Trzy dłuższe numery są poprzedzielane krótszymi, bardziej folkowymi fragmentami. Pojawiają się akustyczne gitary, brumla, tamburyny i klawisze, ale nie mam wrażenia, iż robi się z tego cepelia. Raczej dobrze spina to cały zamkowo-historyczny koncept.
Najbardziej siadł mi na razie „Hričov”. Prawie 14 minut, sporo zmian nastroju, raz jest bardziej agresywnie, za chwilę szerzej i atmosferycznie. „Lietava” z kolei wali trochę bardziej bezpośrednio i chyba ma najwięcej czysto blackmetalowego jadu z całej trójki.
Dobrze też zrobiło przejście na słowacki. Przy takim materiale zwyczajnie pasuje mi to lepiej niż angielski i jeszcze mocniej podbija lokalny charakter całości. Po pierwszych odsłuchach jestem na tak i chyba choćby bardziej, niż się spodziewałem.
iframe
Statystyki: autor: Szajtan — 44 min. temu
















