Warszawie. Za dźwięk odpowiadali ci sami realizatorzy, co na płycie Miliana, to jest Gajewska i Złotkowski, ponownie Karewicz przygotował okładkę.
Oryginalne zostano wydany w wersjach monofonicznej (XL 0744) oraz, po jakimś czasie, stereofonicznej (SXL 0744). Dwie pierwsze reeydcje Polskich Nagrań pochodzą z lat, kiedy po raz pierwszy na taką skalę sięgnięto po serie „Polish Jazz” – w 2004 roku oraz – w serii „Polish Jazz Deluxe” – rok później (ta druga w remasterze Władysława Marca). W 2017 dostajemy remaster Jacka Gawłowskiego – na CD i LP. W roku 2020, w ramach serii „Color Limited”, Warner wydaje ten sam materiał na przezroczystym czerwonym winylu
▓ Dźwięk
BRZMIENIE fortepianu Kosza jest otwarte i selektywne. Podobnie jak, umieszczonej w prawym kanale, perkusji i kontrabasu w lewym. To także dość lekkie brzmienie. W tym sensie, iż raczej „niosące się” w głąb niż „uderzające”. Kontrabas ma sporo dołu, ale nie jest on mocno nasycany. A perkusja jest doskonale punktowa, co wychodzi już w otwierającym ten krążek ˻ 1 ˺ Kniaź Igor (op.) – Tańce połowieckie. To tutaj słychać też otwartą dynamiczną, mocną grę talerzy, w czym przypomina to brzmienie płyty Baazaar.
Instrument lidera jest pokazany z dystansu. Nie ma w nim intymności czy aksamitności – jest dynamika i uderzenie. Nawet, kiedy pogłos jest krótszy, jak we wstępie do ˻ 3 ˺ Marzenia miłosnego. Mimo to w lirycznych fragmentach, jak w opracowaniu ˻ 2 ˺ Preludium c-moll Chopina ma się wrażenie zatrzymania, namysłu. To ciekawe, bo to – tak generalnie jasna płyta. Nie jaskrawa, ale otwarta na górze pasma. Blachy perkusji są doskonale czytelne i czyste, co bardzo ładnie wyjdzie również we ˻ 5 ˺ Wspomnieniu, w którym instrumenty perkusyjne mają odbicie w grze smyczkiem na kontrabasie. Uderzenie blach, mocne, wyraziste, jest odsunięte w przestrzeni i może dzięki temu tak czyste.
Kontrabas, powtórzę, ma czytelne brzmienie, ale nie jest nasycony. Bo to taka płyta, czytelna, czysta, ale nieco „zimna”. Jej podstawą jest brzmienie fortepianu, pokazanego monofoniczne na osi odsłuchu i od nas odsuniętego. W jego brzmieniu jest dużo odbić sali Filharmonii Narodowej, a mniej pogłosu dodanego w studiu. I może o to chodziło – aby było to nagranie z ducha „koncertowe”, koncertu muzyki klasycznej? Tak to słyszę.
Puśćmy sobie, dla przykładu, ˻ 6 ˺ For You, jeden z dwóch utworów skomponowanych na nią przez Kosza, a będzie to jasne. Realizatorzy podkreślili perkusyjny charakter instrumentu, za pomocą którego niesie się on w sali daleko i jest czytelny.
To nie jest, powtórzę, klubowe granie tria fortepianowego, a brzmienie solowego recitalu w dużej przestrzeni, któremu co jakiś czas towarzyszą dwa pozostałe instrumenty. I choćby kiedy w kończącym płytę ˻ 7 ˺ Spełnieniu, kompozycji Bronisława Suchanka mamy klasycznie jazzowy wstęp, z mocną rolą kontrabasu i gęstą, bardzo wysyconą grą blach perkusji, to i tak całości nadaje ton fortepian.
