To miało być po prostu kolejne nagranie „live”. A zamieniło się w jedną z najlepiej sprzedających się płyt jazzowych w historii i referecję w świecie perfekcjonistycznego audio.
Jak czytamy we wstępie do reedycji płyty „Jazz At The Pawnshop” w formacie SACD, „kiedy 6 grudnia 1976 roku Gert Palmcranz, inżynier dźwięku, przed Europa Film Studios załadowywał swój samochód sprzętem nagrywającym, miało to być jedno z kolejnych nagrań”. I dalej:
Nikt nie wiedział, iż wśród audiofilów zyska ono status kultowego i stanie się jednym z najsłynniejszych nagrań jazzowych, które kiedykolwiek wcześniej powstało.
⸜ za: WINSTON MA, The Recording Session, książeczka do płyty Lasting Impression Music LIM K2HD 028 ⸜ 2008, s. 6.
Płyta ta zyskała status „kultowej”, i to realnie, a kolejne wznowienia przyjmowane są z entuzjazmem. O tym, jak to cudowny materiał niech świadczy aż pięć (!) wersji wydawnictwa Lasting Impression Music pana Winstona Ma, który zakończył ją na czteropłytowej – trzy CD i jedna DVD – wersji z 2021 roku, której podtytuł brzmi: „The Fifth and Ultimate Version of Jazz at the Panwshop”.
Podobnie rzecz ma się z wydawnictwem Audionautes Recordings Fabio Camoraniego. W 2021 roku oferuje wersję UHQCD (AN-2106-UHQ), powtarza ten gest w 2024 na płycie 1-Step LP (AN-2202), a w zeszłym roku, kolejno, ponownie na UHQCD (AN-2503-UHQ) i – wreszcie – na płycie Crystal Disc (AN-2520-KD). I tę właśnie wersję, kosztującą 1220 euro, recenzujemy.
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, Audionautes Recordings, JacoTen/Wikipedia CC 3.0

ARNE DOMNÉRUS, BENGT HALLBERG, GEORG RIEDEL, EGIL JOHANSEN + LARS ERSTRAND „Jazz At The Pawnshop”
Wydawca: Proprius/AudioNautes Recordings AN-2520-KD
Format: CRYSTAL DISC MQA-CD (gold CD)
Premiera: 1977/2025
Słuchał: WOJCIECH PACUŁA
Jakość dźwięku: REFERENCJA
Wyróżnienia:
˻ BIG RED BUTTON ˺
˻ GOLD FINGERPRINT ˺
→ www.AUDIONAUTESRECORDINGS.com
SVEN ARNE DOMNÉRUS, o którym w branży mówiono „Dompan”, był szwedzkim saksofonistą altowym, klarnecistą i liderem zespołu jazzowego. Urodził się 20 grudnia 1924 roku w Solnie w Szwecji, zmarł 2 września 2008 w Sztokholmie. W 1949 roku wystąpił na Festiwalu Jazzowym w Paryżu, a w 1950 roku zagrał z Charliem Parkerem podczas jego trasy koncertowej po Szwecji. Kilka lat później nagrał płytę z Cliffordem Brownem, Artem Farmerem i Jamesem Moody; kilka razy nagrywał również z Quincy Jonesem, kiedy ten przebywał w Szwecji.
Był autorem czterdziestu czterech płyt solowych i kolejnych kilkudziesięciu grając w zespołach i jako sideman. A jednak to Jazz At The Pawnshop jest jego najbardziej znanym wydawnictwem. Mimo iż na okładce nie występuje jako lider, a jako część zespołu, to z nim ta płyta jest najczęściej kojarzona. Obok Domnérusa, na saksofonie altowym i klarnecie, zagrali na niej również: Bengt Hallberg na fortepianie, Lars Erstrand na wibrafonie (w nagraniach z siódmego grudnia), Georg Riedel na basie oraz Egil Johansen na perkusji.
▒ Nagranie
JEDNĄ Z NAJWAŻNIEJSZYCH osób związanych z tą płytą, równie ważną, jak i sami muzycy, jest GERT PALMCRANTZ. Urodzony 1 lutego 1938 roku w szwedzkim Skedevi, był jednym z najwybitniejszych inżynierów dźwięku w Szwecji i nie tylko.
