Bittersweet Festival – trzy dni, których nie da się zapomnieć

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: IMG_4773


Od Bittersweet Festival minął już tydzień. Emocje powoli opadają, ale wspomnienia po tym festiwalu zostaną w wielu z nas na długo. Co to był za festiwal, co za emocje! Niektórzy spełnili na nim swoje marzenia o zobaczeniu danego artysty, inni przyszli po prostu spędzić dobrze czas.

Bittersweet Festival 2 to był naprawdę dobry festiwal. W porównaniu do pierwszej edycji było o wiele więcej osób, co spowodowało, iż niektórzy zaczęli go krytykować za długie kolejki, czas oczekiwania itp. Prawdę mówiąc, o ile ktoś dobrze rozplanował sobie czas i zapoznał się z mapą festiwalu, dało się go spędzić bez długiego oczekiwania w kolejkach. Wiadomo, iż toalety i strefy gastro znajdujące się najbliżej scen zawsze będą bardziej oblegane, ale wystarczyło przejść kawałek dalej i kolejki liczyły maksymalnie 2–3 osoby.

Wymiana opasek przed wejściem na festiwal trwała sekundę. Pokazanie biletu i otrzymanie opaski – bez jakichkolwiek kolejek.

Na festiwalu była masa stref z darmowymi giftami. Sama w PKO zgarnęłam T-shirt z wybraną przez siebie grafiką. Zrobiłam sobie również dwa zdjęcia Instaxem. W strefie Eventim za obserwowanie ich profilu można było zgarnąć wachlarz, który ratował w te upalne dni. Nescafé dawało darmową kawę. W strefie Coca-Coli można było zrobić sobie makijaż, dostać torbę z naszywkami czy zgarnąć darmową puszkę Coli. W strefie Nivea można było zrobić sobie brelok z pomadką i zgarnąć kilka rzeczy od marki. Podobne rzeczy można było znaleźć również w innych strefach.

Woda na festiwalu była darmowa. Były trzy cysterny, z których można było ją nalać. jeżeli dobrze się trafiło, można było uniknąć kolejki, które między koncertami potrafiły być naprawdę spore.

Lokalizacja może być trochę za mała, jak na taką ilość osób. Mimo to uważam, iż klimat parku Cytadela jest wyjątkowy. To miejsce daje niesamowite poczucie klimatu tego festiwalu.

Trzeba też pochwalić festiwal za darmowy dojazd komunikacją miejską oraz różnego rodzaju promocje.

Przed festiwalem, jak i dzień po nim, było mnóstwo wydarzeń z nim związanych, co pomagało odliczać dni do festiwalu. W czasie jego trwania również zadbano o to, żebyśmy się nie nudzili. Dostaliśmy zniżki do muzeów oraz Starego Browaru, co jest ogromnym plusem – szczególnie dla osób przyjezdnych, które dzięki temu mogły lepiej poznać Poznań.

Na festiwalu byłam przez trzy dni i każdy z nich był wyjątkowy. Pogoda w 100% dopisała. Klimat lat 2000. było czuć, trochę mniej niż w zeszłym roku, ale przez cały czas był wyczuwalny. A line-up był na światowym poziomie i z pewnością każdy znalazłby coś dla siebie. Ja bilet kupiłam w ciemno, co uznaję za bardzo dobry zakup, ponieważ aż tak dobrego line-upu się nie spodziewałam. Bittersweet Festival to festiwal, na który mogę kupić bilet w ciemno, wiedząc, iż nie będę żałować. No nic, przejdźmy do podsumowania koncertów, na których byłam!

Dzień pierwszy zaczął się od obczajenia terenu. Po zobaczeniu, gdzie co jest, ruszyłam na dużą scenę, na której zaraz miała wystąpić Jessie J.

Jessie dała rewelacyjny koncert. Był to jej pierwszy raz w Polsce. Koncert był pełen nostalgii. Miała bardzo dobry kontakt z publicznością i motywacyjnie przemawiała ze sceny. Cały jej występ był bardzo dobry. Było widać jej pozytywną energię i euforia z wykonywania każdego utworu.

Nie ukrywam, iż najbardziej zależało mi na usłyszeniu „Price Tag” i „Domino”. Jessie dodała również do swojego repertuaru „Purple Rain” Prince’a. Pod koniec pozwoliła zaśpiewać dwóm swoim fankom, które zrobiły to znakomicie! Julia wykonała „Who You Are”, a Karolina „Price Tag”.

Potem miałam godzinną przerwę, więc poszłam się przejść po festiwalu, aby wrócić na 21:15 na koncert Lorde.

Lorde zjawiła się punktualnie. Byłam jej ciekawa, ponieważ znałam może dwie piosenki. Lorde przygotowała oszałamiający performance. Muzyka niestety nie wpasowała się w moje gusta, ale było widać, iż jej fani bawili się bardzo dobrze. Ja ten koncert obserwowałam z daleka, siedząc na górce, z której wszystko było bardzo dobrze widać. Dała naprawdę dobre show, trwające ponad godzinę. Była bardzo wdzięczna za odbiór publiczności.

