Trochę po cichu, Windswept dorzucili właśnie czwarty pełniak –
„A Sign of the Cloven Hoof”. Pięć numerów i 35 minut bez zbędnego rozciągania. Tym razem jest chyba trochę ostrzej niż wcześniej — mniej melancholii, więcej jadu, agresywnych wokali i tego ich hipnotycznego riffowania. Bez wielkich fajerwerków, po prostu zimny, ponury black metal robiony z wyczuciem. U mnie na razie wchodzi całkiem dobrze.
iframe
Statystyki: autor: Szajtan — 59 min. temu