Materiał na recenzowaną płytę został nagrany w czasie dwóch wieczorów, szóstego i siódmego grudnia 1976 roku, w czasie występów live w klubie Stompen. Nazwany na cześć lombardu, który kiedyś mieścił się w tym bloku, został otwarty w 1968 roku. To mały klub w sercu Sztokholmu, tuż obok rynku, mieszczący zaledwie osiemdziesiąt osób, i to „na ścisk”. Scena znajduje się po prawej stronie od wejścia, w rogu, a po drugiej stronie jest kuchnia i bar.
Ze względu na ciasnotę, Palmcrantz został umieszczony w strefie „kuchennej”. W książeczce do wydania Lasting Impression Music czytamy:
Siedzę gdzieś w strefie kuchennej w zatłoczonym kącie, z moim małym mikserem Studera i dwoma magnetofonami Nagra IV Stereo genialnie połączonymi z dwoma modułami Dolby A 301:S. I jest też mój długonogi przyjaciel, producent, nadzorujący nagranie, siedzący na kontuarze baru. W pamięci pozostanie mi zapach wędzonych kiełbasek i pieniącego się piwa zmieszane z bardziej mi znanym zapachem korków do wina oraz detergentów.
⸜ GERT PALMCRANTZ, Living Echoes – In Three Dimensions w: książeczka do wydania Lasting Impression Music LIM UHD 071 LE, 2012, s. 16.
Jak czytamy w obszernym eseju towarzyszącym temu wydaniu, nie była to pierwsza realizacja tego inżyniera dźwięku w tym miejscu. Być może dlatego wiedział dokładnie, co chciał zrobić – a chciał uchwycić „wibracje” znane z nagrań na żywo, bez korzystania z magnetofonów wielośladowych. Maateriał rejestrował więc na żywo, miksując go bezpośrednio na dwie ścieżki.
Ze względu na ciasnotę wybrał do tego dwa magnetofony Nagra IV Stereo, a więc reporterską maszynę, pokazaną po raz pierwszy w 1968 roku. Akceptuje ona tylko małe, plastikowe szpule, dlatego musiał je zmieniać co piętnaście minut – nagrywał z maksymalną prędkością 38 cm/s; reportaż z siedziby Nagry → TUTAJ, recenzja książki poświęconej tej marce → TUTAJ.
To niesamowite, jak wspaniale rozegrali to muzycy, którzy idealnie wstrzeliwali się w te momenty z długością utworów:
Nie przeprowadzono żadnych prób dźwięku ani testów balansu. Gdy kwartet zaczął grać, Palmcrantz musiał gwałtownie ustawić poziomy tak precyzyjnie, jak to tylko możliwe. Po dwóch utworach udało mu się osiągnąć odpowiednią równowagę.
⸜ Książeczka do wydania Jazz at the Pawnshop – 30Th Anniver. Ltd Edition za: → www.JAZZMESSENGERS.com, dostęp: 7.01.2026.
Jak czytamy, nagranie powstało adekwatnie bez cięć, poza jednym wyjątkiem. Pod koniec jednego ze swoich solówek na perkusji Egil Johansen przypadkowo pomylił rytm i nieco zepsuł wejście, a Gert Palmcrantz wyciął ten jeden takt.
Materiał został nagrany dzięki zaledwie kilku mikrofonów. Główna para to były pojemnościowe, wielkomembranowe Neumanny U47. Model ten został wprowadzony do sprzedaży w 1947 roku i znany jest z ciepłego, szczegółowego i bogatego brzmienia; często uznawany za jeden z najlepszych mikrofonów w historii. Stosuje się go do nagrywania wokali, gitary basowej i instrumentów dętych przez The Beatles i Franka Sinatrę; ma on dwie wersje – lampową i tranzystorową.
Dwa takie mikrofony zostały umieszczone na statywie nad zespołem. Była to technika O.R.T.F., nosząca nazwę po francuskim radiu, które wprowadziło tę technikę do użycia, polega na odsunięciu od siebie mikrofonów na odległość 15-20 cm od siebie i odgięciu ich pod kątem od 110 do 130⁰.
⸜ Neumann U47 Tube w antywibracyjnym koszyczku • zdj. JacoTen/Wikipedia, CC 3.0
Druga para takich samych mikrofonów stanęła na drugim statywie, po prawej stronie sceny, aby zarejestrować reakcję widowni. I był też dodatkowy mikrofon ustawiony obok fortepianu, stojącego po prawej stronie sceny, z otwartym wiekiem, i dwa kardioidalne mikrofony Neumann KM56 nad perkusją. W sumie całość systemu nagraniowego stanowiły dwa magnetofony, mikser oraz siedem mikrofonów. No i, oczywiście, Palmcrantz. Jak pisał, w czasie rejestracji niemal w ogóle nie zmieniał ustawień barwy na mikserze.
