BitterSweet Festival, czyli dbajmy o siebie. Relacja z pierwszego dnia festiwalu

polityka.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


BitterSweet Festival, po ogromnym sukcesie w zeszłym roku, doczekał się drugiej edycji. Gorzko-słodki wydaje się również line-up, łączący wiele gatunków muzycznych i publiczność w każdym wieku. „BitterSweet Festival to trzydniowe, międzynarodowej rangi wydarzenie muzyczne odbywające się w połowie sierpnia w zielonym sercu Poznania, w Parku Cytadela” (ze strony festiwalu). Bilety się wyprzedały, pewnie ze względu na zróżnicowany line-up (Lorde, Gorillaz, Twenty One Pilots, Robbie Williams, Rita Ora i inni), ale przede wszystkim sukces pierwszej edycji. BitterSweet mocno zaznaczył swoją obecność na mapie polskich festiwali muzycznych.

W tym roku uczestnicy mogli się poruszać między czterema głównymi scenami: BitterSweet Stage (scena główna), ENEA Stage, Next Stage oraz PKO Bank Polski Stage. Chociaż kwestia samego poruszania się okazała się wyzwaniem. Sold out w praktyce oznaczał tłum i korki.

Poza koncertami odbyło się wiele wydarzeń towarzyszących, jak silent disco czy didżejskie sety. Można było zajrzeć też do Rotundy PKO Banku Polskiego, który jako partner główny oferuje całą paletę doświadczeń: od strefy wypoczynku, makijażu i gier po wyjątkowe wydarzenia muzyczne.

Wszystko OK?

Na scenie PKO Banku Polskiego oglądaliśmy wyjątkowe i nieoczywiste połączenia gatunków muzycznych. Wystąpili tu więc artyści tacy jak Blue Jazz Orchestra & Paulina Przybysz, hoshii czy Warszawska Orkiestra Sentymentalna. Panele dyskusyjne odbywały się zaś pod namiotem, więc dało się uciec od upału.

Czwartek na scenie PKO Banku Polskiego otworzyła rozmowa Bliskoznacznych (Katarzyna Nosowska i Mikołaj Krajewski) z aktorem Bartłomiejem Topą (m.in. Jan Paweł z serialu „1670”). Kolejny panel, pod nazwą „Jak dbać o zdrowie psychiczne?”, przeprowadził nas z kolei przez kwestie zdrowego podejścia do ruchu i aktywności fizycznej. Rozmowę z lekkoatletką i biegaczką średniodystansową Joanną Jóźwik oraz twórczynią internetową Martą Kożuchowską poprowadziła Wiktoria Kinik, ekspertka w obszarze edukacji zdrowotnej.

Panelistki wykazały, iż najważniejsze w zdrowiu fizycznym jest tak naprawdę zdrowie psychiczne. Nie chodzi o to, żeby zmuszać się do sportu, ale by znaleźć swoją dziedzinę i pasję. Jak zacząć się ruszać? Marta Kożuchowska podpowiada prosto i dobitnie: „Próbować i się nie bać”. choćby gdyby miał to być, znany nam z internetowych memów, „pieprzony spacer dla pieprzonego zdrowia psychicznego”.

Poczujcie, jak wam bije serce

Wielkim gościem main stage’u była Jessie J. Występ brytyjskiej piosenkarki opierał się na dialogu z publicznością. Wokalistka zaaranżowała po swojemu takie utwory jak „Purple Rain” czy „Ain’t Nobody”. Jej wypowiedzi były zaś emocjonalnie nacechowane: apelowała o troskę o siebie, zdrowie i szczęście. „Poczujcie, jak serce bije wam w piersiach”, zachęcała.

Artystka w 2025 r. zmierzyła się z diagnozą nowotworu piersi. W filmiku na Instagramie, w którym podzieliła się tą informacją z fanami, podkreśliła, iż to wczesne stadium choroby. „Rak jest okropny w każdej postaci”, dodała.

W maju 2026 r. ogłosiła, iż jest już wolna od choroby. Koncert był apelem o to, by o siebie zadbać i rozumieć, iż każdy z nas z czymś się mierzy. A zarazem warto być silnym i trwać przy swoim.

Artystka połączyła scenę z widownią; dwie kobiety z pierwszego rzędu miały okazję zaśpiewać do mikrofonu fragmenty piosenek. Jessie emanowała pozytywną energią, wspólnie z festiwalowiczami odśpiewała choćby „Sto lat” dla... każdego. Występ zakończyła swoim największym hitem, „Price Tag”, który przeniósł nas do 2011 r.

Z Nowej Zelandii do Polski

Atrakcją pierwszego dnia festiwalu była Lorde, adekwatnie Ella Marija Lani Yelich-O’Connor z Nowej Zelandii, artystka oryginalna. Jak przyznała, uważa się za osobę nieśmiałą, a przez pewien okres w życiu była pewna, iż zostanie bibliotekarką i będzie żyć sama z książkami. Na szczęście – dla niej i dla fanów – tak się nie stało.

Wokalistka wystąpiła na tle niesamowitych wizualizacji. Występ rozpoczął się od jej najbardziej znanego utworu, „Royals”, mieliśmy okazję usłyszeć też „Man of the Year” (tu objawiła się w swojej słynnej świecącej kurtce). Lorde zaśpiewała też utwory ze swojego ostatniego albumu, „Virgin”, odsłaniając definicję własnego ja z perspektywy dorosłej kobiety.

Pierwszy album, „Pure Heroine”, ukazał się w 2013 r., Lorde miała wtedy ledwie 16 lat. Jak sama powiedziała, została stworzona do muzyki i śpiewania. W swojej twórczości zawsze odsłania emocje: relację z mamą, przejścia związane z rozstaniami czy to, co z jej życiem zrobiły zaburzenia odżywiania („Broken Glass”). Podczas występu Lorde była „podłączona” do aparatury medycznej, a na wizualizacjach wyświetlały się jej parametry – to w połączeniu z emocjami dało nam dosłownie wgląd w jej wnętrze.

Czujemy się dobrze

W 2005 r. cały świat czuł się dobrze – to wtedy ukazał się utwór „Feel Good Inc”. Po 21 latach wciąż czujemy się dobrze, słuchając Gorillaz podczas BitterSweet Festival. Wydawało się, iż brytyjski zespół zgromadził całe miasto, poznańska Cytadela pękała w szwach. Najwięksi fani czekali pod barierkami już podczas poprzedzającego go koncertu Lorde. Od początku było jasne, iż to najbardziej wyczekiwany występ – przechadzając się po terenie festiwalu, co rusz można było natknąć się na osoby w koszulkach z charakterystycznymi kreskówkowymi grafikami Gorillaz. I nie ma się co dziwić frekwencji: ostatni koncert zespołu w Polsce odbył się osiem lat temu.

Pierwszy dzień festiwalu zapewnił wszystko, czego wymaga otwarcie takiej imprezy, a kolejne dni nie zapowiadają zwolnienia tempa. Chyba iż mówimy o zwolnieniu na miejscu, bo jest ryzyko, iż utkniemy na chwilę w korku.

Idź do oryginalnego materiału