Od dziś na Apple TV możecie obejrzeć dwa pierwsze odcinki serialu komediowego pt. „Bracia”, w którym Matthew McConaughey i Woody Harrelson sprawdzają, czy łączy ich coś więcej niż tylko przyjaźń.
Swego czasu pojawiła się plotka, iż Matthew McConaughey i Woody Harrelson – wzięci aktorzy hollywoodzcy, a prywatnie bliscy przyjaciele z 30-letnim stażem – są spokrewnieni. Lata minęły, a plotka, zamiast zostać rozwiana przez test DNA, doczekała się… fabularyzacji. Tym sposobem na Apple TV wraz z dwoma pierwszymi odcinkami debiutuje dziś serial „Bracia„. Widziałem przedpremierowo całość i donoszę, czy warto oglądać.
Czy Matthew McConaughey i Woody Harrelson to bracia?
Rzeczona plotka głosi, iż w trakcie jednego z rozwodów rodziców McConaugheya (ci pobierali się aż trzy razy!) „Ma Mac” przeżyła romantyczne uniesienia z niejakim Charlesem Harrelsonem (tak, tym samym, który był ojcem Woody’ego i… płatnym zabójcą dla mafii). Mama Matthew miała mimochodem rzucić gorącą anegdotą na jednym ze wspólnych spotkań rodzinnych, ale do tej pory pokrewieństwo aktorów pozostało w sferze spekulacji.
„Bracia” (Fot. Apple TV)Jak to często bywa w Hollywood, intrygującą hipotezę zamieniono w pretekst do wyciągnięcia kamery, a McConaughey i Harrelson postanowili odegrać na ekranie… McConaugheya i Harrelsona. Nie spodziewajcie się jednak poważnego dokumentu – nic z tych rzeczy. Na przestrzeni ośmiu odcinków duo z „Detektywa” wygłupia się na wszelkie możliwe sposoby, jako iż mamy tu do czynienia z klasycznym sitcomem.
Opowieść zaczynamy w momencie, gdy w domostwie Woody’ego (na ekranie pojawiają się wariacje rzeczywistych rodzin obu aktorów) rozgaszcza się kryzys. Jedna z jego córek (Highdee Kuan, „Bracia Sun”) przeżywa bolesne rozstanie, a zdesperowany ojciec w obliczu braku pomysłu robi to, co każdy zdesperowany ojciec z sitcomu robi w takiej sytuacji: udaje się do najlepszego kumpla.
Bracia – o czym jest serial komediowy Apple TV?
Akcja gwałtownie przenosi się zatem do Teksasu – kowbojskiego stanu, który wychował obu przyjaciół. Nie minie wiele czasu, zanim Woody pojawi się niezapowiedziany wraz z rodziną u drzwi domostwa McConaugheyów. Życie pod jednym dachem nie tylko podda próbie ich „braterską” relację, ale przede wszystkim skonfrontuje ich z (potencjalną) prawdą genetyczną.
Szkopuł w tym, iż w międzyczasie Matthew wpada na pomysł, by zostać gubernatorem Teksasu (możecie pamiętać, iż w rzeczywistości aktor również rozważał start w wyborach). Kampanię zaczyna od peanu na cześć swojego zmarłego ojca – lokalnego autorytetu, a zarazem osobistego drogowskazu wartości, które zdecydowanie różnią się od tych wyznawanych przez Woody’ego.
„Bracia” (Fot. Apple TV)Bo widzicie, jak na rasowy sitcom przystało, narrację o dwóch rodzinach żyjących pod jednym dachem osnuto wokół przeciwieństw charakterów obu ojczulków. Jak tego dokonano? W bardzo prosty i logiczny fabularnie sposób: wykorzystano medialne wizerunki obu gwiazd i rozdmuchano je do granic możliwości.
Tym sposobem Harrelson został podstarzałym hipisem z jointem w jednej ręce i manifestem obrony zwierząt w drugiej. Samozwańczy anarchista (aktor faktycznie określa się w ten sposób) to buntowniczy ekscentryk o liberalnych poglądach, który jest wyraźnym kontrastem dla zapatrzonego w konserwatywne ideały McConaugheya. To ten typowy „mędrzec z Południa”, który chce wychowywać dzieci na ziemi ojców, uczyć polowania i kultywować familijne tradycje.
Bracia – czy warto oglądać serial Apple TV?
Przy takim podejściu na dalszy plan schodzi aspekt sławy obu gwiazd Hollywood, a wraz z nim wszelkie – pojawiające się okazjonalnie – odniesienia do filmów czy wspomnianego „Detektywa” (warto odnotować, iż prym pod tym względem wiedzie jednak McConaughey, jako iż karierę Harrelsona potraktowano w „Braciach” po macoszemu). Choć są tu ironiczne momenty, w których aktorzy wykorzystują swój status, by czerpać jakieś korzyści, przez większość czasu są oni zaskakująco anonimowi.
„Bracia” (Fot. Apple TV)Co istotne, sam wątek ich „braterstwa” nie jest eksplorowany bez przerwy. Choć odcinki są bardzo krótkie (średni czas trwania to 25-30 minut), zaskakująco dużo przestrzeni w fabule otrzymują wszelkie postaci poboczne, tj. partnerki (Brittany Ishibashi z „Supernatural” i Natalie Martinez z „Małpiego biznesu”) czy dzieci aktorów. Ci drudzy przeżywają własne rozterki miłosne, podczas gdy role żon Woody’ego i Matthew ograniczają się adekwatnie do odcinka walentynkowego – tak, czymże byłby sitcom bez takiego odcinka?
Cyniczne spojrzenie na serial Apple TV gwałtownie zdyskredytowałoby McConaugheya i Harrelsona jako dwóch zapatrzonych w siebie odklejonych multimilionerów udających „zwyczajnych ludzi”. Tymczasem nieźle wyważona satyra, urok i charyzma aktorów czy wreszcie głupkowaty humor, któremu ochoczo oddają sie w serialu, sprawia, iż „Braci” ogląda się całkiem przyjemnie. Nie jest to komedia, która ma cokolwiek nowego za zaoferowania, ale czasem widz łapie się na tym, iż wygłupy tych dwóch legend kina w zupełności wystarczają.
To sitcom, który pod względem poczucia humoru i dynamiki relacji między bohaterami stoi bardzo blisko seriali Billa Lawrence’a. jeżeli z wytęsknieniem czekacie na kolejny sezon „Terapii bez trzymanki„, a do gustu przypadł wam „Rooster„, to „Bracia” mogą stanowić niezły przystanek na waszej komediowej mapie streamingu. Zresztą, niewykluczone, iż serial McConaugheya i Harrelsona nie będzie jednorazową przygodą. Taki obrót wydarzeń zdaje się sugerować finał. Może do 2. sezonu zdążymy dowiedzieć się, czy plotka była czymś więcej.







![Dawid Góra: Nastąpiło zwolnienie blokady. Piękny widok po meczu Mai Chwalińskiej [Opinia]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6ab37c3837cf23_66982189.jpg)





