Monotonny, transowy, repetytywny, gęsty, mielący, hałaśliwy, surowy monolit. Kawałki długie, młócące jeden motyw po wielokroć. Brzmi źle? Już uciekacie z tobołkami przeorani? To dobrze, zostaną sami koneserzy (oczywiście nie rocka). Serio, zajebiście mi się tej płyty słucha po plus minus dwudziestu latach. Wrażenie tym większe, bo kompletnie nie spodziewałem się takiego zwrotu akcji.
A na fali puściłem sobie z cedeczka obecnego od dawna na bałuckim regale Instinct:Decay i kurde, pan ćpuno-złodziej ma niesamowity łeb do komponowania i aranżacji. To połączenie psychodelicznego rocka i black metalu jest wręcz zjawiskowe. To, jak płynnie tu jeden styl wynika z drugiego, bez żadnych doklejanek i introdukcji, jak to wszystko trzyma się jednej, zwartej kupy. Kunsztowne w chuj.
#mnienieokradł
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 6 min. temu











