Blindead 23 – Deuterium – recenzja albumu

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Trzeba przyznać, iż wydana w 2024 roku EP-ka Vanishing zaostrzyła apetyt wszystkich fanów poprzedniego wcielenia formacji. Po dwóch latach oczekiwania, pełnoprawny debiut Blindead 23 ujrzał światło dzienne. Co usłyszymy na Deuterium? Jak ten materiał prezentuje się na tle tak różnorodnej dotychczasowej dyskografii? Przekonajmy się.

Nim jednak przejdziemy do samej muzyki, spójrzmy na osoby, które stoją za Deuterium. Nazwisko, które chyba najczęściej było wspominane w kontekście nowego projektu, to Roger Öjersson. Gitarzysta Katatonii dołączył do zespołu i odpowiada na nowym albumie za gitary oraz wokale. Do tego gitarzysta i lider Mateusz Śmierzchalski oraz wokalista Patryk Zwoliński. Drugi z nich odszedł z zespołu w 2015 roku, gdy pierwotny Blindead zmienił nieco swój kierunek muzyczny. Skład uzupełnili perkusista Paweł Jaroszewicz, Vinicius Nunes oraz Maciej Janas.

Zobacz również: Noah Kahan – The Great Divide – recenzja albumu

Obecność Patryka Zwolińskiego wśród wymienionych mogłaby nam zasugerować, iż Blindead muzycznie powraca do takich albumów jak Affliction XXIX II MXMVI czy Autoscopia / Murder In Phazes. I chociaż w pewnym stopniu jest to prawda, to dzieje się tutaj znacznie więcej. W moim odczuciu Deuterium to może nie tyle co przekrój twórczości byłego Blindead, co spojrzenie w przeszłość ze świeżą głową. Zespół wybrał się w kolejną podróż w poszukiwaniu nowego, bez zatracenia tożsamości. Oczywiście powraca growl wraz z ciężkimi i niekiedy kapitalnymi riffami. Szczególnie jednak zwracam uwagę na wokal, bo Patryk Zwoliński wydaje się być w świetnej formie.

Przekonać się o tym możemy już na początku, gdy po nastrojowym i ponurym intro słyszymy go w pierwszym utworze Immersion I. Brzmi to po prostu potężnie, jakby śpiewał całym sobą, zawsze dając z siebie wszystko. Po mocnej zwrotce przychodzi zaskoczenie i zupełne przeciwieństwo, czyli czysty śpiew w wykonaniu wspomnianego Rogera Öjerssona. Panowie fantastycznie się uzupełniają, a jeden głos pomaga wybrzmieć drugiemu wprowadzając równowagę. W zasadzie jest to wizytówka całej płyty, pokazując w pigułce jaki kierunek obrali Paweł Jaroszewicz oraz Mateusz Śmierzchalski podczas pisania muzyki. Agresywne granie zestawione jest z lżejszym refrenem, który brzmi wręcz przebojowo. Mogłoby się choćby wydawać, iż został wyrwany z zupełnie innego utworu. A jednak, wszystko fantastycznie się zazębia. I chociaż kolejny utwór, Immersion II, pozostaje raczej w cieniu pierwszej części jako mniej interesująca kompozycja, to ogólnie mamy tutaj bardzo dobre otwarcie.

Przechodząc na chwilę do lżejszych momentów na Deuterium, to znajdziemy też tutaj nawiązania do albumów Absence i Ascension. Hipnotyczny Wither zatapia nas w transowym klimacie, gdzie gitara tym razem jest tłem dla melancholijnego wokalu. Kompozycja tym bardziej istotna, iż po niej wchodzi najmocniejsze muzyczne uderzenie na całej płycie, czyli Worst Laid Plans. Chociaż wokale działają tutaj na podobnej zasadzie co w omówionym Immersion I – przeplatając się ze sobą – to stałe i szybsze tempo zapewniają nam zupełnie inne doświadczenie. W tego ponad dziesięciominutowego kolosa wplecione jest delikatne przejście z udziałem instrumentów klawiszowych. Tak jak wcześniej zrobił to Wither, tutaj też nadaje to całości potrzebnej dynamiki. Poza tym, pierwsza część Worst Laid Plans zawiera moje ulubione riffy gitarowe z całej płyty. Równie genialna jest perkusja w końcowym segmencie utworu, która prowadzi całość.

Duchem albumowi zdecydowanie najbliżej do Absence czy Ascension właśnie. Deuterium jest wyraźnie kontynuacją tamtych płyt w kontekście poszukiwań i wyniesienia muzyki na kolejny poziom. Album-opowieść, który od głośnego startu prowadzi nas przez niezwykle urozmaicony metalowy krajobraz aż do wielkiego finału jakim są utwory Towards The Dark oraz You Are The Universe. Po walce i ciężarze jakich doświadczyliśmy przez cały album, docieramy do miejsca, z którego widać nieco światełka w tunelu.

Źródło: Blindead 23

Mateusz Śmierzchalski wspominał, iż Absence zawdzięcza swoje brzmienie głównie chęci odejścia od tego, co udało się wypracować na poprzednim albumie. Przy Deuterium czuję coś podobnego. Twórcy nie chcą nagrywać ponownie tego samo, czy tym bardziej odcinać kuponów od wcześniejszych osiągnieć. Jednocześnie nie boją się zajrzeć w przeszłość i wyciągnąć to, co najbardziej pokochaliśmy w ich muzyce. Dzięki produkcji i zmianie w podejściu do komponowania dostaliśmy nową jakość z wyraźnie przemyślaną strukturą. Chociaż całość wciąż jest złożona i zdecydowanie wymagająca skupienia, to jednocześnie posiada swego rodzaju przestrzeń, która zachęca do powrotu i odkrywania kolejnych dźwięków i elementów. Powracając, człowiek skupia się na kolejnych segmentach, odkrywając cały czas coś nowego. Na Deuterium poczujecie się, jakbyście słuchali tych najlepszych momentów metalowych jak i progresywnych zespołu Blindead. Jednocześnie to rzeczywiście nowe otwarcie, oddzielające grubą kreską to co było, rozpoczynając historię Blindead 23.


Fot. główna: materiały prasowe Peaceville Records

Idź do oryginalnego materiału