iframe
Dla mnie to jest dokładnie ten rejon black metalu, który żre najlepiej, kiedy nie próbuje brzmieć nowocześnie ani „profesjonalnie”. Moonfall ciągnie bardziej w stronę starego Beherit, Barathrum i Necromantii: surowo, piwnicznie, z mocno wyczuwalnym basem i takim rytualnym, zakurzonym oddechem.
Cult of Eibon wchodzi po swojej stronie z tym, za co ich lubię najbardziej, czyli greckim feelingiem starej szkoły. Słychać ducha Varathron, Rotting Christ z najlepszych lat i oczywiście Necromantii. Jest mrok, są marszowe rytmy, są melodie, jest okultystyczny ciężar i trochę teatralnego zadęcia, ale w dobrym sensie.
W skrócie: stary Beherit w sosie Cultes des Ghoules, do tego Varathron i Rotting Christ z czasów świetności. Brud, obrzęd, basowy oddech z piwnicy i hellenistyczny klimat.
Statystyki: autor: Szajtan — 15 min. temu