▒ Wydania
PO NAGRANIU oryginalne taśmy zostały zmontowane przez Gerta Palmcrantza we współpracy z muzykami i producentem Jacobem Boëthiusem i wydane w postaci podwójnego albumu LP. Jakość dźwięku tej płyty gwałtownie zyskała reputację niezwykle wysokiej, ku zaskoczeniu Palmcrantza i muzyków, którzy uważali, iż ich wcześniejsze nagrania były równie dobre. Jak czytamy, „jednak coś musiało być tego wieczoru idealnie dopasowane i nie można zapominać, iż utalentowani, pomysłowi, wrażliwi i zainspirowani muzycy są absolutnym warunkiem, aby nagranie przeszło z poziomu „dobrego” do „doskonałego”.
Pierwsze wydanie dostępne jest w dwóch wersjach – szwedzkiej i amerykańskiej. Ta druga została nacięta w technice half-speed w japońskim JVC Cutting Center. W dobrej kondycji jest dostępna za jakieś 220-250 euro.
W kolejnych latach przybywało specjalnych reedycji, jak ATR Mastercut Recording z 1980, wydawnictwa 2xHD na taśmie czy, wspomniane, wydanie 1-Step Audionautes Recordings. Płyta ukazała się na kasetach magnetofonowych, Mini Discu, płytach CD ze złotym i srebrnym podkładem, w wersjach XRCD oraz UHQCD i w formatach SACD oraz HDCD. Płyta Crystal Disc wydaje się swego rodzaju punktem dojścia. Tym bardziej, iż to pierwsza wersja tego materiału dostępna w formacie MQA-CD (MQA Studio, 24 bity/174,6 kHz). To pierwszy tytuł MQA w ofercie Audionautes Recordings.
Audionautes Recordings to włoska wytwórnia płytowa założona w 2010 roku przez Fabio Camorani, specjalizująca się w wydawaniu reedycji muzyki klasycznej i jazzowej. Wytwórnia koncentruje się na wykorzystaniu oryginalnych źródeł master do produkcji limitowanych wydań na 180-gramowych płytach winylowych 1-Step lub wysokiej jakości płytach CD, w tym Ultimate HQCD oraz Crystal Disc; wywiad z Fabio w HIGH FIDELITY → TUTAJ.
Od samego początku współpracuje ona z japońską firmą Memory-Tech, odpowiedzialną za takie opracowania, jak w 2008 roku od płyt HQCD (High Quality CD), HQCDII z 2013 roku i UHQCD (Ultimate HQCD) z 2015. To klasyczne płyty CD, ale inaczej wykonane. Pisaliśmy o tym w relacji ze 154. spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego → TUTAJ.
Płyty UHQCD powstały w wyniku wcześniejszego opracowania, nazwanego Crystal Disc. To płyta w której również używa się fotopolimeru, jak w UHQCD, ale ze złotą warstwą odbijającą. Zamiast podkładu z plastiku nakleja się je nie na plastik, a na płytkę ze szkła krystalicznego.
▒ Crystal Disc
PŁYTA CRYSTAL DISC przychodzi w specjalnie dla niej zaprojektowanym boxie. Ma on wewnętrzną, sztywną część z czarnego akrylu oraz dwie przezroczyste płytki, również akrylowe, mocowane z przodu i tyłu dzięki magnesów; magnes mocuje również samą płytę z przodu. Jest ona widoczna przez akryl i może stać na półce bez zewnętrznego, tekturowego „płaszcza”. Z tyłu, w wycięciu, umieszczona jest książeczka oraz certyfikat. Płyty są numerowane – numer jest frezowany przy otworze płyty.
Krążki mają złoty kolor, ponieważ właśnie ten materiał został wybrany do odbijania światła lasera. Ciekawostka – na płytach MQA-CD włoskiej wytwórni naniesiono logotyp Compact Disc, chociaż – formalnie – MQA-CD nie jest płytą CD. Nie spełnia ona wymagań licencyjnych zawartych w Red Book. Wielu wydawców woli jednak je umieścić – tak „dla pewności”, iż nie zostaną źle zrozumiani.
