Czytaj też: Oscary 2026 będą przełomowe. Cieszą dwie nominacje dla Polaków. „Grzesznicy” rozbili bank
Drobne cwaniaczki
Miesiąc później na festiwalu filmowym w Nowym Jorku Josh Safdie pokazał światu „Wielkiego Marty’ego”, luźno inspirowanego biografią Marty’ego Reismana, legendarnego (także ze względu na barwną osobowość) zawodnika tenisa stołowego. Pierwszy film nakręcony bez artystycznego wkładu Benny’ego okazał się jednym z najgoręcej oklaskiwanych tytułów ubiegłego roku. Oscarowe nominacje są jedynie zwieńczeniem długiej listy wyróżnień i nominacji: film ma już na koncie Złoty Glob za tytułową rolę Timothéego Chalameta i kilkanaście mniejszych wyróżnień. Także publiczność wykazała w tym przypadku większe zainteresowanie, choć w Stanach Zjednoczonych film wszedł do szerokiej dystrybucji w trudnym świątecznym momencie, gdy widzowie wybierali raczej nowego „Avatara”, a nie ambitny komediodramat wyrastający z ducha kina niezależnego.
Grany przez Chalameta bohater „Wielkiego Marty’ego” jest sportowcem wielce utalentowanym, ale niepokornym i zbyt chętnie ulegającym pokusom łatwego życia.
