Batman. Mroczny Mściciel – recenzja 2 sezonu. Przygody buca w wielkim mieście

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Jeżeli interesujecie się historiami i mitologią Batmana, na pewno choć raz oglądaliście serial Batman: The Animated Series z 1992 roku. To produkcja niemal idealna pod każdym względem – z dojrzałymi opowieściami i niezawodnym Kevinem Conroyem pod maską Nietoperza.

Batman. Mroczny Mściciel od Amazon Prime to z kolei próba stworzenia serialu nawiązującego do klasyka sprzed 34 lat… niestety, próba niezbyt udana.

Kończąc pierwszy sezon około roku temu, miałem cichą nadzieję, iż druga odsłona przygód tytułowego Mrocznego Mściciela obierze inny kierunek. Chciałoby się rzec, bardziej ludzki. To właśnie człowieczeństwa najbardziej tej produkcji brakuje. Batman w dalszym ciągu sprawia wrażenie rozkapryszonego, bogatego bachora, który obrał sobie za cel walkę z przestępczością. Owszem, jako pogromca zbrodni sprawdza się znakomicie, ale dzieje się to kosztem jego osobowości oraz relacji z otaczającymi go ludźmi.

Zobacz także: Batman: Mroczny mściciel – recenzja serialu. Powrót do korzeni

fot. materiały prasowe

Najlepiej widać to w relacji Bruce’a z Alfredem, która z każdym odcinkiem boli coraz bardziej. Wayne traktuje go nie jak przyjaciela czy przybranego ojca, ale zwykłego służącego, gotowego spełnić każde jego polecenie. Tym bardziej szkoda, iż Alfred w Batman. Mroczny Mściciel jest naprawdę ciepłą i serdeczną postacią, robiącą wszystko, by jak najlepiej wypełniać swoją rolę. Bruce niestety tego nie docenia… choćby wtedy, gdy grozi mu utrata swojego wiernego lokaja.

Bohaterowie drugoplanowi wypadają bardzo nierówno. Z jednej strony dostajemy interesujące reinterpretacje klasycznych złoczyńców, jak choćby Mad Hatter, który tutaj występuje jako Kapelutka – prowadząca program „Herbatka u Kapelutki”, czy Joker, o którym więcej za chwilę. Największym rozczarowaniem pozostaje jednak Człowiek-Zagadka. To postać, której znacznie bliżej do serialowego Klauniego Księcia Zbrodni niż do genialnego miłośnika zagadek. Jest arogancki, impulsywny i wszystkie problemy rozwiązuje nieuzasadnioną agresją, której nieodłącznie towarzyszy obłąkańczy śmiech…. dokładnie jak u Jokera. Ta interpretacja mocno mnie zawiodła, bo po Riddlerze spodziewałem się znacznie więcej.

Zupełnie odwrotnie wypada natomiast sam Joker, w którego wciela się Matthew Needham. Jego kreacja jest wręcz fenomenalna. W świecie Mrocznego Mściciela Joker to zimny, trzeźwo myślący analityk, który każdy ruch wykonuje z ogromną cierpliwością. Postrzega siebie jako nauczyciela, nigdy nie działa impulsywnie i z niezwykłą precyzją planuje kolejne etapy swojej drogi ku anarchii. Przyznam szczerze, iż to najmocniejszy element całego serialu.

Zobacz także: Batman: Biały Rycerz – Recenzja komiksu. Wszystko na opak

fot. materiały prasowe

Największe wrażenie robi jego postawa, znacząco odbiegająca od wcześniejszych interpretacji Księcia Zbrodni. Joker Needhama praktycznie się nie śmieje, a jeżeli już to robi, wyraźnie słychać, iż jest to śmiech wymuszony. Widać tu niemałą inspirację kreacją Heatha Ledgera z Mrocznego Rycerza Christophera Nolana, choć podkręconą o dobre kilkanaście stopni. Świetnym pomysłem okazało się również ograniczenie jego obecności na ekranie. Pojawia się głównie pod koniec wybranych odcinków, odsłaniając kolejne etapy swojego planu, ale poza tym praktycznie go nie ma. Dzięki temu każda jego scena robi jeszcze większe wrażenie.

Świat przedstawiony przez cały czas zachwyca. Wyraźnie czuć klimat lat 40., kiedy wielkimi metropoliami, takimi jak Gotham City, rządziły mafie i gangsterzy. Każdy odcinek odsłania kolejne brudy miasta, przypominając, iż władzę ma ten, kto dysponuje większą siłą.

Niestety, na tym lista zalet zaczyna się kończyć. Wizualnie serial momentami zawodzi. Ulice często sprawiają wrażenie nienaturalnie pustych, jakby Gotham było wymarłym miastem. To problem często spotykany w animacjach – brak przypadkowych przechodniów czy przejeżdżających samochodów. Tutaj widać to niemal na każdym kroku. jeżeli statyści nie są potrzebni w danej scenie, po prostu znikają, podobnie jak ruch uliczny.

Sporym plusem pozostaje natomiast odwaga twórców. Batman. Mroczny Mściciel nie boi się pokazywać śmierci ani brutalniejszych scen, w których pojawia się krew. Paradoksalnie to właśnie ten element dodaje serialowi realizmu i sprawia, iż ponury świat Gotham wydaje się jeszcze bardziej wiarygodny.

Zobacz także: LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza – recenzja gry. Batman w najlepszej odsłonie

fot. materiały prasowe

Fabularnie nie jest źle. Poszczególne odcinki potrafią zainteresować, a historia zwykle twardo stąpa po ziemi. Fantastycznych elementów czy magii jest tutaj kilka – znacznie częściej twórcy stawiają na wydarzenia, które mają logiczne uzasadnienie. Miło było również zobaczyć powrót bohaterów z pierwszego sezonu i poznać dalszy ciąg ich historii. Szkoda jedynie, iż pojawiają się wyłącznie epizodycznie i nie mają większego wpływu ani na świat przedstawiony, ani na samego Batmana.

Finał natomiast rozczarowuje. W mojej opinii jest zdecydowanie zbyt pospieszny i zbyt przekombinowany w stosunku do tego, co serial budował od samego początku. Co gorsza, zakończenie nie wnosi niczego szczególnie istotnego. To po prostu efektowne widowisko zamykające kolejny sezon przygód mściciela z Gotham.

Batman. Mroczny Mściciel pozostaje serialem co najwyżej przeciętnym. To ambitna próba stworzenia współczesnego odpowiednika Batman: The Animated Series, ale niestety nieudana. Świetnie wypadają świat przedstawiony oraz Joker, którzy ciągną tę produkcję w górę, jednak całości brakuje dopracowania i większej dbałości o szczegóły. Nie pomaga również sam Batman – bohater, którego po prostu trudno polubić. Zamiast budzić sympatię czy szacunek, sprawia wrażenie zwyczajnego buca. Szkoda, bo liczyłem, iż drugi sezon okaże się wyraźnym krokiem naprzód. Tymczasem otrzymaliśmy serial, który pozostaje najwyżej średni.


Fot. główna: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału