Beabadoobee – Pylon – recenzja płyty

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Słodko-gorzko, z nutą nostalgii – tak w dużym skrócie można opisać nowy album beabadoobee – Pylon. Czy płyta jest również zapowiedzią zmiany stylu piosenkarki? Czy może po prostu odkryciem tego, co zawsze chciała stworzyć – połączenia kojących brzmień z intensywnym grunge’em?

Beabadoobee serwuje nam album, który może całkiem zaskoczyć fanów. Alternatywny rock wpada tu w intensywne partie gitary i surowe riffy. Nie bez powodu artystka zaprosiła do kolaboracji muzyków ze sceny alt-rockowej. W albumie pojawiają się gościnnie Hayley Williams (Paramore), Brendan Yates (Turnstile), Chino Moreno (Deftones), Shane Moran (Title Fight) oraz Evan Stephens Hall (Pinegrove). Same te nazwiska mogą nam sugerować nieco cięższe brzmienia. Jednak czy grunge w wydaniu beabadoobee się sprawdził? Świadectwem tego jest właśnie nowy album – Pylon.

Fot. zdjęcie udostępnione przez beabadoobee na Instagramie

Napisałam ten album zimą, tuż po powrocie z trasy koncertowej, po miesiącach spędzonych na wyglądaniu przez szybę autokaru. Jedynym znajomym widokiem był słup wysokiego napięcia (tytułowy Pylon), który łączył mnie z domem, kiedy doskwierał mi smutek. Mam nadzieję, iż właśnie to połączy mnie również z wami.

Geneza albumu naznaczona jest zagubieniem i konsternacją artystki w czasie trasy koncertowej. Tęsknota za domem, ból spowodowany długą rozłąką z bliskimi oraz złość na niepewność, którą serwuje nam los, wybrzmiewają w kolejnych piosenkach albumu. Na pierwszy rzut oka owe kwestie mogą wydawać się nam zupełnie odległe. Można by określić je problemami pierwszego świata albo wyimaginowanymi zagwozdkami gwiazdy, która pomimo sławy, pieniędzy i grona oddanych fanów na siłę próbuje znaleźć temat przewodni następnego albumu. Czy tak jest jednak naprawdę?

W rzeczywistości, po dłuższym zastanowieniu i refleksji, dochodzimy do wniosku, iż każdy z nas może znaleźć cząstkę siebie w nowej płycie beabadoobee. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie czuł się zagubiony (dosłownie i w przenośni) albo nie miał problemu z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Takie podejście do albumu zapewnia nam otwartą głowę, możliwość poczucia się zrozumianym, a przede wszystkim dobrą, ale i refleksyjną zabawę przy słuchaniu Pylon.

Album jest budowany na przeciwieństwach. Łagodną, kojącą melodię, przypominającą kołysankę, przełamują intensywne, grunge’owe brzmienia. Słowa o miłości, bliskości i czystej euforii z przebywania z drugą osobą są przerywane przez bolesną tęsknotę, niezrozumienie oraz zakończenia, przed którymi nie można uciec. Razem z beabadoobee wspinamy się na tytułowy słup wysokiego napięcia i obserwujemy burzę emocji. Burzę, która intryguje swoją siłą, ale również przeraża konsekwencjami.

Taki dźwiękowy wir zauważamy między innymi w Sun Has Set. Utwór promował jeszcze niewydaną płytę już w czerwcu. Zapowiadał intensywniejsze bity, ostrzejsze teksty, a także nawiązania do grunge’u, a choćby midwest emo. Mogło to zwieść niektórych fanów, którzy po opublikowaniu piosenki spekulowali o większej liczbie utworów z pogranicza wyżej wspomnianych gatunków. Byłoby to z pewnością mile widziane, gdyż beabadoobee idealnie radzi sobie zarówno w słodkich, cukierkowych melodiach, jak i w mocniejszych, grunge’owych brzmieniach.

Z Sun Has Set kontrastuje Memories – utwór opublikowany również wcześniej, bo już w sierpniu. Przepełniają go słodycz, urok i nostalgia. Swoim anielskim brzmieniem i urzekającym tekstem może przypominać wcześniejsze piosenki brytyjsko-filipińskiej artystki, takie jak Sunny Day. Jednak trzeba przyznać, iż właśnie urokliwe utwory są wizytówką beabadoobee. Jej ciepły głos idealnie pasuje do takich melodii. Zatem kolejne przepełnione słodyczą piosenki nie zaszkodzą. Słuchacze, którzy mają ich dość, mogą nacieszyć się z Sun Has Set albo Switchblade.

Pylon to słodko-gorzka składanka emocji. Razem z beabadoobee możemy przeżyć uniesienia pełne euforii, przygnębiające zawody oraz momenty złości. Dzięki temu istnieje duża szansa, iż któraś z emocji ukrytych pomiędzy dźwiękami kolejnych utworów zatrzyma nas na dłużej. Słuchając Pylon, możemy odkryć, jaka część nas potrzebuje więcej uwagi. Przypominamy sobie o czymś, co było dla nas ważne kilka lat temu. Jednak przede wszystkim, dzięki wsłuchaniu się w album możemy wsłuchać się w samych siebie. Na to między natłokiem obowiązków a obmyślaniem następnych zadań zwykle nie mamy czasu.


Fot. główna: okładka albumu

Idź do oryginalnego materiału