"Alfa" dosłownie rozwaliła system. Jest jedynką Netflixa w aż 90 krajach naraz

natemat.pl 2 godzin temu
"Alfa" zadebiutowała na Netfliksie 24 kwietnia i dosłownie rozbila bank. Jest trzecią największą premierą Netflixa, ale nawieksze wrażenie robi liczba krajów, w których jest "jedynką". Mimo iż krytycy i widzowie nie są zachwyceni survivalowym akcyjniakiem, to sypią się pochwały pod adresem Charlize Theron i "szalonego" Tarona Egertona.


Można marudzić, iż amerykański Netflix stawia w tym roku głównie na dwa gatunki – akcję i komedię. Wyniki pokazują, iż to działa, więc nic dziwnego, iż platforma trzyma się swojej złotej formuły.

"Alfa" zadebiutowała z wynikiem 38,2 mln wyświetleń, stając się trzecią największą premierą 2026 roku. Lepszy start zaliczyły jedynie "Łup" z Mattem Damonem i Benem Affleckiem oraz "Maszyna do zabijania" z Dennisem Quaidem. Film z Charlize Theron wyprzedził jednak zmiażdżony przez krytyków i widzów "Morderczy żywioł". Ponieważ wszystkie te tytuły otworzyły się na podobnym poziomie, o ich rzeczywistym sukcesie zdecydują dopiero kolejne tygodnie oglądalności.



Charlize Theron dobrze zna smak sukcesu na Netflixie. "The Old Guard 2" z 2025 roku przyciągnął 37,5 mln widzów w pierwszym tygodniu od premiery. Dla porównania pierwsza część z 2020 roku osiągnęła 78 mln wyświetleń w ciągu czterech tygodni. Z kolei "Akademia Dobra i Zła" z 2022 roku, również z laureatką Oscara w obsadzie, wystartowała z 32 mln wyświetleniami, od razu trafiając na 1. miejsce rankingu na Netflixie.

Jeszcze większe wrażenie robi zestawienie top 10 ze wszystkich rynków Netflixa. Jak wynika z danych serwisu FlixPatrol, w środę 29 kwietnia "Alfa" znalazła się na szczycie rankingów w aż 90 krajach i terytoriach (w tym w Polsce), co oznacza, iż mamy do czynienia z globalnym hitem.

O czym jest "Alfa" Netflixa? Charlize Theron ucieka przed Taronem Egertonem


Hit Netflixa to opowieść o wspinaczce, która gwałtownie zamienia się w desperacką walkę o przetrwanie. Po śmierci swojego męża (Eric Bana z "Troi" i "Dzikości") pogrążona w żałobie Sasha wybiera się samotnie do fikcyjnego Parku Narodowego Wandarra w Australii. Na odludziu zostaje namierzona przez niebezpiecznego łowcę, który poluje na nią jak drapieżnik. Odcięta od świata i pozbawiona wsparcia, kobieta musi wykorzystać wszystkie swoje umiejętności, spryt i znajomość terenu, by przeżyć.

Za kamerą stanął islandzki filmowiec Baltasar Kormákur, która survivalowe kino ma w małym paluszku – ma na koncie "Everest", "Bestię" czy "41 dni nadziei". Film jest światowym przebojem, ale nie zachwycił. Pozytywnych jest jedynie 65 proc. recenzji krytyków, natomiast wśród publiczności odsetek pochlebnych opinii pozostało niższy i wynosi 53 proc.

Widzowie są jednak pod wrażeniem ról dwójki głównych aktorów. Na pierwszym planie błyszczy Charlize Theron, pochodząca z RPA gwiazda "Mad Maxa: Na drodze gniewu" i "Atomic Blonde", która w ostatnich latach stała się ikoną kina akcji.

Jak pisaliśmy w naTemat, laureatka Oscara za "Monster" samodzielnie wykonała niebezpieczne sceny, co oznacza, iż nie zastąpił jej w nich kaskader. Na ekranie nieraz widzimy, jak hollywoodzka gwiazda wisi na skalnej ścianie, a pod nią rozciąga się przepaść. 50-letnia aktorka trenowała do roli Sashy u Beth Rodden, amerykańskiej ekspertki od wspinaczki sportowej i pierwszej kobiety, której udało się pokonać Meltdown, niezwykle trudną ścianę wspinaczkową w Parku Narodowym Yosemite w Stanach Zjednoczonych.

Zachwyty budzi też Taron Egerton, który do tej pory kojarzył się z (umiarkowanie) "miłymi facetami". 36-letni walijski gwiazdor "Rocketmana", "Kingsmana" czy "Czarnego ptaka" – który ostatnio pokazał mroczniejszą stronę w serialu "Dym" – dosłownie zamienił się w psychopatycznego mordercę, a jego rola jest niesamowicie fizyczna. Mimo to krytycy i widzowie narzekają, iż "Alfa" – choć świetnie zrealizowana i pięknie sfotografowana – jest "do zapomnienia" i "bez duszy".

Idź do oryginalnego materiału