Pierwszy monodram Artura Barcisia to wydarzenie wyjątkowe. Reżyser i przede wszystkim aktor znany z sitcomu Miodowe lata i cyklu filmów Dekalog Kieślowskiego w Teatrze Polonia postanowił zmierzyć się z wierszami Juliana Tuwima. Bal w operze jako brutalna satyra polityczna wciąż pozostaje aktualny, a Barciś doskonale i brawurowo o tym przypomina.
Apokalipsa. Od niej Bal w operze się zaczyna, jednak poczucie wszechogarniającego kryzysu towarzyszy nam przez cały czas. Utwór Tuwima można określić merytorycznym sednem okresu twórczości, w którym satyra powstała. Nieuchronnie zbliżająca się wizja kolejnej wojny przekreślała lekki, witalistyczny styl wcześniej obecny w czasopiśmie Skamander. Zabawa i śmiech zyskują drugie, psychologiczne dno, stając się u twórcy przykrywką dla żalu, przygnębienia i złości wobec świata. I trudno nie zauważyć bezpośrednich powiązań takich odczuć z obecnymi czasami. Artur Barciś adaptuje poemat bez znaczących zmian, jedynie delikatnie, ale wyraziście, wpisując go do dzisiejszej rzeczywistości. Właśnie tu tkwi ta przerażająca siła i aktualność tego występu.
fot. Katarzyna Kural-Sadowska/Teatr PoloniaŚwiat Tuwima opisują cechy nam bliższe niż może się to wydawać. Konsumpcjonizm, hipokryzja polityków czy ciągła kontrola społeczeństwa nie zestarzały się, nie zniknęły. Barciś jako reżyser i aktor zdołał uchwycić cały wachlarz emocji i tematów. Wierszowana forma, choć bywa początkowo trudna w odbiorze, prędko wzbogaca performens i uwalnia aktora od subtelności. To zabawa słowem, dźwiękami, choreografią i emocjami. Twórca płynnie podróżuje między dramatem, tragedią i groteską, tworząc obraz sprzeczny emocjonalnie, ale spójny psychologicznie.
Najwiarygodniej udaje się uchwycić “mechanizmy obronne”, które Tuwim zawiera w swoim dziele. Poza wspomnianym rozgoryczonym śmiechem, Barciś zwalnia, aby przyjrzeć się życiu przeciętnego człowieka. W obliczu światowych problemów to codzienne rytuały są ostoją spokoju, mimo iż wisi nad nimi widmo kryzysu. Z drugiej strony twórca ujawnia inny aspekt społeczeństwa. Ono z kolei uwielbia maskować prawdziwe problemy poprzez “kozła ofiarnego” w postaci grup określanych ideologią. Aktor w tym miejscu wyszczególnia łącznik z teraźniejszością, zestawiając wypowiedzi aktualnych polityków z tymi z okresu Tuwima. Co ciekawe, w wizualizacji wykorzystana zostaje do tego sztuczna inteligencja, która w tym przypadku uwydatnia brak autentyczności tych przemówień. Brutalna prawda świadczy nie tylko o ludzkiej naturze przetrwania, ale także o niestety odwiecznym podziale społeczeństwa. Monodram Barcisia ostrzega przed zgubieniem adekwatnej perspektywy i oderwaniem od realnych problemów.
fot. Katarzyna Kural-Sadowska/Teatr PoloniaSam kostium bohatera już wiele mówi o tym przesłaniu. Gdy klaun zdejmuje swoją maskę, orientuje się, iż jest tylko pacynką w rękach władzy. Zresztą aktorowi towarzyszą również lalki, które zdecydowanie obrazują człowieka ufającego elitom. Dobitna metafora stawia zmanipulowanego obywatela w centrum i pokazuje jego tragiczne położenie w obliczu wielkich narracji. Bal w operze oddaje scenę jednostce, która wreszcie może wyrwać się z ucisku głośnej “większości”.
Sposób, w jaki aktor podaje tekst Tuwima, przypomina sceny upiorów z Wesela Wajdy. Tyle iż wyolbrzymienie osiąga momentami znacznie większe natężenie, które, w zestawieniu z fragmentami bardziej stonowanymi, potęguje ich przerażający wydźwięk. Każda sylaba, każdy wyraz i dźwięk dla twórcy są polem do gry, w której uwydatnia fałszywą naturę polityków i klasy wyższej. Współgra z tym muzyka Jerzego Satanowskiego, która często nadaje rytm wypowiadanym kwestiom i trafnie buduje fascynujące tempo spektaklu. Oryginalne utwory kompozytora nie tylko zgrabnie tworzą dramatyzm, ale również doskonale dozują klimat zabawy, tajemnicy bądź spokoju. Nie ulega wątpliwości, iż tytułowy bal wpisuje się tym samym w motyw “chocholego tańca” i społecznego marazmu. Bal w operze daje także przestrzeń na wykorzystanie efektów dźwiękowych, jak strzały z broni czy komediowe pogwizdy. Te jednak nie zawsze pasowały do scen i były stosowane dość niekonsekwentnie, ale to drobny mankament w skali całego przedstawienia.
fot. Katarzyna Kural-Sadowska/Teatr PoloniaPonad 70-letni aktor z klasą i niesamowicie zaskakującą energią porusza się po scenie, uwydatniając każde swoje słowo. Istotną funkcję spełnia tutaj scenografia, która pozwala ukryć elementy stanowiące później nieoczekiwane rozwiązania inscenizacyjne. Obrotowy stelaż przypominający fragment klubowej sali działa jak podest dla intensyfikacji ważniejszych momentów. Także światła miały kluczową rolę, budując głębię przestrzeni, ale i kierując wzrok na konkretne elementy konstrukcji. Nie zabrakło tu również wykorzystania metalowej siatki, która głośno rezonuje ze złością bohatera monodramu.
Artur Barciś stworzył widowisko hipnotyzujące. Monodram Bal w operze to spektakl, który perfekcyjnie obrazuje satyrę Tuwima i przenosi ją do dzisiejszego świata. Wierszowana i groteskowa forma, choć może okazać się problematyczna w odbiorze, nie nuży choćby na chwilę, a wręcz potęguje tematykę poematu. Aktor i reżyser bez zarzutu zrealizował swoje marzenie i odegrał rolę, która na długo pozostaje w pamięci. A to dlatego, iż nietrudno się z nią utożsamić – w końcu to człowiek, którego otoczenie ciągle próbuje przekonywać do swoich racji. Bal w operze pokazuje tragizm jednostki, krytykuje dzisiejszy świat pieniądza i bezsensownych sporów politycznych. Przede wszystkim jednak Barciś przenosi 90-letni tekst do współczesności i bez większych urozmaiceń ujawnia jego aktualność. Muzyka, kostium i scenografia wzmacniają to wrażenie, a jedynym technicznym wtrętem okazują się wizualizacje. Tym samym spektakl pozostawia nas z przerażającą wizją marazmu – balu, będącego mechanizmem obronnym, którego świat nie potrafi zrozumieć.
fot. główna: Katarzyna Kural-Sadowska/Teatr Polonia