Płyta Jazz at the Pawnshop w wersji Crystal Disc została zakodowana dzięki MQA. Pisaliśmy o tego typu płytach we wstępniaku, w 2018 roku – TUTAJ. Było to zaraz po wprowadzeniu do na rynek pierwszych płyt MQA-CD, co miało miejsce kilka tydzień wcześniej, 23 maja.
Master Quality Authenticated (pol. „potwierdzona jakość studyjna”), to technika wynaleziona przez firmę Meridian Audio i zaprezentowana w 2014 roku przez jej założyciela, Boba Stuarta. Powstała z potrzeby streamowania, czyli przesyłania i słuchania w czasie rzeczywistym plików wysokiej rozdzielczości przy ograniczonej przepustowości łącz internetowych. Firma Meridian nigdy nie ujawniła dokładnego opisu technicznego, sporo już jednak wiemy.
MQA jest systemem dwustronnym, kodująco-dekodującym. To znaczy, iż najpierw sygnał musi być w odpowiedni sposób zakodowany (po stronie studia lub wydawcy), a następnie zdekodowany (po stronie słuchacza). System jest kompatybilny ze wszystkimi odtwarzaczami plików, czyli komputerami i odtwarzaczami stacjonarnymi, które „widzą” go jako płytę CD. jeżeli DAC ma dekoder MQA, zostanie „rozpakowana” wersja hi-res.
Plik MQA składa się z dwóch części: podstawowej, w postaci ALAC, FLAC albo WAV 24/48, oraz dodatkowej. Ta dodatkowa to druga część sygnału oraz instrukcje dla dekodera mówiące jak należy go rozpakować. Po zdekodowaniu w urządzeniu z certyfikatem MQA dostajemy sygnał o wyższej częstotliwości próbkowania, w postaci, z jakiej został zakodowany przez inżynierów, choćby do 32 bitów i 384 kHz.
Nie ma jednak nic za darmo – MQA jest systemem stratnym. Sygnał o częstotliwości próbkowania 2x, 4x i 8x częstotliwości podstawowej jest kodowany i „zapakowany” w 24-bitowym „kontenerze” poniżej progu szumu. Dodatkowa część pliku jest kodowana stratnie – w opisie procesu firma przywołuje origami jako jego wzór.
Niezależnie od tego MQA pełni jeszcze inną rolę – dzięki odpowiednim filtrom cyfrowym, podobnym nieco do filtrów apodyzacyjnych, Meridian obiecuje poprawę jakości sygnału poprzez eliminację błędów powstałych podczas nagrania i konwersji A/D. I to jest coś, co do tej technologii przyciągnęło wielu dźwiękowców, recenzentów i wydawców – w tym Fabio Camoraniego (jak i piszącego te słowa).
O tym, jak dobrze te płyty brzmią mogli się przekonać uczestnicy 154. spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego; więcej → TUTAJ. Krótką zapowiedź znajdą państwo na Instagramie →
.
»«
‖ Kilka prostych słów…
FABIO CAMORANI
Audionautes Recordings
właściciel, producent
Kiedy otrzymałem taśmy 7″ (na zdjęciu – te, które zaginęły, a następnie zostały odnalezione, gdy firma Proprius przeniosła magazyn), znaleźliśmy na nich dwa utwory (oznaczone jako STAMP 1 i STAMP 2) z próbami. To, co tam znaleźliśmy, było kompletnym bałaganem! Kilka sekund, potem przerwa. Potem znowu kilka sekund i przerwa. Czasami bez basu, czasami tylko z basem i tak dalej. Zinterpretowaliśmy to jako próby, dopracowywanie nagrań podczas gry zespołu (nie wiem, czy to już był koncert, czy tylko próby przed otwarciem). A w środku jednej z tych taśm znaleźliśmy w całości nagrany utwór (jeden z pięciu utworów z Last Night).
⸜ Fabio Camorani w czasie wystawy Audio Video Show 2025
Mogę powiedzieć, iż pierwsze cztery taśmy oryginalnego Pawnshop… zostały nagrane na taśmach sesyjnych. Po prostu. Jednak w pewnym momencie Boethius poprosił o przygotowanie prawdziwego mastera z Dolby SR (oryginalne nagranie wykorzystywało redukcję szumów Dolby A), a oryginalne taśmy zniknęły. Najprawdopodobniej znajdują się teraz w domu Boethiusa. Pierwsze wydanie LP zostało więc nacięte z taśm sesyjnych, ale od lat 90. remastery były wykonywane tylko z taśm master z Dolby SR.
