Film Mój własny wróg tkwił gdzieś w odmętach mej pamięci jako produkcja arcyciekawa. Motyw śmiertelnych wrogów zmuszonych do kooperacji to rzecz niebywale plastyczna, ale opowiadanie, na którym oparty został film, to jedynie część czegoś znacznie większego i złożonego. Akta wroga to antologia Barry’ego B. Longyeara, przedstawiająca pełnię konfliktu, którego filmowi rozbitkowie byli jedynie elementem.
Najlepiej zacznę od rdzenia tego uniwersum. Mój własny wróg opowiada o losach człowieka Willisa Davidge’a i Draka Jeriby Shigana, którzy zestrzelili się nawzajem nad powierzchnią niezbyt przyjaznej planety. Longyear ukazuje losy nie tylko przeciwników, ale istot z zupełnie różnych kultur. Ich wrogość z czasem oczywiście opada i zaczynają tworzyć solidny duet, ale zanim to następuje, dochodzi do prawdziwej szkoły przetrwania dla obojga. To również cudownie emocjonalna historia o więzi, dziedzictwie i czymś, co łączy wszystkich, niezależnie od gatunku. Przy tym nie jest altruistycznym sosem z banałów, a pacyfistyczną wizją, na której realizację trzeba zapracować. A to dopiero początek.
Kolejnym elementem jest historia Testament jutra, w którym główną bohaterką jest Joanne Nicole. Kobieta trafia do drackiej niewoli, tracąc w ferworze zdarzeń wzrok i lądując na jednej z macierzystych planet gadów. Zamiast śmierci, znajduje jednak na niej zrozumienie filozofii Draków i nie jest to ukazane jako pusty zachwyt egzotyczną ideologią, a pełne szacunku pojmowanie odmienności i zbieżności obcej i de facto wrogiej rasy. Nicole, podobnie jak Davidge, staje się jednym z mostów porozumienia. Barry B. Longyear nie ukazuje procesu wygaszania konfliktu i drogi do pokoju jako spontanicznego, emocjonalnego aktu, a cywilizacyjne odrywanie plastra ze wciąż świeżej rany, by ta mogła w pełni się zagoić. O czym świadczy kolejny rozdział.
Ostatni wróg finalizuje cykl i biorąc pod uwagę dzisiejsze wydarzenia na Ukrainie i Bliskim Wschodzie, jest boleśnie aktualny. Planeta Amadeen to ostatni punkt wojny dracko-ludzkiej. Tym razem protagonistą jest Drak należący do skrajnego stronnictwa, mówiąc delikatnie, niekochającego homo sapiensa. Oczywiście z wzajemnością. W wojnie po obu stronach przelano bowiem zbyt wiele krwi i popełniono zbyt wiele rzezi, by można było sobie podać dłonie bez zaciskania zębów. Longyear jest tu okrutnie wręcz realistyczny. Bo czy wyobrażacie sobie gładki pokój między Ukrainą i Rosją? Lub, wbrew temu co periodycznie ogłasza Trump, wygaśniecie konfliktu Iranu z Izraelem? A teraz spójrzcie na kwestię UPA, która pomimo asymilacji Polaków i Ukraińców, rozpala głowy sporej części społeczeństwa. Koniec wojny nie oznacza pokoju.
Akta wroga to również szczegółowe ukazanie mitologii Draków zawartej w Talmanie, od nazwy ich świętej księgi. W SF panuje przekonanie, iż gadzie rasy to istoty drapieżne, nadmiernie wojownicze i zagrażające człowiekowi. Tymczasem z Drakami jest inaczej. Owszem, militarnie są rozwinięci na wysokim poziomie, ale za wszystkim kryje się złożona, odmienna od ludzkiej kultura. I tu kilka faktów dla lepszego zrozumienia ich cywilizacji. Draki są hermafrodytami, co w opowiadaniu Mój własny wróg ma swoje konsekwencje. Tworzą silne struktury klanowe i rodzinne, są silnie związani ze swoją religią/filozofią, ale nie obawiajcie się ich idealizowania. Nie są rasą bez grzechu, a najlepszą analogią ukazującą różnice między ludźmi i gadami będzie porównanie do cywilizacji Zachodu i kultur Azji. Oczywiście z pewnym kosmicznym podkręceniem.
Antologia, oprócz Talmanu i historii wojennych, jest pełna dodatków jak cudowny słowniczek dracko-polski i polsko-dracki. Przy całej wadze treści pozwala on na pewne urozmaicenie lektury i frajdę. Otrzymujemy również opis tworzenia Akt wroga, w których Longyear dzieli się niuansami całego twórczego procesu. I nie chodzi wyłącznie o surowy pisarski warsztat. Wymiary wydawnictwa Vesper mają już na swoim koncie kilka wybitnych dzieł, ale to jest dodatkowo kompletne, wręcz opasłe w swej bogatej treści.
Akta wroga to piękne SF. Opowieść o naturze istoty rozumnej, potępiająca wojnę, ale bez ogródek mówiąca, iż pokój nie przychodzi łatwo i bez zrozumienia. Longyear tworzy dzieło absolutne w swej formie, ukazujące pełen konflikt ludzi i Draków. Jakby tego było mało, dostajemy dodatki pozwalające jeszcze lepiej wgryźć się w świat przedstawiony i zrozumieć antywojenne przesłanie twórcy. Ujęcie wszystkich szczegółów i złożoności w formacie recenzji nie mogło obyć się bez pewnych skrótów, więc gorąco zachęcam do poznania tego znakomitego dzieła. Oczywiście nie zapominając o filmie z 1985 roku z Dennisem Quaidem i Louisem Gossettem Jr.

Okładka książki Akta wroga
Tytuł oryginalny: The Enemy Papers
Autor: Barry B. Longyear
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Wydawca: Vesper 2026
Stron : 816
Ocena: 90/100





