Black Metal • Re: Inferno (CZ)

brutalland.pl 7 godzin temu
Z tym zespołem to zatrzymałem się przy okazji właśnie Black Devotion, z którego nic nie pamiętam. Chociaż nie, słuchałem jeszcze następnej płyty, kiedy już na pełnej poszli w atmosferyczno-religijno-dysonansowanko, ale wtedy już miałem po korek osłuchane Blut aus Nord i Deathspell Omega i poszedłem w zupełnie innym kierunku, niż jaranie się ich następcami. Z pierwszymi nagraniami miałem styczność jeszcze wcześniej i nie powiem, żeby mi się w tym 2007-2008 roku nie podobało takie Peklo na Zemi czy midi z Krev a síla našich předků No, ale dość, iż płyt nie słuchałem od jakichś kilkunastu lat w ogóle, za to po drodze widziałem dwukrotnie na scenie, raz jeszcze za tradycyjnego black metalu a drugi już w sukienkach, kapturach i z rytualnymi sztylecikami, okultystycznymi minami i telemicznymi znakami pokazywanymi dłonią. Za tym drugim razem było całkiem spoko, ale i tak nie słuchałem z płyt, mimo tego, iż koledzy polecali. Ale dzisiaj włączyłem sobie nowy album.

Gdzieś w internetach rzuciły mi się w oczy opisy, iż gęste, iż nieprzystępne, iż dysonanse na pełnej, iż w ogóle Blut Aus Nord za odjechanych czasów i iż Deathspell Omega, iż nie ma riffów, tylko ocean kontrolowanego chaosu i iż trzeba się bardzo skupiać, bo dużo i bogato. Otóż niby tak, ale tak naprawdę wcale tak nie jest!
Płyta jest przede wszystkim strasznie, ale to STRASZNIE melodyjna i przebojowa. To bynajmniej nie zarzut, a wręcz gruby pozytyw, bo oczywiście jest pograne dysonansowo, są długie kawałki, jest rozkręcanie motywu w transie oraz są klawiszowo-ambientowe plamy. Ale na tym wszystkim siedzą okrakiem naturalnie płynące motywy, raz wychodzące na przód, wynurzające się z tego oceanu gęstości, innym razem znów w niego wchodzące. Co bardzo ważne - te kawałki trwające ~10 minut każdy są świetnie napisane, zwracają uwagę, odciągają od innych spraw, bo są po prostu zrobione z głową. Jakże to się różni od jakichś Fides Inversów, czy innych Ascensionów, które współcześnie żenią dysonasowe bleki z religijnym uniesieniem i melodyjkami. Tutaj zagrane jest to tak, jak powinnno być. Żadna melodia nie jest cepelniana, wszystkie są wyrafinowane i wytrawne a powiem też, iż znalazło się tu choćby miejsce dla psychodelicznego rocka sprzed 50 lat! Takie smaczki są poukrywane w wielu miejscach, przeważnie w tle, a często też pod zwartą, nośną harmonią danego kawałka.

Włączyłem sobie tak o, a leci już po raz trzeci, bo tak mnie zainteresowało to granie. Pod jedną z powtarzanych wszędzie opinii się podpiszę - progres od debiutu do The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair) jest niesamowity. Zdziwko roku.

Statystyki: autor: DiabelskiDom — 12 min. temu


Idź do oryginalnego materiału