Taśmy master „SR”, muszę to powiedzieć, są całkiem niezłe. Ich zaletą jest to, iż wydaje się, iż wszystkie utwory zostały nieco przetworzone, aby brzmiały podobnie. jeżeli bowiem posłuchać Vol. 2, Vol. 3 (Good Vibes) i Vol. 4 (Late Night), każdy utwór brzmi nieco inaczej. Palmcrantz – wbrew temu, co piszą w książeczkach – bardzo często modyfikował balans tonalny. Być może również w zależności od tego, ile osób było akurat w daną noc w Stampen… I pierwszego dnia były to, przypomnę, nagrania bez wibrafonu.
W każdym razie, w Vol. 2 był utwór z dużą ilością basu w pierwszych sekundach, a następnie został zmieniony (wyobrażam sobie, iż Pamcrantz przez pomyłkę zmienił poziom w mikserze w ograniczonej przestrzeni, a kiedy to zauważył, dostosował go, prawdopodobnie używając słuchawek).
⸜ Zdjęcie oryginalnych taśm „master” • zdj. Fabio Camorani/Audionautes Recordings
Potwierdza to również, iż taśmy z sesji brzmią najlepiej, ale aby uzyskać z nich to, co najlepsze, potrzeba dużo pracy. Taśmy Dolby SR wymagały mniej pracy niż Vol. 2 i Vol. 4 (które są teraz w naszych rękach). Taśm Vol. 3 na razie nie ma – jeżeli tyko się pojawią, będę nad nimi pracował. »FC
»«
▒ 6, 9, 12, a może 20?
JAK WIDAĆ, reedycja Pawnshop… nie jest taka prosta. Oryginalnie album ukazał się na dwóch płytach LP, na których znalazły się nagrania z dwóch wieczorów, łącznie dwanaście utworów, po trzy na stronę. Kiedy ATR w 1980 przygotowało wersję Mastercut Recording, wydało pojedynczą płytę z sześcioma utworami. I dopiero reedycja z 1994, na LP i dwóch CD, powróciła do dwunastu.
Dalej było różnie – wersje duńska, szwedzka i kanadyjska z 1990 zawierają dziewięć utworów na pojedynczej płycie, i dopiero wersja First Impression Music na XRCD, z 1997, to był powrót, w wersji cyfrowej, do oryginalnego układu utworów.
⸜ Do tej pory Audionautes Recordings wydało cztery płyty Crystal Disc, trzy w docelowej wersji z boxem, z czego dwa są zakodowane w MQA-CD; kolejne będą wydawane właśnie w taki sposób
Aż w 2006 roku, na 30-lecie wydawnictwa, Proprius wypuszcza bombę – trzypłytową wersję SACD z dwudziestoma ośmioma kawałkami, dwudziestoma dotąd niepublikowanymi minutami. Plus DVD z wywiadami Ten sam materiał wyda za chwilę, w 2010, Winston Ma z First Impression Music w sublabelu LIM, na trzech CD, a później na trzech LP. Na trzeciej płycie, zatytułowanej Good Vibes, znalazły się wcześniej niepublikowane nagrania. Znalazło się na niej pięć premierowych utworów plus jeden już wcześniej opublikowany.
Dość gwałtownie taśma ta jednak ponownie zaginęła – w tej chwili Proprius ma ją w plikach hi-res. Być może dlatego kolejne reedycje, jak Naxosa, Propriusa i Audionautes, powróciły do dwóch oryginalnych płyt z dwunastoma utworami, podzielonymi między dwie płyty. W wersji Crystal Disc zostały wszystkie zostały pomieszczone na jednym krążku.
▓ DŹWIĘK
ZANIM USIADŁEM do formalnego odsłuchu tej płyty, miałem ją już kilka razy przesłuchaną. Odkąd tylko do mnie przyszła, wykorzystywałem ją do testu urządzeń, zarówno niedrogich, jak i topowych, na przykład odtwarzacza SACD/MQA-CD Wadax Studio Player. To bowiem nagranie, które umożliwia doskonały wgląd w możliwości produktów audio, a jest przy tym fajne muzycznie i się nie nudzi.
A jednak nie byłem przygotowany na to, jak potężny emocjonalny wpływ ten odsłuch będzie na mnie miał. Bo to niebywałe nagranie i jeszcze bardziej niebywały remaster na wybitnym nośniku. Czy jeżeli powiem, iż płyta Crystal Disc z tym materiałem grana u mnie brzmiała tak, jakbym słuchał taśmy „master”, to się wygłupię, wyjdę na niestabilnego emocjonalnie freaka? Pewnie tak, ale – trudno, widocznie tak jest. Mówi więc do państwa freak, dla którego słuchanie tej płyty, po raz setny, jaki nie więcej, było ogromnym przeżyciem.
A to dlatego, iż jej dźwięk jest wybitny. Przestrzenny (mim iż to małą przestrzeń), dynamiczny (mimo iż to niewielki skład) i niesłychanie rozdzielczy (mimo iż to było nagrane na magnetofonie reporterskim). Już pierwsze dźwięki w ˻ 1 ˺ Intro przed utworem ˻ 2 ˺ Limehouse Blues, uderzenie pałek, jakieś odgłosy z sali, to wszystko było tak wiarygodne, jakbym tam był. Kiedy wchodzi zespół, wszystko gęstnieje i spręża się.
Balans tonalny jest niesłychanie wiarygodny, z czym niektórzy mogą mieć problem, szczególnie w tej wersji. To nie jest bowiem słodkie brzmienie blach i wibrafonu, z jakim mamy do czynienia z wersjami SACD, a bardziej przypomina granie z taśmy. W tym sensie, iż jest dużo informacji z góry pasma i nie są one uładzone. Brzmią naturalnie w swojej dynamice i mocy.
Podobnie zresztą, jak i dół pasma. Kontrabas nie ma wyraźnego ataku, raczej wypełnione body, ale jest czytelny i ładnie kładzie podstawę dla tego, co dzieje się powyżej. I to zarówno w szybkim Limehouse Blues, jak i nastrojowym ˻ 3 ˺ I’m Confesin’. Znakomicie to, o czym mówię usłyszymy w ˻ 7 ˺ Stuffy, gdzie bas jest jednym z instrumentów prowadzących.
Ponownie blachy były tu naturalne, bo miały wyraźny atak, ale i wagę, coś, co powoduje, iż brzmią „jak na żywo”. Jeszcze lepiej słychać to było z tamburynem w ˻ 4 ˺ High Life, ustawionym w drugim rzędzie, a jednak lekko przesterowanym, jakby jego energia wyskakiwała z głośników. Wszystkie wersje, jakie znam starają się jego dźwięk obłaskawić. Tutaj tego nie ma, jest mocno, jest żywioł.
Ustawiony na osi saksofon lidera nie przykrywał tego wszystkiego, a jednak to on był najważniejszy. Chyba iż zamieniał się miejscami z wibrafonem. Obydwa instrumenty miały doskonałą fakturę i trójwymiarowy rysunek. To się rzadko zdarza, aby przy takim łojeniu jak na tej płycie wszystko pozostało tak czyste i tak selektywne. A przy tym tak nasycone.
Czasem słychać dropy, jak w w już wspomnianym High Life, kiedy zaczyna grać marimba. To też część historii tej płyty, mimo iż błąd techniczny (‘drop’ – wyrażenie na krótkotrwały, szybki zanik dźwięku lub gwałtowne wahania jego natężenia na skutek niedostatecznie dobrego kontaktu taśmy magnetycznej z głowicą). Ale nie ma to znaczenia, jakoś przechodzi obok.
Być może największe wrażenie robi jednak swoboda, z jaką ten dźwięk jest reprodukowany. I nie ma znaczenia, czy to krótki śmiech kobiecy w ˻ 5 ˺ Here Is That Rainy Day, czy śmiechy widowni w ˻ 2 ˺ Limehouse Blues, czy brzmiący inaczej niż wcześniej saksofon w ˻ 6 ˺ Jeep’s Blues, za każdym razem ciarki przechodzą, kiedy tego słuchamy. Albo kiedy uderzy werbel lub kocioł perkusji – to jest tak naturalne, iż aż niewiarygodne. Albo we wstępie do ˻ 9 ˺ Barbados. I choćby lekko przesterowany dźwięk marimby w ˻ 13 ˺ High Live reprise nie przeszkadza, a przekłada się na jeszcze więcej wiarygodności. Ciekawe, ale słabiej (mniej wiarygodnie) od innych instrumentów brzmi fortepian. Nie jest on zbyt blisko nas, nie ma też tej samej namacalności, co – choćby – wibrafon. W czym przypomina trochę brzmienie tego instrumentu na płytach Rudego Van Geldera.
