Weź grupę influencerów-idiotów, umieść ich w luksusowym hotelu na odciętej od świata wyspie, a następnie wrzuć w to wszystko armię jadowitych pająków. Rezultatem będzie pełen fabularnych klisz horror, który pewnie nie do końca miał być komedią – ale "Wyspa pająków" lepiej radzi sobie z rozśmieszaniem niż ze straszeniem.
Już pierwszych kilkadziesiąt sekund filmu Christophera Smitha – człowieka stojącego za niezłym "Lękiem", ale też tytułami pokroju "Redukcji" czy "Uwolnić Mikołaja!" – sugeruje z jakiego rodzaju produkcją mamy do czynienia. Oto na łajbie zmierzającej na wspomnianą wyspę umieszczono kilkanaścioro influencerów wynajętych przez ów luksusowy hotel. Szczątkowe dialogi pomiędzy rzeczonymi gwiazdami mediów społecznościowych gwałtownie uświadamiają widzowi, z jakiego typu rozrywką ma do czynienia. Sztuczne, bełkotliwe wymiany zdań brzmią jak odrzuty z "The Room" Tommy’ego Wiseau, choć szczęśliwe są to jedynie złe miłego początki. Gdy "Wyspa pająków" odrobinę się rozkręca, a w obsadzie pojawiają się aktorzy z autentycznymi umiejętnościami, okazuje się, iż może być z tego całkiem przyzwoity halloweenowy seans.
Owi aktorzy z ekranowym doświadczeniem to Andy Nyman, oglądany ostatnio m.in. w "Wicked", oraz Tim McInnerny, znany z "Notting Hill", "Czarnej żmii" czy "Gladiatora II". Pierwszy z nich gra zarządcę hotelu, który promować ma grupa średnio rozgarniętych influencerów, drugi zaś jest pijakiem i dawnym aktywistą ekologicznym, który na tej samej wyspie prowadzi podupadły bar. Jest też ojcem Clary (Rose Williams), dziennikarki, która usiłuje dowieść, iż luksusowy hotel powstał nielegalnie, rujnując bezcenny ekosystem wyspy.
Próżni influencerzy i dziennikarka-idealistka rychło jednak pożałują przybycia na odciętą od świata wyspę. Ich pobyt zakłócą – a w większości przypadków także drastycznie zakończą –jadowite pająki, które błyskawicznie opanowują hotel i teren wokół niego. Pająki, rzecz jasna, wygenerowane kiepskiej jakości efektami specjalnymi – jeżeli spodziewacie się przekonującego zaprezentowania śmiercionośnych pajęczaków i grozy znanej choćby z "Arachnofobii", srogo się zawiedziecie. Bieda-rendering wygląda naprawdę rozczarowująco, ale iż "Wyspa pająków" sporo nadrabia humorem, można przymknąć na to oko.
Za wyjątkiem McInnerny’ego oraz Diviana Ladwy w roli najbardziej odklejonego spośród influencerów, aktorsko jest tu po prostu tragicznie. Większość członków obsady gra tak, iż zgrzytają zęby – nie zdziwiło mnie zatem, iż w ich filmografiach próżno jest szukać znanych i cenionych tytułów. Brak większej liczby aktorów z doświadczeniem czy choćby umiejętnościami podyktowany był prawdopodobnie ograniczonym budżetem, który widać nie tylko we wspomnianych już wyżej efektach specjalnych, ale i w ogólnym "production value". Dość powiedzieć, iż poza reżyserem (który, umówmy się, do czołówki w swojej profesji nie należy), największe doświadczenie w pracy przy poważnych produkcjach ma… kompozytor Ilan Eshkeri, znany z muzyki do "Gwiezdnego pyłu" czy popularnego ostatnio serialu "Strefa gangsterów". Scenarzyści, operator czy wielu innych członków ekipy zebrało nierzadko spore doświadczenie, ale na planach filmów i seriali klasy niższej niż B. Po seansie "Wyspy pająków" mogę już z całą pewnością stwierdzić, iż film Christophera Smitha nie był dla nich żadnym skokiem jakościowym.
Jako iż mamy okres halloweenowy, widzowie regularnie "konsumujący" kino grozy często obniżają wymagania wobec filmów będących kandydatami na październikowo-listopadowe seanse. I o ile powyższe stwierdzenie ma także zastosowanie wobec ciebie, drogi czytelniku, istnieje szansa, iż na "Wyspie pająków" będziesz nieźle się bawić. Pomimo obiektywnie niskiej jakości tej produkcji, nie sposób jej odmówić pewnego, cokolwiek koślawego uroku, za pomocą którego seans ten może przynieść całkiem sporą dawkę satysfakcji.
