Bezpieczeństwo dzieci nie ma ceny

gazetafenestra.pl 3 tygodni temu

Polemika z artykułem „Mam 18 lat” już nie wystarczy Marianny Czmochowskiej

Na łamach grudniowego numeru Fenestry ukazał się artykuł Marianny Czmochowskiej zatytułowany „Mam 18 lat” już nie wystarczy, dotyczący projektu ustawy o ochronie małoletnich przed dostępem do szkodliwych treści w internecie. Jako osoba pracująca nad ustawą w zespole konsultacyjnym przy Ministerstwie Cyfryzacji, czuję się zobowiązany do skomentowania tekstu i pokazania swojego punktu widzenia, którego nie miałem szansy przedstawić w okładkowym artykule wydziałowego czasopisma.

Autorka trzykrotnie użyła w swoim tekście słowa „wątpliwości”, przytaczając argumenty dotyczące potencjalnych zagrożeń wynikających ze skutków wprowadzenia ustawy. Redaktorka skupiła się przy tym na dwóch dylematach. Pierwszy to ochrona prywatności związanej z wprowadzeniem obowiązkowej weryfikacji wieku tych, którzy strony z porno odwiedzają. Drugi to brak definicji treści pornograficznych, co według niektórych organizacji może blokować możliwości wykorzystywania materiałów np. w edukacji seksualnej.

Nie chcę wikłać się w argumenty prawnicze, bo nie to było moim zadaniem podczas prac nad ustawą. Perspektywa badacza mediów pozwala mi jednak na spojrzenie na problem z punktu widzenia tych, którzy mają kompetencje do społecznej i etycznej oceny problemu, a tu zdanie mam jednoznaczne.

Wszyscy wiemy bowiem instynktownie czym jest pornografia i jaki jest jej cel. Nie ma wątpliwości, iż powstała z zamiarem dostarczenia rozrywki, w pierwotnym założeniu – osobom dorosłym. Internet tego nie zmienił, ułatwiając jedynie dostęp do niej tym, którzy go mieć nie powinni. A mają, czego skutki są – nie bójmy się tego słowa – katastrofalne. Wiedzą o tym prawdopodobnie czytelnicy i czytelniczki Fenestry, będący w na tyle młodym wieku, iż dorastanie w świecie przesiąkniętym pornografią jest dla nich stanem naturalnym. I na pewno wielu z nich dostrzega jej negatywne skutki.

Badania wskazują, iż całe pokolenie Z jest adekwatnie w jakimś stopniu skrzywdzone konsekwencjami swobodnego dostępu do tego typu treści. Problemy w budowaniu zdrowych relacji partnerskich, uzależnienia choćby w bardzo młodym wieku, społeczne i psychiczne dysfunkcje wynikające z problematycznych nawyków i mogące mieć wpływ na całe życie jednostki – to tylko część pokoleniowej traumy, z którą zmagają się obecni nasto- i dwudziestolatkowie. Przyczyna jest od lat znana: pornografia konsumowana w zbyt młodym wieku powoduje nieodwracalne zmiany i fatalne konsekwencje dla młodego człowieka. Rozwiązanie jest proste i na wyciągnięcie ręki – dorośli powinni zrobić wszystko, co w ich mocy, aby ograniczyć dzieciom dostęp do treści porno. Nie jesteśmy naiwni – pełna blokada jest mrzonką, ale postawienie skutecznej bariery jest jak najbardziej realne. Więcej, jest to nasz nadrzędny imperatyw etyczny, któremu należy podporządkować wszelkie inne interesy.

Trudno dziś zrozumieć, dlaczego, ustalając konsensus co do zakazu sprzedaży dzieciom alkoholu, przez myśl nam nie przejdzie umartwianie się stratami finansowymi właścicieli sklepów monopolowych, podczas gdy w kwestii dostępu dzieci do pornografii zawsze jest jakieś „ale”. jeżeli porno jest rozrywką dla dorosłych, to muszą oni być gotowi na poświęcenie pewnych wygód, w imię znacznie ważniejszego celu, jakim jest ochrona tych, którzy są bezbronni wobec świata urządzonego im przez starsze pokolenia. Tak jak udowadniamy swoją pełnoletność dokumentem, kupując alkohol i nie utyskujemy na ochronę danych, tak to samo należy zastosować w przypadku innych zagrożeń dotykających osób niepełnoletnich.

W przypadku argumentu dotyczącego edukacji seksualnej – sprawa wydaje się prosta. Celem materiałów wykorzystywanych np. na lekcjach edukacji zdrowotnej jest kształcenie w tym obszarze. Celem pornografii jest wywołanie podniecenia u odbiorcy. Trzeba byłoby mieć w sobie trudne do wyobrażenia pokłady złej woli, by tego nie dostrzec. Wydaje się, iż zarówno ci domagający się ochrony dzieci przed porno, jak i ci stojący na straży prawa do odpowiedniej edukacji, znajdują się po tej samej stronie barykady. Dobra wola i odpowiednie zapisy w ustawowych paragrafach na pewno zdołają te wątpliwości obalić.

Doceniam dostrzeżenie przez autorkę artykułu różnych punktów widzenia. Jako osoba zaangażowana w prace nad ustawą czuję się jednak zobowiązany do apelowania o niewylewanie – nomen omen – dziecka z kąpielą. Zróbmy wszystko, aby negatywne dla niektórych grup skutki ustawy jak najbardziej zniwelować. Niech nam one jednak nie przesłonią najważniejszego celu – ochrony tych, którzy sami się nie obronią. A jeżeli sprawi to, iż zalogowanie się do strony z porno potrwa nieco dłużej – trudno. Dorośli jakoś przetrwają. Kolejne pokolenie bezczynności dorosłych – raczej nie przetrzyma.

Jakub JAKUBOWSKI

Idź do oryginalnego materiału