Basia Kurdej-Szatan (nie tylko) o „Piernikowym sercu” – Między rodziną a planem filmowym

beskidzka24.pl 1 godzina temu

Jedna z najbardziej charakterystycznych i uśmiechniętych aktorek w Polsce ostatnie dni roku 2025 spędziła w naszym regionie. Odwiedzając Wisłę, znalazła chwilę na rozmowę z red. Mariolą Morcinkovą.

Opowiedziała o filmie „Piernikowe serce”, który trafił do kin 28 listopada 2025 roku oraz serialu „Zaraz wracam”.

Już na pierwszy rzut oka sprawia Pani wrażenie osoby niezwykle pozytywnie nastawionej do ludzi i świata. Widać, iż to Pani świadomy wybór. Tak było zawsze, czy jak wiele rzeczy w życiu, przyszło z czasem?

Barbara Kurdej-Szatan: Od dziecka miałam tyle energii, było mnie wszędzie pełno.

Takie nastawienie pomaga także w zawodzie aktorskim?

Oczywiście, iż tak. To bardzo nierównomierny i zróżnicowany zawód. Każdy dzień jest inny, trzeba być mocno elastycznym. Jako iż pracuje się czasem od rana do nocy, naprawdę trzeba mieć sporo energii.

Trzeba też umieć cieszyć się małymi rzeczami. Co ucieszyło Panią ostatnio?

Bardzo ucieszył mnie czas, który przyszło nam spędzić w Wiśle, razem z rodziną. Ogromną euforia sprawiły mi święta.

Nie jest to ani Pani pierwsza wizyta w Wiśle, ani w okolicznych miejscowościach. Jak wraca się w te strony?

Wraca się wspaniale. Wisła jest przepiękna. Świąteczny czas spędziliśmy w Szczyrku. Kiedy byłam mała, to właśnie tam jeździłam z tatą na narty. W Wiśle byłam tuż po otwarciu hotelu, w którym rozmawiamy. Kilka lat temu przyjechałam tu, by wystartować w Biegu po Nowe Życie. W tym mieście panuje wspaniała, wręcz przytulna atmosfera.

12 grudnia w serwisach streamingowych pojawiła się Wasza rodzinna, zimowa piosenka „Bo Święta, to…”. Jaka była droga od pomysłu do realizacji?

W przypływie weny twórczej mój mąż Rafał skomponował ten utwór i napisał do niego tekst. Bardzo lubi pisać świąteczne utwory, ten czas dobrze go nastraja. Z przyjemnością nagraliśmy go w naszym rodzinnym gronie.

Czym są dla Pani święta?

Są dla mnie cudowną możliwością zatrzymania się na chwilę, odetchnięcia, bycia z rodziną. Uwielbiam ten czas.

28 listopada do kin w całej Polsce trafiło „Piernikowe serce”. Scenariusz inspirowany jest książką „Marcepanowa miłość” Agnieszki Lis. Czy chociażby w ramach pracy nad rolą czytała Pani tę książkę lub inne tytuły napisane przez autorkę?

Wcześniej nie miałam okazji poznać twórczości Agnieszki. Poznałyśmy się przy pracy na planie filmu. Jest cudowną, uroczą osobą o wspaniałym sercu. Była szczęśliwa, iż to, co wymyśliła, nagle się ekranizuje. Miała wiele frajdy z tego, iż widzi te postaci na żywo i iż tworzymy ten projekt.

W całej tej historii wciela się Pani w Samantę, influencerkę, która dla internetu porzuca dotychczasowe zatrudnienie. Mam wrażenie, iż cukierkowy, pokazywany w social mediach świat Panią nie do końca przekonuje. Mam rację?

Internet jest dla mnie dodatkiem, który w pewnym momencie pojawił się jako możliwość promowania się i kontaktu z publicznością. Lubię z niego czasem korzystać.

Samanta jest kobietą charakterną i silną. Czy właśnie m.in. te cechy miały wpływ na to, iż Pani tę rolę przyjęła?