Po Lorde czekałam już tylko na wisienkę dnia pierwszego, czyli Gorillaz. Zespół przyjechał do nas po ośmiu latach. Dał rewelacyjny występ, pełen swoich największych hitów. Zaprosili również gości do wspólnego występu, co było dużym plusem. W tle podczas koncertu leciały ich animacje, co dawało jeszcze większe poczucie klimatu. Gorillaz na zakończenie pierwszego dnia to chyba najlepsze, co mogło być.

Dzień drugi zaczęłam od pójścia do strefy Coli, aby zgarnąć darmową Colę i zrobić sobie brokat na twarzy. Tuż potem udałam się na rozmowę Bagiego z Katarzyną Nosowską.

Z tego spotkania wyszłam trochę szybciej, aby zdążyć na koncert Mroza. Koncert był dobry, ale uważam, iż jego występ na Pol’and’Rocku był dużo lepszy. Może również dlatego, iż na Bittersweet grał w dzień, a tam o 1 w nocy. Mimo to bawiłam się świetnie. Zagrał swoje najbardziej znane utwory. Najbardziej wyczekiwałam „Miliony monet”, ponieważ ten festiwal ma nostalgiczny klimat i uważałam, iż bez tej piosenki nie mogłoby się odbyć. No i się nie myliłam – zaśpiewał ją! W dodatku miał bardzo dobry kontakt z publicznością. Myślę, iż był to dobry koncert na otwarcie drugiego dnia.

Dzień 2 planowałam spędzić cały na scenie głównej, ze względu na line-up tego dnia. Tuż po Mrozie na scenie pojawiła się Rita Ora, która dała prawdziwe show. Wróciła do nas po siedmiu latach. Jej setlista to hit za hitem, do których można było się świetnie bawić. Miała również bardzo dobry kontakt z fanami. Podczas koncertu poświęciła również moment, aby wspomnieć o Liamie Payne’ie. To byt naprawdę wyjątkowy moment. Rita Ora podczas koncertu w Poznaniu zaśpiewała „For You” – utwór, który nagrała Z Liamem Payne’em. Po jego śmierci wykonywanie tej piosenki stało się dla niej bardzo trudne, o czym sama mówiła ze sceny. Kiedy zaczęła śpiewać, publiczność gwałtownie dołączyła do niej i przejęła sporą część wokalu. Rita była wyraźnie zaskoczona i

wzruszona. Przyznała, iż nie mówi o tym na każdym koncercie i kompletnie nie spodziewała się, iż poznańska publiczność zaśpiewa ten utwór razem z nią. Dziewczyna z dobrym sercem, energią i charyzmą. Ten koncert był rewelacyjny.

Na godzinnej przerwie między koncertami poszłam usiąść na górkę, aby z daleka obejrzeć występ Toma Odella, który był rewelacyjny. Mimo iż na co dzień nie słucham jego muzyki, wspominam jego występ bardzo dobrze. Koncert był spokojny, ale nie nudny. Miał bardzo dobry kontakt z zespołem i fanami, bardzo często do nich schodził. Jego aranżacje na żywo to całkiem inny wymiar, a „Another Love” brzmiało cudownie.

Na koniec drugiego dnia wystąpił zespół, na którego koncert chciałam się wybrać od dawna. Ominął mnie koncert na Open’erze, potem w Łodzi, a w Poznaniu w końcu się udało. Tak więc usłyszałam Twenty One Pilots na żywo.

Z ich piosenkami mam sporo wspomnień, szczególnie z czasów gimnazjum i technikum. Bardzo dobrze wspominam ich muzykę. A sam koncert? Fenomenalny. Znajduje się w mojej topce tego festiwalu. Ich kontakt z fanami jest rewelacyjny, cała oprawa wizualna była niesamowita, a dobór setlisty – genialny. Bawiłam się znakomicie. O tym koncercie myślę do dziś.

Podczas tego koncertu mogliśmy zobaczyć, jak ochroniarz Kornel zaśpiewał z nimi „Ride”, zagrali na platformach wśród fanów, Josh zagrał na perkusji wzniesionej nad sceną, a Tyler założył okulary wykonane przez fana. Widać było, iż na ich koncert przyjechała rzesza fanów. Pierwsze rzędy praktycznie były nimi wypełnione, a było to widać m.in. po ich wyglądzie.

Koncert będę na pewno wspominała długo. I tak zakończył się dzień drugi.

Ostatni dzień festiwalu zaplanowałam sobie na luzie, mimo iż tego dnia planowałam koncerty między dwiema scenami.

Dzień zaczęliśmy od spotkania Martyny Wojciechowskiej i Okiego na scenie PKO. Przed końcem rozmowy wyszłam w kierunku dużej sceny, aby zobaczyć pierwszy koncert tego dnia, a był nim Sobel.

