Dobrym przykładem jest „Menace”. Prawie dziewięć minut grania, sporo zmian tempa, a mimo to wszystko trzyma się kupy. Zresztą cała płyta ma w sobie coś, co sprawia, iż warto do niej wracać. Jest zimno, nieprzyjemnie i momentami naprawdę gęsto. Więcej tu budowania napięcia niż na wcześniejszych materiałach, ale ten charakterystyczny jad nigdzie nie zniknął.
Dla mnie to po prostu bardziej przemyślany black metal, bez zbędnego kombinowania i udowadniania na każdym kroku, jak bardzo ekstremalnie potrafią grać. Taki kierunek zdecydowanie mi siedzi.
Statystyki: autor: Szajtan — godzinę temu