Już pierwszych kilkadziesiąt sekund filmu Christophera Smitha – człowieka stojącego za niezłym "Lękiem", ale też tytułami pokroju "Redukcji" czy "Uwolnić Mikołaja!" – sugeruje z jakiego rodzaju produkcją mamy do czynienia. Oto na łajbie zmierzającej na wspomnianą wyspę umieszczono kilkanaścioro influencerów wynajętych przez ów luksusowy hotel. Szczątkowe dialogi pomiędzy rzeczonymi gwiazdami mediów społecznościowych gwałtownie uświadamiają widzowi, z jakiego typu rozrywką ma do czynienia. Sztuczne, bełkotliwe wymiany zdań brzmią jak odrzuty z "The Room" Tommy’ego Wiseau, choć szczęśliwe są to jedynie złe miłego początki. Gdy "Wyspa pająków" odrobinę się rozkręca, a w obsadzie pojawiają się aktorzy z autentycznymi umiejętnościami, okazuje się, iż może być z tego całkiem przyzwoity halloweenowy seans.
Owi aktorzy z ekranowym doświadczeniem to Andy Nyman, oglądany ostatnio m.in. w "Wicked", oraz Tim McInnerny, znany z "Notting Hill", "Czarnej żmii" czy "Gladiatora II". Pierwszy z nich gra zarządcę hotelu, który promować ma grupa średnio rozgarniętych influencerów, drugi zaś jest pijakiem i dawnym aktywistą ekologicznym, który na tej samej wyspie prowadzi podupadły bar. Jest też ojcem Clary (Rose Williams), dziennikarki, która usiłuje dowieść, iż luksusowy hotel powstał nielegalnie, rujnując bezcenny ekosystem wyspy.
Próżni influencerzy i dziennikarka-idealistka rychło jednak pożałują przybycia na odciętą od świata wyspę. Ich pobyt zakłócą – a w większości przypadków także drastycznie zakończą –jadowite pająki, które błyskawicznie opanowują hotel i teren wokół niego. Pająki, rzecz jasna, wygenerowane kiepskiej jakości efektami specjalnymi – jeżeli spodziewacie się przekonującego zaprezentowania śmiercionośnych pajęczaków i grozy znanej choćby z "Arachnofobii", srogo się zawiedziecie. Bieda-rendering wygląda naprawdę rozczarowująco, ale iż "Wyspa pająków" sporo nadrabia humorem, można przymknąć na to oko.
Za wyjątkiem McInnerny’ego oraz Diviana Ladwy w roli najbardziej odklejonego spośród influencerów, aktorsko jest tu po prostu tragicznie. Większość członków obsady gra tak, iż zgrzytają zęby – nie zdziwiło mnie zatem, iż w ich filmografiach próżno jest szukać znanych i cenionych tytułów. Brak większej liczby aktorów z doświadczeniem czy choćby umiejętnościami podyktowany był prawdopodobnie ograniczonym budżetem, który widać nie tylko we wspomnianych już wyżej efektach specjalnych, ale i w ogólnym "production value". Dość powiedzieć, iż poza reżyserem (który, umówmy się, do czołówki w swojej profesji nie należy), największe doświadczenie w pracy przy poważnych produkcjach ma… kompozytor Ilan Eshkeri, znany z muzyki do "Gwiezdnego pyłu" czy popularnego ostatnio serialu "Strefa gangsterów". Scenarzyści, operator czy wielu innych członków ekipy zebrało nierzadko spore doświadczenie, ale na planach filmów i seriali klasy niższej niż B. Po seansie "Wyspy pająków" mogę już z całą pewnością stwierdzić, iż film Christophera Smitha nie był dla nich żadnym skokiem jakościowym.
Jako iż mamy okres halloweenowy, widzowie regularnie "konsumujący" kino grozy często obniżają wymagania wobec filmów będących kandydatami na październikowo-listopadowe seanse. I o ile powyższe stwierdzenie ma także zastosowanie wobec ciebie, drogi czytelniku, istnieje szansa, iż na "Wyspie pająków" będziesz nieźle się bawić. Pomimo obiektywnie niskiej jakości tej produkcji, nie sposób jej odmówić pewnego, cokolwiek koślawego uroku, za pomocą którego seans ten może przynieść całkiem sporą dawkę satysfakcji.


















