Jennifer Lopez wraca do komedii romantycznych. Na platformie Netflix właśnie zadebiutował "Biurowy romans", w którym gwieździe partneruje Brett Goldstein znany m.in. z serialu "Ted Lasso". Czy to propozycja dla tych, którym podobały się "Powiedz tak" oraz "Pokojówka na Manhattanie"? Recenzuje Łukasz Budnik.
Trwająca od kilku lat biznesowa relacja Jennifer Lopez i Netfliksa nasuwa skojarzenia z popularnym memem przedstawiającym Sknerusa McKwacza zjeżdżającego na nartach po górze pieniędzy. "Netflix po wynalezieniu Jennifer Lopez" – taki podpis wyobrażam sobie, gdy czytam o doskonałych wynikach poprzednich filmów platformy z udziałem tej aktorki (wśród nich "Matka" oraz "Atlas"). O ile trudno dyskutować z twardymi danymi na temat oglądalności, tak inny aspekt dotyczący tych produkcji bywa dyskusyjny – ich jakość. Wierzę, iż "Biurowy romans" także ma potencjał na to, by trafić na wysokie miejsca w globalnym rankingu najpopularniejszych filmów na Netfliksie. Gorzej, iż i w tym wypadku trudno jednoznacznie mówić o dobrej zabawie (...).
Film Ola Parkera (który ma na koncie m.in. "Bilet do raju" oraz "Mamma Mia: Here We Go Again") to komedia romantyczna, która podąża utartymi ścieżkami – już po kilku minutach nietrudno domyślić się, jak skończy się ta historia, i pozostaje śledzić, co dokładnie do tego zakończenia doprowadzi. A droga ta nie jest niestety zbyt łaskawa dla widza. "Biurowy romans" cierpi na tym, iż scenarzyści mają tendencję do zupełnie niepotrzebnego rozwlekania scen i powtarzania tych samych żartów, przez co zamiast bawić, zaczynają one irytować (...).
Lopez wyraźnie dobrze czuje się w konwencji komedii romantycznej, choć między nią i Goldsteinem nieszczególnie iskrzy. Tak naprawdę w "Biurowym romansie" w pamięć bardziej zapadają aktorzy drugoplanowani, a wśród nich Jodie Whittaker jako osadzona w więzieniu siostra Daniela czy Betty Gilpin jako bliska współpracowniczka Jackie (a największą sympatię i tak budzi figurka misia Paddingtona widoczna w tle w jednej ze scen).
Całą recenzję Łukasza Budnika przeczytacie TUTAJ.
Jackie (Jennifer Lopez), stoi na czele linii lotniczej odziedziczonej po ojcu. Choć musi mierzyć się z oskarżeniami o nepotyzm, stara się dawać z siebie wszystko, często kosztem życia prywatnego. Tym bardziej dotyka ją pozew, w którym zarzuca się jej wykorzystywanie kobiecych wdzięków do zapewnienia sukcesu biznesowej transakcji. Gdy główny prawnik firmy nagle umiera, zakrztusiwszy się burrito podczas śniadania, Jackie zostaje zmuszona powierzyć swoją obronę jego podwładnemu, Danielowi.
Daniel, który sam ma trudności z odnalezieniem się w realiach amerykańskiego środowiska pracy, zaczyna się w niej zakochiwać, mimo obowiązującej w firmie zasady zakazującej romansów między pracownikami. Stopniowo rodzi się skrywany przed innymi związek, który z czasem przestaje opierać się wyłącznie na fizycznej fascynacji i przeradza się w coś głębszego.
Recenzujemy "Biurowy romans"
Trwająca od kilku lat biznesowa relacja Jennifer Lopez i Netfliksa nasuwa skojarzenia z popularnym memem przedstawiającym Sknerusa McKwacza zjeżdżającego na nartach po górze pieniędzy. "Netflix po wynalezieniu Jennifer Lopez" – taki podpis wyobrażam sobie, gdy czytam o doskonałych wynikach poprzednich filmów platformy z udziałem tej aktorki (wśród nich "Matka" oraz "Atlas"). O ile trudno dyskutować z twardymi danymi na temat oglądalności, tak inny aspekt dotyczący tych produkcji bywa dyskusyjny – ich jakość. Wierzę, iż "Biurowy romans" także ma potencjał na to, by trafić na wysokie miejsca w globalnym rankingu najpopularniejszych filmów na Netfliksie. Gorzej, iż i w tym wypadku trudno jednoznacznie mówić o dobrej zabawie (...).
Film Ola Parkera (który ma na koncie m.in. "Bilet do raju" oraz "Mamma Mia: Here We Go Again") to komedia romantyczna, która podąża utartymi ścieżkami – już po kilku minutach nietrudno domyślić się, jak skończy się ta historia, i pozostaje śledzić, co dokładnie do tego zakończenia doprowadzi. A droga ta nie jest niestety zbyt łaskawa dla widza. "Biurowy romans" cierpi na tym, iż scenarzyści mają tendencję do zupełnie niepotrzebnego rozwlekania scen i powtarzania tych samych żartów, przez co zamiast bawić, zaczynają one irytować (...).
Lopez wyraźnie dobrze czuje się w konwencji komedii romantycznej, choć między nią i Goldsteinem nieszczególnie iskrzy. Tak naprawdę w "Biurowym romansie" w pamięć bardziej zapadają aktorzy drugoplanowani, a wśród nich Jodie Whittaker jako osadzona w więzieniu siostra Daniela czy Betty Gilpin jako bliska współpracowniczka Jackie (a największą sympatię i tak budzi figurka misia Paddingtona widoczna w tle w jednej ze scen).
Całą recenzję Łukasza Budnika przeczytacie TUTAJ.
"Biurowy romans" – zwiastun
Jackie (Jennifer Lopez), stoi na czele linii lotniczej odziedziczonej po ojcu. Choć musi mierzyć się z oskarżeniami o nepotyzm, stara się dawać z siebie wszystko, często kosztem życia prywatnego. Tym bardziej dotyka ją pozew, w którym zarzuca się jej wykorzystywanie kobiecych wdzięków do zapewnienia sukcesu biznesowej transakcji. Gdy główny prawnik firmy nagle umiera, zakrztusiwszy się burrito podczas śniadania, Jackie zostaje zmuszona powierzyć swoją obronę jego podwładnemu, Danielowi.
Daniel, który sam ma trudności z odnalezieniem się w realiach amerykańskiego środowiska pracy, zaczyna się w niej zakochiwać, mimo obowiązującej w firmie zasady zakazującej romansów między pracownikami. Stopniowo rodzi się skrywany przed innymi związek, który z czasem przestaje opierać się wyłącznie na fizycznej fascynacji i przeradza się w coś głębszego.