Producenci Anderegande Studio, Katarzyna Staszczyk i Krzysztof Łączak, kilka lat temu spotkali się ze mną, wręczając mi pierwszą wersję scenariusza, która kilka razy jeszcze się zmieniała. Byłam jedną z pierwszych aktorek, której zaproponowali udział w tym filmie. Cieszyłam się, iż jestem z nimi w tym od początku. Kibicowałam im, by to się ziściło.

Gdyby miała Pani wskazać największe wyzwanie w tej roli, jakie by to było?

Największym wyzwaniem w tej roli było utrzymanie tej charakterystyczności i łączenie jej z rodzinnością, pokazaniem prawdziwego ciepła i miłości.

O filmie mówi Pani, iż jest taki trochę korzenno-cynamonowy. Czy to właśnie z tymi zapachami kojarzą się Pani zimowe dni?

Myślę, iż wszystkim nam się tak kojarzą, prawda? Dorzuciłabym do tego jeszcze zapach mandarynek i choinki.

A jakie są Pani ulubione świąteczne filmy? W tej puli znajduje się od tej pory „Piernikowe serce”?

Oczywiście, teraz już tak. (śmiech) Bardzo lubimy oglądać „Kronikę świąteczną” z Goldie Hawn i Kurtem Russellem.

Czy dzięki dniom zdjęciowym w Toruniu udało się Pani tę magię świąt poczuć dwukrotnie?

Bardzo. Film zaczęliśmy kręcić rok temu, w grudniu. Całe miasto było pięknie ustrojone. Rzeczywiście, te magię czułam już wtedy. Zdjęcia zakończyliśmy w marcu. Dodatkowo czułam już wtedy intensywnie magię Świąt, bo na wyjazd do Torunia zabrałam dzieciaki z trzech placówek opiekuńczych i domów dziecka, w ramach działań mojej fundacji „Z Porywu Serca”, aby zobaczyły jak wygląda praca na planie filmu i zwiedziły Toruń. Zwieńczeniem wycieczki były oczywiście prezenty świąteczne. To był dla nich magiczny czas!

Jak to było z Pani wiarą w Świętego Mikołaja? Jak długo Pani wierzyła, iż jegomość z siwą brodą rozdaje prezenty i spełnia najskrytsze marzenia?

Dokładnie pamiętam ten moment. Przestałam wierzyć, kiedy moja koleżanka, która zobaczyła moje piękne zabawki, powiedziała, iż nie ma Mikołaja, a prezenty dają rodzice. (śmiech) Kiedy razem pobiegłyśmy do mamy i powiedziałam jej, czego się właśnie dowiedziałam, mama nie wiedziała co zrobić, przyznała, iż to prawda. Było to dla mnie ogromnym rozczarowaniem.

Zaszczepia Pani tę wiarę młodszemu synkowi?

Tak, Henio cały czas wierzy w Mikołaja. Przepięknie jest widzieć euforia w oczach dziecka, gdy znajduje prezenty pod choinką.

Woli Pani dawać czy dostawać prezenty?

Zdecydowanie wolę dawać prezenty.

Jaki prezent z dziecięcych lat zapisał się w Pani pamięci szczególnie?

To była lalka, której dzięki wody można było robić make-up.

Od 2 września, cztery razy w tygodniu można oglądać serial „Zaraz wracam” z Pani udziałem. w tej chwili oglądać można już drugi sezon produkcji. Jak pracowało się na planie?

Wspaniale. Cieszę się, iż możemy tworzyć ten projekt i opowiadać historię z małego miasteczka. Mam nadzieję, iż ludziom się podoba. Lubię tę moją Ewę.

Za co najbardziej?

Jest taka dobra, poczciwa. Kocha książki, jest marzycielką. Wierzy w ludzi, ale przejdzie szkołę życia.

Dlaczego warto zobaczyć ten serial?

Jest bardzo życiowy. Fajnie przekazuje ważne, życiowe wartości. Problemy mieszkańców wsi, a potem już miasteczka. Mówi o miłości i tolerancji. Choć do pewnego stopnia, każdy odnajdzie w nim siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału