Gdy "The New York Times" z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych zapytał swoich czytelników, który film najlepiej reprezentuje Amerykę, redakcja prawdopodobnie nie spodziewała się takiego wyniku. W internetowej ankiecie, w której oddano ponad 3 tysiące głosów, zwyciężyła satyryczna "Idiokracja".
Film przedstawia USA jako kraj, w którym na drodze ewolucji poziom inteligencji ludzkości drastycznie się obniżył. W efekcie kraj pogrążył się w nieprawdopodobnym chaosie. Edukacja upadła, w szpitalach zamiast lekarstw używa się napojów energetycznych, a rozprawy sądowe zostały zastąpione chaotycznymi kłótniami.
W filmowym świecie, w którym prezydentem jest były wrestler Dwayne Elizondo Mountain Dew Herbert Camacho, nietrudno dostrzec odniesienia do współczesnej Ameryki. Wystarczy chociażby wspomnieć, jak pokazano na ekranie korporacje, które zdominowały przestrzeń publiczną, komercjalizując i upraszczając niemal każdy aspekt życia.
Choć dziś komedia Mike’a Judge’a ("Dolina krzemowa") uchodzi za dzieło kultowe, w dniu premiery przeszła praktycznie bez echa. W weekend otwarcia zarobiła zaledwie 124 367 dolarów i zebrała przeciętne recenzje. Z czasem widzowie i krytycy zaczęli jednak doceniać jej satyryczny walor.
Kolejne miejsca w plebiscycie "The New York Times" zajęły m.in. "Ojciec chrzestny", "Easy Rider", "Amerykańskie Graffiti" oraz "Rób, co należy".
"Idiokracja": satyryczna wizja Ameryki
Film przedstawia USA jako kraj, w którym na drodze ewolucji poziom inteligencji ludzkości drastycznie się obniżył. W efekcie kraj pogrążył się w nieprawdopodobnym chaosie. Edukacja upadła, w szpitalach zamiast lekarstw używa się napojów energetycznych, a rozprawy sądowe zostały zastąpione chaotycznymi kłótniami.
W filmowym świecie, w którym prezydentem jest były wrestler Dwayne Elizondo Mountain Dew Herbert Camacho, nietrudno dostrzec odniesienia do współczesnej Ameryki. Wystarczy chociażby wspomnieć, jak pokazano na ekranie korporacje, które zdominowały przestrzeń publiczną, komercjalizując i upraszczając niemal każdy aspekt życia.
Choć dziś komedia Mike’a Judge’a ("Dolina krzemowa") uchodzi za dzieło kultowe, w dniu premiery przeszła praktycznie bez echa. W weekend otwarcia zarobiła zaledwie 124 367 dolarów i zebrała przeciętne recenzje. Z czasem widzowie i krytycy zaczęli jednak doceniać jej satyryczny walor.
Kolejne miejsca w plebiscycie "The New York Times" zajęły m.in. "Ojciec chrzestny", "Easy Rider", "Amerykańskie Graffiti" oraz "Rób, co należy".


















