Cofnijmy się do 2013 roku w Irlandii Północnej. Jak wygląda tam życie młodych dorosłych, których rodzice musieli opowiedzieć się po stronie Katolików lub Republikanów. Jaki jest Belfast, w którym toczyły się zamieszki, jako miasto do dorastania? O tym właśnie opowiada Blisko domu.
Wymowna okładka z wybitym zębem, jaką wita nas Blisko domu, męczyła mnie strasznie. Ten upiorny uśmiech świetnie wprowadza jednak do książki. Głównym bohaterem jest Sean, wywodzący się z klasy robotniczej, świeżo upieczony student. Skończył anglistykę, chce pisać książki, ale wraca do rodzinnego Belfastu i…nie ma żadnych możliwości. Nie może znaleźć pracy, nie stać go na czynsz ani na jedzenie, połowa znajomych to narkomani, a on sam jest skłonny do bójek i ląduje z pracami społecznymi i grzywną, której nie może spłacić.
Fot. Wydawnictwo CzarneSean nie jest postacią, którą można polubić. Otacza się nieodpowiednim towarzystwem i choć wie, iż w tym środowisku nie ma szans, nie robi z tym nic. Rozsądniejsza część jego przyjaciół ucieka z Irlandii – wyjeżdża za pracą, w poszukiwaniu spokoju i szansy na lepsze życie. Sean nigdzie się nie wybiera. Jego miejsce, jego dusza jest w Irlandii.
Blisko domu buduje duszną atmosferę miasta, w którym trudne czasy jednocześnie się skończyły i wciąż trwają. Z jednej strony skończyły się zamieszki, strzały i wybuchy z okresu Kłopotów. Z drugiej strony nie ma żadnej pracy, żadnych perspektyw na budowanie dorosłego życia, posiadanie mieszkania, oszczędności, czegokolwiek. Ta bezsilność i beznadzieja są wyraźnie obecne i dołujące.
Muszę przyznać, iż ta książka bardzo mnie zmęczyła. Autor kunsztownie buduje trudny stan emocjonalny i namacalnie oddaje sytuację bohatera. Sean jest postacią z krwi i kości, z którą człowiek rezonuje bez większych trudności. Ten kunszt nie zmiania jednak faktu, iż powieść jest ciężka, duszna i obciążająca psychicznie. Nietrudno przenieść jest ten stan emocjonalny z Irlandii na własną sytuację, myślę, iż niezależnie od wieku.
Jestem pod wrażeniem Blisko domu i zbudowanej w książce atmosfery. Nie chcę jednak do niej wracać. Zbyt mocno widzę w niej odbicie swojego stanu emocjonalnego, a ostatnie czego młodzi ludzie teraz potrzebują, jest wizja, iż nigdzie nie ma dla nich perspektyw. Jest w tym jednak światełko w tunelu – tak jak Sean nie kończy bez nadziei, tak i czytelnik może dostrzec w tej książce coś więcej – zrozumienie, wspólnotę, cierpliwość.
Powyższy tekst powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Czarne. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.
