„Baw się dobrze i przeżyj” – Wygenerowany kicz [RECENZJA]

filmawka.pl 1 tydzień temu

Ostatnie lata obfitowały w popcornowe filmy, które uparcie komentują ważne społeczne aspekty naszego życia. Menu komentowało nierówności społeczne przy wykwintnych stołach bogaczy, a Nie patrz w górę krytykowało medialną nagonkę na kryzys klimatyczny. Na tej fali Gore Verbinski – reżyser odpowiedzialny za trylogię Piratów z Karaibów – wraca po przerwie trwającej ponad dekadę z najnowszym filmem i próbuje dorzucić swoje trzy grosze do tego podgatunku. Rzuca się jednocześnie na najbardziej palące tematy współczesności: AI oraz uzależnienie od technologii.

Cały koncept fabularny zaczyna się intrygująco – Sam Rockwell gra tajemniczego przybysza z przyszłości, który wpada do knajpy w Los Angeles, żeby zrekrutować grupę przypadkowych ludzi do misji ratowania świata przed zbuntowaną sztuczną inteligencją. Do drużyny dołączają m.in. pogrążona w żałobie matka, para przerażonych nauczycieli oraz dziewczyna dosłownie uczulona na technologię. Akcja operuje na dwóch płaszczyznach czasowych – ratowanie świata grupy protagonistów miesza się z flashbackami pokazującymi życie bohaterów przed tą feralną nocą.

Tutaj zaczyna się podstawowy problem Baw się dobrze i przeżyj. Te retrospekcje – próbujące pogłębić postacie, przy jednoczesnym komentowaniu kondycji ludzkiej – to najlepsze fragmenty filmu. Pojawiają się w nich najbardziej wbijające szpile momenty, komentujące amerykański system szkolnictwa czy społeczne uzależnienie od technologii. Problem w tym, iż za każdym razem, gdy film wraca do głównej, teraźniejszej historii zmienia się on w dość sztampową przygodówkę o ratowaniu świata, a ilość interesujących retrospekcji wyraźnie maleje.

fot. „Baw się dobrze i przeżyj” / mat. prasowe Kino Świat

Główna oś fabularna po prostu nie ma w sobie żadnego mięsa. To film o ludziach, którzy choć nie potrafią znaleźć wspólnego języka, muszą wspólnie stawić czoła zagrożeniu. Całość jest poprawnie wyreżyserowana (Verbinski wciąż wie, jak nakręcić interesujące sceny akcji), ale żarty są banalne, a połowa postaci to wydmuszki z jedną cechą charakteru. Scenarzysta ewidentnie czuł presję, żeby stworzyć ekscytującą historię z zapadającymi w pamięć bohaterami i epickimi momentami, ale wszystkie te elementy nie mają miejsca na oddech. Mimo iż nowe wątki pojawiają się non stop, sami twórcy nie wydają się być nimi zainteresowani. Po jednej scenie znikają one na półtorej godziny tylko po to, żeby wrócić dosłownie na chwilę. Verbinski usilnie próbuje żonglować między byciem szalonym, kiczowatym a poważnym – i nie może zdecydować, jak adekwatnie chce wypaść. Dostajemy tutaj wszystko: morderców w maskach zwierząt, sklonowanych nastolatków, zombie, strzelaniny – ale ta kakofonia pomysłów nigdy nie układa się w spójną całość. Krytyka AI i uzależnienia od telefonów są tak płytkie, iż miejscami film brzmi jak dziadek na rodzinnym obiedzie, narzekający na to, iż kiedyś to było, a dzisiaj to nie ma.

fot. „Baw się dobrze i przeżyj” / mat. prasowe Kino Świat

Aktorzy robią, co mogą – Rockwell jest fenomenalny jako szaleńczy przewodnik z przyszłości, którego wypełnia jednocześnie energia motywująca do ratowania świata, jak i trauma dotychczasowych przeżyć. Cała obsada stara się zrobić co się da z materiałem – ale niestety poza dwoma postaciami nie dostają oni przestrzeni, by móc się w pełni zrealizować. Baw się dobrze i przeżyj miewa mimo wszystko naprawdę dobre momenty. Verbinski po dziesięciu latach nieobecności pokazuje, iż wciąż potrafi wciągnąć widza w swoją widowiskową akcję. Do tego elementy związane z AI – chociaż dość oczywiste – ciągle niepokoją w naszym dzisiejszym zeitgeiście. Reżyser ewidentnie próbuje powiedzieć coś ważnego o obecnych czasach, ale w natłoku wszystkich tych pomysłów i postaci jego przekaz się rozmywa.

Baw się dobrze i przeżyj to ambitna porażka, ale szczerze mówiąc – wolę taki przekombinowany chaos niż kolejny bezpieczny, stworzony przez interesariuszy studiów filmowych produkt, który będzie łatwy w konsumpcji. Obawiam się, iż pomimo przebłysków wizjonerstwa, zapomnę o tym filmie w przeciągu tygodnia. To chyba najsmutniejszy wyrok dla filmu, który tak desperacko pragnie zostać zapamiętany.

Korekta: Anna Czerwińska

Idź do oryginalnego materiału