AVALAND - Chemical Poetry (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 1 dzień temu

Francuski Avaland powraca z trzecim albumem zatytułowanym „Chemical Poetry”, ponownie zabierając nas do swojego teatralnego świata metalowej opery. Nie brakuje tutaj rozbudowanych kompozycji, symfonicznych aranżacji, podniosłych chórów i licznych gościnnych wokalistów. Na papierze wszystko wygląda naprawdę obiecująco, ale po kilku przesłuchaniach mam jednak spory niedosyt. Premiera płyty miała miejsce 30 października i na pewno nie dla jednego fana Avantasia, Fairyland czy Kamelot ta premiera mogłam okazać się wielkim wydarzeniem.

Przede wszystkim album jest dla mnie jakiś taki za spokojny, zbyt ugrzeczniony i pozbawiony odpowiedniego metalowego pazura. Owszem, pojawiają się szybsze fragmenty, mocniejsze riffy i typowo power metalowe zagrywki, ale mam wrażenie, iż często giną one pod natłokiem klawiszy, orkiestracji i teatralnych partii wokalnych. Brakuje mi większej dawki energii, charakterystycznego kopa i melodii, które zostają w głowie na dłużej. Jest nacisk na podniosłość i operowe ozdobniki, a za mało konkretów.

Za całym przedsięwzięciem stoi przede wszystkim Adrien G. Gzagg, będący głównym kompozytorem, autorem tekstów i pomysłodawcą Avaland. Na „Chemical Poetry” towarzyszą mu wokaliści Jeff Kanji, Tom S. Englund (Evergrey), Madie, Helle Bohdanova (Ignea) oraz Marcela Bovio (Ayreon, ex-Stream of Passion). Za gitarowe partie odpowiada Lucas Martinez, a sekcję rytmiczną uzupełniają Camille Souffron na basie i Léo Mouchonay za perkusją. Dodatkowe klawisze i produkcję powierzono Joostowi van den Broekowi. Trzeba przyznać, iż zaproszono tutaj naprawdę ciekawych gości, a różnorodność wokalnych kolorów jest jednym z mocniejszych punktów albumu. Tym bardziej szkoda, iż tak interesujący skład nie przełożył się na bardziej energetyczny i metalowy materiał.

Pod względem kompozytorskim „Chemical Poetry” to materiał dość różnorodny, choć nie wszystkie utwory trafiają w moje gusta. Album otwiera „When the Night Comes Alive”, który wprowadza nas w teatralny, symfoniczny klimat, gdzie położono nacisk na emocje i melancholię. Słychać wyraźne wpływy Avantasia.„Destiny Calls” oferuje nieco więcej klasycznego power metalu, z szybszymi gitarami i chwytliwym refrenem, i tak powinna brzmieć cała płyta. To ukłon w stronę gamma Ray czy helloween. Natomiast „Alchemy” skręca w stronę łagodniejszych, niemal musicalowych melodii. „Beauties and Beasts” zaskakuje skocznymi rytmami i jazzowymi wstawkami, co jest ciekawym pomysłem. To coś innego i potrafi zapaść w pamięci. Brawo za pomysłowość. „To Fool a Witch” stawia na mroczniejszą atmosferę, chóry i symfoniczny rozmach, a „Fate” przynosi wreszcie więcej gitarowego ciężaru i power metalowej energii. Krótkie „Ascension” pełni rolę nastrojowego przerywnika, po którym otrzymujemy „Sail On” – kompozycję rozwijającą się dość powoli, ale z mocniejszymi akcentami w drugiej części. „Face the Eternal” wyróżnia się cięższymi riffami i growlem Helle Bohdanovej, dzięki czemu wnosi nieco więcej drapieżności. Najbardziej rozbudowane, ponad dwunastominutowe „Trinity” to prawdziwa metalowa opera, pełna zmian nastroju, orkiestracji i wokalnych popisów. Później przychodzi spokojniejsze, melancholijne „Fallen Leaves”, a całość zamyka „Faded Away”, który mimo bardziej energicznego refrenu nie pozostawia mnie z poczuciem wielkiego finału. Jest tu sporo pomysłów i ciekawych aranżacji, ale zdecydowanie zbyt dużo łagodnych, teatralnych fragmentów, a za mało rasowego, rozpędzonego power metalu.

Problem w tym, iż momentami więcej tutaj musicalu i symfonicznego przedstawienia niż rasowego heavy/power metalu. Niektóre kompozycje są po prostu zbyt łagodne, a całość nie wywołuje takich emocji, jakich oczekiwałbym od tego typu wydawnictwa.

„Chemical Poetry” to album poprawny, dopracowany i niewątpliwie ambitny, ale nie do końca trafiający w moje gusta. Doceniam pomysł, wykonanie i zaproszonych gości, jednak zabrakło mi ognia, większej dynamiki i metalowej zadziorności. Nie jest to zła płyta, ale też nie taka, do której będę często wracał. Tym razem Avaland mnie nie przekonał w 100%. Szkoda bo był tu ogromny potencjał.


Ocena : 6.5/10

Idź do oryginalnego materiału