Na Soblu miałam okazję już być. Zgromadził on masę osób. Mi osobiście koncert podobał się średnio. Może po prostu dobór setlisty mi nie siadł. Z plusów na pewno kontakt z fanami i zaproszenie Okiego do wykonania kilku utworów razem. Mówił też, iż to jego drugi raz, kiedy gra w dzień. Zagrał również jeden nowy utwór.

Tuż po Soblu udałam się na scenę Enea, gdzie zagrać miał Fukaj. Dzięki temu, iż się spóźnił, przyszłam na niego idealnie. Nie znałam w ogóle tego artysty. Jego muzyka była dla mnie czymś nowym, ale bawiłam się dobrze. Jedyne, co mi się nie podobało, to to, iż cały czas palił papierosa na scenie.

Poza tym plusem była pirotechnika na koncercie. Ognie oraz gitara, która strzelała ogniem robiły naprawdę wrażenie.

Po Fukaju poszłam trochę odpocząć. Chciałam iść na Ciarę, ale zrezygnowałam i wybrałam się dopiero na dużą scenę na Robbiego Williamsa.

Na Robbiego planowałam się już wybrać do Krakowa rok temu. Nie udało mi się, więc los i tak chciał, abym zobaczyła go na żywo.

Koncert był bardzo pozytywny. Jego relacja z fanami była znakomita. Robbie m.in. wystąpił w koszulce Warty Poznań, przytulił swoją 92-letnią fankę, zadzwonił do mamy Mai Kasi i zadedykował jej jedną piosenkę.

Setlista również składała się z samych hitów. Nie zabrakło „Supreme”, które wielu Polaków zna z serialu „Londyńczycy”. Robbie dowiedział się o tym od fanki, ponieważ nie miał tej piosenki choćby w swoim repertuarze. To właśnie dzięki niej ją zaśpiewał.

Robbie na scenie zrobił show, a pod sceną? Średni wiek trochę wzrósł do +40, co nie zmienia faktu, iż spora część młodej widowni również tam była. Każdy śpiewał z nim refreny i stworzył się naprawdę dobry nastrój.

Po koncercie Robbiego ciężko było się wydostać spod sceny, ale mi się udało i z około 15-minutowym opóźnieniem trafiłam na Okiego na scenie Enea.

Szczerze mówiąc, ten koncert mnie nie porwał. Zawsze, kiedy oglądałam jego koncerty i tyle o nich słyszałam, spodziewałam się dużej rozróby, a był to bardzo spokojny występ. Bez problemu udało się choćby podejść bliżej, aby zobaczyć scenę.

Oki zaprosił na scenę matkę z córką, dla których był to 47. koncert. Oki swoim fanom, którzy są na jego 47. koncercie, daje bilet upoważniający do wejścia na wszystkie jego koncerty. To naprawdę super gest z jego strony. Widać, iż to bardzo miły chłopak.

Tuż po Okim w pięć minut znalazłam się pod sceną na Major Lazer, który zrobił jedną wielką imprezę, podczas której można było poczuć się jak w 2016 roku. Ludzie bawili się fenomenalnie. Każdy skakał, tańczył i czuł tę muzykę. Na koniec zaproszony został Mr. Polska do wspólnego występu, co również było fajnym pomysłem. Bardzo udany DJ set, przy którym bawili się wszyscy.

Na koniec trzeciego dnia i całego festiwalu udałam się na scenę Enea, aby zobaczyć Faithless. Koncert był dużo spokojniejszy niż Major Lazer, ale idealny na koniec dnia, aby sobie po prostu pochillować. Po ich koncercie Bittersweet 2 dla mnie się zakończył.

Festiwal był super. Ma swój unikalny klimat, co zdecydowanie dodaje mu uroku. Mimo iż pierwsza edycja będzie dla mnie zawsze numerem 1, to i tak tę wspominam bardzo dobrze.

Były drobne rzeczy do poprawy, ale nie aż tyle, ile można przeczytać w mediach społecznościowych. Widać, iż organizatorzy się starają i robili, co mogli, aby naprawiać wszystko na bieżąco.

Masa rzeczy za darmo, bardzo dobry line-up i przede wszystkim ludzie. To wszystko tworzyło ten unikalny klimat.

W tym roku brakowało mi miejsca do stworzenia pocztówek – kojarzyły mi się one ze starymi czasami, kiedy kiedyś po prostu wysyłało się listy. No chyba iż je ominęłam. Fajnie, iż dalej był sklep Analogii, bo to również dodawało klimatu.

Mam nadzieję, iż przyszła edycja również przyniesie masę wspomnień. Karnet już mam, teraz z niecierpliwością czekam na ogłoszenie line-upu.

Po kryjomu liczę na Green Day lub Imagine Dragons, ale kto wie, co przyniesie przyszły rok? Poza tymi dwoma zespołami pasowałyby mi również Avril Lavigne, Amy Macdonald, Black Eyed Peas, Nickelback, Ich Troje czy P!nk.

Także, Bittersweet – czekam z niecierpliwością i liczę, iż w przyszłym roku przygotujecie coś równie mocnego! A wy byliście/wybieracie się na festiwal?

Lara @_malaladypunk

Idź do oryginalnego materiału