To, dzięki czemu to nagranie jest tak ekscytujące, to świetna zabawa, którą słychać w grze muzyków i równie radosne reakcje widzów. Jak mówiliśmy, Stampen jest maleńkim klubem, widownia musiała więc siedzieć niemalże na scenie. Była więc w tej samej „przestrzeni emocjonalnej”, co muzycy. Co słychać w swobodzie gry, w tym, iż choćby pomyłki są częścią zabawy. Jak gdyby wzajemnie się napędzali muzycy i widownia. Niemal widzę, jak po wejściu do szybkiej wersji ˻ 10 ˺ Take Five widownia kiwa głowami, jak na koncercie rockowym i mruczy coś pod nosem grając na „powietrznych” instrumentach. Czystość nagrania i brzmienia wersji na płycie Crystal Disc, jest bowiem niebywała.
‖ PORÓWNANIA
UltraHD (2012) • Dotychczas najlepsza, moim zdaniem, wersja tej płyty, to jest wydana w 2012 roku w serii UltraHD wytwórni Lasting Impression Music pana Winstona Ma, jest bardziej zachowawcza. Remasterujący ją Michael Bishop z Five/Four Productions (wcześniej Telarc) wydobył w niej więcej niskiego środka, a obniżyli energię wysokich tonów. To wciąż otwarte brzmienie, wciąż selektywne, ale jednak… Głuche. Wcześniej absolutnie tego nie zauważałem, bo i tak było to znacznie lepsze granie niż 99,9 nagrań. W bezpośrednim porównaniu słuchać jednak, jakbyśmy mówili o dwóch różnych generacjach taśmy – LIM to generacja 2., a Audionautes 1. Co jest śmieszne bo jest przecież odwrotnie.
⸜ Różne wydania Jazz at the… na CD: UltraHD wytwórni FIM z 2010, w wersji limitowanej do 2000 egzemplarzy, dwie płyty SACD Propriusa z 2005 (Vol. 1) i 2006 (Vol. 2) oraz wersja FIM K2HD na srebrnym podkładzie z 2008
Jest tak, iż wersja na Crystal Disc brzmi w tak niebywale świeży sposób, iż nagranie LIM-u wydaje się zakryte kocem. Mocny jest w nim bas, ale nie ma on tej swobody, co w wersji Fabio Camorani. Perspektywa, z jakiej pokazano instrumenty jest większa, nie siedzimy już przed zespołem, a nieco dalej, może choćby przy barze. To wciągały klub, jesteśmy tuż-tuż, ale jednak jakby w separacji.
K2HD „Silver” (2008) • A przecież wersja tej Lasting Impression Music na srebrnym podkładzie z 2008 roku brzmi w jeszcze bardziej zdystansowany i zamknięty sposób. Żeby nie było – to wciąż doskonały transfer i doskonałe brzmienie. jeżeli jednak posłuchamy kolejnej wersji wydawnictwa LIM, a potem Crystal Disc, będziemy się drapali w głowę ze zdumieniem, tak duże są to zmiany.
Jest mniej góry, bas jest mniej czytelny, a atmosfera „siada”. Bo to jest chyba to, z czego Crystal Disc zrobił perełkę – czujemy się, jakbyśmy tam byli, tam się bawili, tam pili piwo z uczestnikami nagrania. Nie wiem, jak to możliwe, ale transfer Audionautes wydaje się pochodzić z zupełnie innej taśmy. Świeżej, niestyranej setkami odtworzeń (część odsłuchową przeprowadziłem zanim Fabio przysłał swój tekst, w którym potwierdził moje spostrzeżenia).
I w tym porównaniu „srebrna” wersja wypada najgorzej, brzmi w najbardziej zduszony sposób. Brak jest iskry, energii, którą mamy z Crystal Disc. A przecież i ona, i UltraHD brzmią głośniej, są wyraźnie mocniej skompresowane, co powinno promować w nich pierwszy plan, przybliżać do nas dźwięk. A tak nie jest. Ciekawostka – w tej wersji znacznie mocniej słychać pogłos dodany do nagrania. I może o to właśnie chodzi – o to, iż coś z tą taśmą kombinowano przy postprodukcji, a taśma dla Audionautes była „na żywca”?