▒ Porównania
LP mono ⸜ XL 0744 1971 • Monofoniczna wersja płyty Kosza jest przyjemnym, naprawdę przyjemnym artefaktem. To przede wszystkim popis fortepianu, bo perkusja jest dość daleko z tyłu, a kontrabas jest obecny tylko w swoich wyższych partiach. Dół jest przycięty, podobnie jak i góra pasma. Ale ładna jest tu plastyka, jakaś taka wewnętrzna miękkość, która sprawia, iż można usiąść w spokoju, odprężyć się, zamknąć oczy i – na przykład przy ˻ A-2 ˺ – odpłynąć…
LP stereo ⸜ SXL 0744 1971 • Wersja stereo tego krążka, również z oryginalnego LP, jest jaśniejsza i wyraźniejsza. To wciąż lekkie brzmienie, ale dzięki umieszczeniu kontrabasu w lewym kanale jest n wreszcie czytelny, podobnie jak perkusja w prawym. Fortepian nie jest już jedynym instrumentem, a częścią tria. Jego brzmienie jest zresztą jaśniejsze, co z jednej strony nie jest aż tak przyjemne, jak w wersji mono, a z drugiej lepiej oddaje prawdziwy charakter tego instrumentu.
CD ⸜ Polskie Nagrania 2004 • Remaster cyfrowy z 2004 roku Wojciecha Marca dogęszcza brzmienie i je dopełnia. I otwiera. Oczyszcza przy tym całość, nasyca i „dopieszcza”. Teraz fortepian jest bliżej nas, co sygnalizuje większą kompresję. To dobre granie, bo i selektywne, i nasycone, rozdzielcze i wypełnione. Wreszcie kontrabas ma jakiś dół, a blachy są różnicowane. No i przestrzeń jest dokładniej definiowana.
CD ⸜ Polskie Nagrania/Warner Music Poland 2017 • Ponownie remaster Jacka Gawłowskiego pokazuje swoją klasę, To niebywale eleganckie brzmienie, I, teraz to słychać lepiej, bardziej „winylowe” niż pierwszy remaster z 2004, ale i najnowszy, na SACD. W tym sensie, iż zaokrąglonym ataku i złocistymi blachami, łagodnym „wejściem” uderzenia fortepianu. To mniej perkusyjny sposób ukazania dźwięku, wyjątkowo przyjemny. Masteringowiec doskonale wie, co zrobić, aby całość „płynęła”. W czym pomaga znacznie niższa kompresja niż – zarówno – oryginalnym LP, jak i remasterze z 2004 roku.
Na tym tle wersja SACD wypada jakby była mocniej skompresowana. prawdopodobnie tak nie jest, ale dźwięk instrumentów jest z nią wyraźniejszy. Mają one wyraźniejsze kontury i większą, jakąś taką jednoznaczną wagę. Może dlatego wydają się bliżej nas. I LP, i wersja Gawłowskiego wypuszczała fortepian dalej w głąb sceny, a na SACD jest on większy i jest pokazywany na linii łączącej głośniki.
Niesamowitość tehj wersji polega na tym, iż choć wyraźniejsza jest też bardziej nasycona, a przez to bardziej naturalna. Remaster z 2004 był otwarty i energetyczny, Gawłowskiego kulturalny, a ten brzmi bardziej jak taśma analogowa. Czyli jest bardziej surowy, a jednak wciąż nieco „słodki”. Ale przede wszystkim znacznie, naprawdę o wiele bardziej, rozdzielczy niż wszystko, co wcześniej słyszałem…
░ Podsumowanie
W tym przypadku wersja SACD wydaje mi się najbardziej zbliżona do mojego wyobrażenia o tym, co jest na taśmie „master”. Oryginalny LP w wersji mono jest niemal pozbawiony góry i dołu, a jego stereofoniczna wersja jest dość zamglona. Remaster z 2004 dodaje wszystkiemu kopnięcia, energii, ale też nie wypełnia już tak dźwięku.
CD z 2017 roku jest bardzo dobry, bo taki „klasyczny” w wyrazie. Ale to SACD pokazuje energię i rozdzielczość jakiej nie słyszałem wcześniej na żadnej wersji tego albumu. ●
» Jakość dźwięku: 8-9/10
»«
JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty SACD słuchane były z odtwarzacza Ayon Audio CD-35 HF Edition, a płyty LP z gramofonu Rega P8 z wkładką Denon DL-103R, a także gramofonu TechDAS Air Force IV z przedwzmacniaczem RCM Audio. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo i wreszcie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.
→ POLSKIENAGRANIA.com.pl
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”
«●»











![Chełmscy kryminalni uderzają w narkotykowy biznes. Ponad pół kilograma substancji wycofane z rynku [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-chelmscy-kryminalni-uderzaja-w-narkotykowy-biznes-ponad-pol-kilograma-substancji-wycofane-z-rynku-1768396932.jpg)




