
Modalna wirtuozeria fortepianu! Na wydanym w 1977 roku albumie „Quintessence” Bill Evans zanurza się bez reszty w bogatym, melodyjnym świecie instrumentów dętych — i robi to z elegancją oraz chłodnym wyrafinowaniem, które potrafią zaskoczyć. To bowiem moment, w którym Evans opuszcza bezpieczną przestrzeń swojego klasycznego tria i pozwala swojej niezwykle subtelnej wrażliwości harmonicznej zabrzmieć w pełnym groove’u kwintecie, tworzonym przez wybitnych muzyków jazzowych. „Quintessence” jest albumem kontemplacyjnym, ale nigdy sennym; introspekcyjnym, ale dalekim od samozadowolenia. To muzyka bogata, ciepła i emanująca spokojną pewnością siebie mistrza, który rozwija skrzydła wyłącznie dlatego, iż może sobie na to pozwolić. W 1977 roku Bill Evans był już kimś więcej niż tylko pianistą — stał się filozofem fortepianu posiadającym 88 klawiszy. Jego styl gry pozostaje subtelny, niemal szeptany, a jednocześnie zdolny roztopić choćby najtwardsze emocje. Na „Quintessence” wnosi swoją charakterystyczną, liryczną poetykę do nowego kontekstu brzmienia kwintetu. Towarzyszą mu muzycy najwyższej klasy. Harold Land zachwyca miękkim, aksamitnym tonem idealnie współgrającym z krystalicznym dotykiem Evansa. Kenny Burrell gra z tak niezwykłą subtelnością, jakby malował akordy pędzlem. Na kontrabasie pojawia się Ray Brown - prawdziwy fundament jazzu, odpowiedzialny za puls, groove i duszę całego nagrania. Za perkusją zasiada natomiast Philly Joe Jones, czyli człowiek, którego wzywa się wtedy, gdy muzyka potrzebuje autentycznego swingowego ognia. Razem tworzą zespół tak doskonale zgrany, iż momentami sprawia wrażenie telepatycznie połączonego organizmu. Muzycy nie tylko wspierają Evansa — oni poszerzają jego muzyczny język i otwierają przed nim nowe przestrzenie ekspresji.