SACD/CD (2006) • Kiedy posłuchamy remasteru wytwórni Proprius, przygotowanego przez Andrew Langa i wydanego w 2005 i ’06 roku na płycie SACD, będziemy wiedzieli, iż Winston Ma starał się zachować podobny wyraz tego nagrania. Wersja SACD brzmi bowiem w bardzo zbliżony sposób, jak ta z 2008 roku z płyty K2HD. Jest otwarta i dynamiczna, a jednak dopalona na niskim środku i bez czytelnego basu. Wszystko tu jest na miejscu, kompresja jest mniejsza niż w innych wersjach CD. A jednak chwila z Crystal Disc i zastanawiamy się o co tutaj chodzi, co się stało z połową informacji. Mimo iż przed chwilą moglibyśmy przysiąc, iż UltraHD jest wybitna, a SACD i K2HD naprawdę bardzo dobre.
Naprawdę nie wiem, jak na to odpowiedzieć poza krótkim: myliliśmy się. Ale tak właśnie działa efekt „wow”, to tego szukamy w audio. Porównanie jest bowiem wszystkim. To, co przed chwilą było doskonałe, nagle okazuje się wadliwe. A przecież i tak jest wybitne i lepsze od niemal wszystkiego innego, co wcześniej słyszeliśmy. Chwila z czymś lepszym i przestawia nam się w głowie i porównujemy już dźwięk tylko do tego, o strąconym z cokołu ideale myśląc z politowaniem.
⸜ Do odsłuchu płyty Crystal Disc z odkodowanym MQA posłużył Wadax Studio Player
MQA-CD • Podobnie jest i z wersją Crystal Disc. Co jeszcze lepiej będzie słychać, kiedy porównamy tę płytę z wcześniejszymi wydaniami, ale grając ją na odtwarzaczu MQA-CD; w moim przypadku to był Wadax Studio Player. Tak grana płyta Jazz at the Panwshop pozostało bardziej wysublimowana, robi jeszcze większe wrażenie. Ayon Audio grając ją jako CD pokazał więcej energii, namacalności. Ale to Wadax z MQA-CD lekko ją ocieplił, co zbliżyło ją do wersji SACD Propriusa, a tym samym do oryginału. Powiem tak: można kupić odtwarzacz MQA-CD tylko dla jednego tytułu i będziecie państwo szczęśliwi. Można też kupić tylko tę jedną płytę bez takiego odtwarzacza i też będzie radość. Tak, droga jak diabli. Ale jeżeli mówimy o topie, nie da się inaczej.
░ Podsumowanie
Czy jest więc tak, iż jeżeli powiem, iż to jedna z najlepiej zrealizowanych płyt jazzowych w historii, teraz wydana w sposób, który przypomina brzmienie z taśmy „master”, to się zbłaźnię? Niech i tak będzie, bo warto. Fabio Camorani ze swoim zespołem remasteringowym wykonał pracę, dla której warto wydać pieniądze, tak jak i ja zrobiłem. To najlepsza wersja tej płyty, jaką znam. No i ten wybuch dynamiki w bonusowym na płycie High Live reprise!
To płyta wybitna, nagranie wybitne i remastering topowy. Razem płytą Crystal Disc daje to dźwięk, który przekona choćby nie-audiofilów do tego, iż muzyka grana w perfekcjonistyczny sposób ma więcej sensu, bo bardziej nas porusza, wywołuje więcej emocji i jest, tak po prostu, piękniejsza niż grana byle jak z byle czego. Od nas podwójne wyróżnienie da tej realizacji – zarówno ˻ BIG RED BUTTON ˺ za dźwięk, jak i ˻ GOLD FINGERPRINT ˺ – właśnie za emocje. ●
»«
‖ JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty odtwarzane były na odtwarzaczu SACD Ayon Audio CD-35 HF Edition oraz odtwarzaczu SACD/MQA-CD Wadax Studio Player.
Sygnał do przedwzmacniacza do przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo był przesyłany interkonektem RCA SIltech Triple Crown. W torze były również: wzmacniacz mocy Soulution 710 oraz kolumny Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.
→ www.AUDIONAUTESRECORDINGS.com
tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, Audionautes Recordings, JacoTen/Wikipedia CC 3.0
«●»













