O Powstaniu Warszawskim opowiada się raczej językiem patriotyzmu, walki i poświęcenia. Błażej Król w Łączy nas… wybiera jednak inną drogę, zabierając słuchacza w sam środek wydarzeń sierpnia 1944 roku. I chociaż nie domaga się przesadnej uwagi, naprawdę na nią zasługuje.
Błażej Król w wywiadzie dla radiowej Jedynki wyjawił, iż przez wiele lat konsekwentnie odrzucał propozycję stworzenia albumu, który upamiętniałby Powstanie Warszawskie. Uważał, iż nie jest odpowiednią osobą, by opowiadać o tak trudnych wydarzeniach, szczegółowo opisując brutalne sceny walk i cierpienie walczących. Łączy nas… nie emanuje jednak przesadnym patriotyzmem. Nie gloryfikuje powstańców ani tragicznego zrywu. Skupia się natomiast na perspektywie zwykłego człowieka próbującego zachować swoją normalność w obliczu zagłady, w czym przypomina Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego.
Wydaje się, iż Król, pracując nad płytą, rzeczywiście sięgnął do wspomnień Białoszewskiego. Artysta, podobnie jak autor Pamiętnika, rewelacyjnie operuje minimalistycznymi środkami językowymi, by oddać porażającą atmosferę i dynamikę powstania. Wciela się przy tym w rolę cywila, poety czy kronikarza. Unika jakiegokolwiek patosu, koncentrując się na emocjach i ruchu bezbronnych ludzi, którzy wciąż próbują wydostać się z sytuacji bez wyjścia. Przestaje liczyć się finalne miejsce ich wędrówki – najważniejsze stają się poczucie bezpieczeństwa i bliskość drugiego człowieka (Złap mnie za rękę i chodź / Byle dalej gdzie indziej nie tu).
Łączy nas… jest płytą niezwykle spójną, a jednocześnie nie pochłania jej monotonia. Choć wszystkie utwory opierają się na zbliżonym schemacie (w końcu dotyczą Powstania Warszawskiego i nowej rzeczywistości), każdy z nich przedstawia inną, ulotną chwilę, wnosząc coś wyjątkowego do opowieści. Album rozpoczyna się kawałkiem boję się zasnąć, który pod śpiewem ptaków i cichym płaczem dziecka skrywa przeczucie nadchodzącej zagłady:
A co jeżeli jutro
Wszystko skończy się? […]
Zamykam oczy
I nagle dym, krew, płacz i piach
Pierwsza obawa gwałtownie przeradza się w rzeczywistość. Godzina W – początek powstania, metaforycznej gry w berka z toczącą się apokalipsą (Musisz biec, biec, biec / Nie zatrzyma cię nic) i walki o zachowanie normalności (Ciągle dzieje się zwykłe życie). Normalności, w której stopniowo wygasają marzenia o szczęśliwej miłości, a ich miejsce zajmują pustka, sadza i wszechogarniający strach.
Aurę „raju utraconego” tworzoną dzięki warstwy lirycznej potęgują budzące niepokój kompozycje. Nie stanowią one wyłącznie melodycznego tła dla refleksyjnych tekstów, ale nadają płycie realistyczny wymiar. Zawarte w nich dźwięki wybuchów czy syren wzmacniają autentyzm całego przekazu. Utwory S.T.R.A.C.H. i fajerwerki, mimo iż pełnią funkcję muzycznych przerywników, ambientowym charakterem umożliwiają odbiorcy współodczuwanie niepokoju i lęku, które nieustannie towarzyszą podmiotowi lirycznemu. Może niekoniecznie emocje te powracają, a właśnie są obecne cały czas – na różne sposoby: wyłaniające się ze sfery języka i pojedynczych dźwięków.
Błażej Król dokonuje na Łączy nas… dość skrupulatnego doboru gości. Istotną rolę w budowaniu emocjonalnej głębi odgrywa chór dziecięcy, który wspiera autora albumu w partiach refrenowych. W ten sposób Powstanie Warszawskie przestaje być tragedią dotykającą dorosłych – nie tylko walczących czy też cywili. Apokalipsa przenika bowiem do przestrzeni dzieciństwa, pokazując, iż latem 1944 roku nikt nie był wolny od strachu. Pozostali goście odsłaniają to samo zjawisko. Miłość, o której wspomina Andrzej Piaseczny, i wiara, symbolizowana srebrnym medalikiem w zwrotce Darii ze Śląska, mogą jedynie ukoić ból, ale nie wyeliminować całkowicie lęku. To wspólnieodczuwanie uczucie spaja całe społeczeństwo, to ono czai się w postaci tajemniczego, tytułowego wielokropka.
Łączy nas… nie próbuje na siłę pokazać heroicznego wymiaru Powstania Warszawskiego. Trudno szukać w nim jakichkolwiek wielkich gestów, hołdów czy wzniosłych narracji – i to jest jego największym atutem. Błażej Król, tak jak Białoszewski, rozumie, iż o wojnie nie trzeba mówić opisami walk i dramatem żołnierzy. Zamiast bohaterskich czynów wybiera fragmenty zwyczajnej codzienności – chroniczny niepokój, utratę marzeń, zagładę dzieciństwa, pragnienie bliskości. Szczerze, Łączy nas… jest najlepszym albumem koncepcyjnym, jaki w ostatnim czasie miałam okazję przesłuchać… Szkoda tylko, iż czas jego trwania wynosi kilka ponad pół godziny, co pozostawia mnie z nieznacznym poczuciem niedosytu.












