Artur Sikorski – Dad’s cool – recenzja albumu

popkulturowcy.pl 3 godzin temu

Dziewięć utworów, dwadzieścia minut i jeden wielki życiowy przełom. Najnowsza płyta Artura Sikorskiego, Dad’s cool, to konceptualny zapis dojrzewania aż po cud narodzin syna. Muzyk sprawnie miksuje dźwięki syntezatorów z nostalgicznym, soft-rockowym brzmieniem, ostatecznie udowadniając, iż stał się już prawdziwym mężczyzną.

Dad’s cool to intymny zbiór opowieści o miłości. Choć spora część z nich ogniskuje się wokół relacji Sikorskiego z narzeczoną, to album nie jest jedynie zestawem banalnych wyznań. To coś znacznie głębszego niż zwykła deklaracja uczuć – szczery wyraz dojrzewania, tęsknoty za kimś bliskim, proces samoakceptacji, manifest szczerej, ojcowskiej wrażliwości. Całość kreśli spójny portret młodego artysty stojącego przed najważniejszym życiowym wyzwaniem, czyli wychowaniem dziecka.

Album składa się z 9 utworów i krótkiej rozmowy Artura z bratem. W ciągu zaledwie 22 minut, muzyk niemalże rekonstruuje wydarzeniach z poprzednich dwóch lat, układając je w kolejności chronologiczną – od niewinnej fascynacji i sielankowych chwil we dwoje, aż po otrzymanie największego daru, jakim są narodziny syna. Dad’s cool wyraźnie dzieli się na dwie sfery. Pierwsza dokumentuje dojrzewanie relacji damsko-męskiej, druga zaś celebruje stawianie się mężczyzną i ojcem. Gdzieś pomiędzy nimi sytuują się takie utwory jak Kocham się oraz Masz sukienkę, a kompletnie odrębnym, niezwykle emocjonalnym atomem zdaje się być Kolejny Marzec.

Artur otwiera swoją opowieść utworem Adoruje, obrazującym niewinną fascynację ukochaną. Jego wokal subtelnie splata się z dźwiękami gitary i pianina. Jednak linia instrumentalna gwałtownie ewoluuje. Do głosu dochodzi Antek pik pik, który nadaje kompozycji alternatywnego sznytu, urozmaicając ją głębokimi, bardziej imprezowymi basami. Podobną lirykę odnajdziemy w Ona jest niebywała – tu muzyk wraca wspomnieniami do beztroskich początków związku, czemu towarzyszy lekki, niemal taneczny beat.

Klimat romantycznego wyznania kontynuują Do jakiegoś filmu oraz Obyś to była ty. Warstwa melodyczna pierwszego z nich budzi wyraźne skojarzenia z wcześniejszą twórczością Sikorskiego. Jest energiczna, a w jej strukturze można odnaleźć echa bardziej rockowego Będę walczył sprzed niemal dekady. Choć rockowe korzenie artysty wciąż są wyczuwalne, z czasem rozmyły się i wtopiły w tło, ustępując miejsca spokojniejszemu, o wiele dojrzalszemu wokalowi. Z kolei Obyś to była ty, utrzymane w aurze piosenki na pierwszy taniec, stanowi szczerą nadzieję na wspólną starość. Głos Artura doskonale rezonuje z delikatną, gitarową melodią.

Artysta płynnie przechodzi od miłości romantycznej do ojcowskiej czułości, a łącznikiem tych dwóch światów staje się utwór Masz sukienkę. Z jednej strony opisuje on relację z narzeczoną, z drugiej – poprzez wymowny wers „Niedługo będzie nas troje” – stanowi zapowiedź nowej roli w jego życiu. Instrumentalnie numer ten wyróżnia się na tle płyty. Oczywiście opiera się na gitarze akustycznej, ale jednocześnie zostaje dopełniony przez elektroniczne plamy dźwiękowe generowane przez syntezatory. Z kolei w przypadku Million dolar baby wyraziste syntezatory zastępują tradycyjny, nadając refrenowi bogaty, nowoczesny klimat i radiowe, popowe tempo. Zdecydowanie jest to jeden z najmocniejszych momentów płyty.

Płytę zamyka Dar, w którym Sikorski składa podziękowania narzeczonej i Bogu za syna. Melodia ponownie cichnie, wręcz przekształcając się w intymną modlitwę. Śpiew piosenkarza, początkowo pełen wdzięczności, zmienia się w melorecytację nasączoną ojcowskimi obawami o świat, w którym dorastać będzie jego syn. To dramatyczne i niezwykle autentyczne, a zarazem uniwersalne zwieńczenie całego albumu.

Na szczególną uwagę zasługują dwa utwory o nieco innym ciężarze emocjonalnym. Kocham się niesie w sobie echo dojrzewania i udaną próbę samoakceptacji. Wokal, choć sprawia wrażenie swobodnego, a momentami wręcz niechlujnego, płynie wraz z melodią, prowokując słuchacza do bujania się w rytm muzyki. Najbardziej w pamięć zapada jednak Kolejny Marzec. Warstwa instrumentalna staje się tu minimalistyczna, czy wręcz melancholijna, a głos Artura zostaje dociążony ogromnym ładunkiem bólu i tęsknoty. Dramatyzm refrenu podkreślają wzmocnione basy, a przejmujące outro potęguje trudny, ale piękny wydźwięk dzieła.

Dad’s cool to bardzo krótki, ale treściwy album składający się w dwudziestominutową podróż przez istotne momenty w życiu młodego mężczyzny – budowanie trwałej relacji, proces samoakceptacji, żałobę, decyzję o powiększeniu rodziny. Artur Sikorski udowadnia nim, iż dojrzałość w popie nie oznacza rezygnacji z emocji. Łącząc nowoczesne i syntezatorowe brzmienia z soft-rockowym echem swojej przeszłości, tworzy płytę, która nie jest tylko zapisem prywatnych doświadczeń, ale przede wszystkim uniwersalną opowieścią o różnych ujęciach miłości, która nieustannie się rozwija. Mimo iż momentami płyta wydaje się trochę zbyt spójna i jednolita, to naprawdę szczery i dopracowany projekt, który ostatecznie zdejmuje z Artura łatkę nastoletniego idola i stawia go w rzędzie świadomych artystów potrafiących przekształcić najintymniejsze przeżycia w dobrą muzykę.


Fot. główna: mat. promocyjne
Idź do oryginalnego materiału