BERLINALE 2026: Film wart Złotego Niedźwiedzia? Recenzja

filmweb.pl 2 miesięcy temu
Zdjęcie: plakat


W sobotę poznaliśmy laureatów 76. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Dość niespodziewanie Złotym Niedźwiedziem uhonorowano film "Gelbe Briefe" ("Yellow Letters") w reżyserii Ilkera Çataka. To opowieść o parze artystów z Ankary, którzy wiodą satysfakcjonujące życie wraz z 13-letnią córką. Jednak pewien incydent na premierze ich nowej sztuki zmienia wszystko – z dnia na dzień tracą pracę i dom. Przeczytajcie recenzję autorstwa Adama Kruka.

Getty Images © Sebastian Reuter


Turcja czyli świat (recenzja filmu "Yellow Letters", reż. İlker Çatak, 2026)



"Berlin jako Ankara" – takim, rozpostartym na całym ekranie, napisem rozpoczyna się pierwszy z trzech rozdziałów najnowszego filmu İlkera Çataka. jeżeli dodać, iż w pewnym momencie akcja przeniesie się do Hamburga udającego Istambuł, pomyśleć by można, iż czekają nas prawicowe przestrogi przed islamizacją Niemiec. Nic z tych rzeczy. Nakręcony w całości z turecką obsadą "Yellow Letters" powstał w Niemczech, bo urodzony i mieszkający w Berlinie reżyser o tureckich korzeniach jest częścią tamtejszego pejzażu filmowego. Osadzenie historii w kraju, gdzie Turcy stanowią najliczniejszą (zaraz po niej są Polacy) mniejszość narodową i często pielęgnują swoją odrębność, ma oczywiście znaczenie. Są oni zresztą obecni w kinie niemieckim przynajmniej odkąd Fatih Akin odebrał w 2004 roku Złotego Niedźwiedzia za "Głową w mur". Çatak idzie w jego ślady, a wygrana "Yellow Letters" na tegorocznym Berlinale na pewno jego pozycję – i tak już silną po oscarowej nominacji dla "Pokoju nauczycielskiego" – jeszcze umocni.

Czuć tu dużo większy rozmach. o ile poprzedni film reżysera ukazywał kameralny świat zawężony do jednej szkoły, stanowiącej przy tym synekdochę współczesnych Niemiec, tym razem twórca bardziej niż o Niemczech mówić chce o Turcji. A może o jednym i drugim? Interesujące zawieszenie pewności co do topografii miejsc, w których się znajdujemy, ma sprawiać, by historia się zuniwersalizowała, by była metaforą życia w świecie, w którym władza ma za mocny apetyt na kontrolowanie naszych postaw. Ankara mogłaby tu więc symbolizować tak Mińsk, jak Mumbaj, opowiadać tyleż o przyszłości, ileż przeszłości, co akurat w Niemczech jest dość czytelne. Stąd też, jak mniemam, brak tu bezpośrednich odwołań do rządów Erdoğana, zostawiających obywatelom coraz mniejsze okienko wolności. W tym wolności twórczej, o której opowiada film inspirowany licznymi w Turcji przypadkami cenzury czy prześladowania przeciwników politycznych. Konkretne nazwiska jednak nie padają – w tym to zaczynające się na E.



W niektórych krajach rozmaici satrapowie legitymizują się sami, w innych to lud oddaje władzę tym, którzy w pogardzie mają jej trójpodział, wolność słowa czy prawa człowieka. "Yellow Letters" nie opowiada jednak o makiawelicznych mechanizmach pozyskiwania czy utrzymywania tej władzy. Ważniejsze jest tu badanie wpływu autorytarnych rządów na życie jednostek czy całych rodzin. Oglądamy jedną z nich: dostatnią, nowoczesną, prowadzącą satysfakcjonujące życie w stolicy. Jej członków poznajemy podczas premiery spektaklu na deskach teatru narodowego, którego gwiazdą jest aktorka Derya (wyśmienity występ Özgü Namal), reżyseruje jej mąż Aziz (Tansu Biçer) – poza sceną wykładowca akademicki. Wieczór ten okaże się początkiem końca ich chwały: gdy Derya zignoruje obecnego na spektaklu oficjela, a Aziz zacznie zachęcać swych studentów do udziału w antyrządowych protestach, gwałtownie odebrane im zostaną wszelkie przywileje.

Całą recenzję autorstwa Adama Kruka przeczytacie TUTAJ.


"Pokój nauczycielski" – zwiastun poprzedniego filmu Ilkera Çataka




Idź do oryginalnego materiału