Piotr Tkacz: Jaka była twoja pierwsza reakcja na zaproszenie, żeby zagrać z Amadeusem?
Kimmo Pohjonen: Bardzo spodobał mi się ten pomysł. „Uniko” zostało pierwotnie skomponowane na kwartet smyczkowy, ale kiedy wykonałem je po raz pierwszy z Tallinn Chamber Orchestra, zrozumiałem, iż o wiele lepiej brzmi z większym zespołem.
Zagranie go dobrze z Amadeusem to wielkie wyzwanie, którego wyczekuję z radością. Nie mogę się doczekać spotkania z orkiestrą w czerwcu.
PT: Czy możesz opowiedzieć o tym utworze? Co było inspiracją i jak wyglądał proces komponowania?
KP: Utwór powstał na zamówienie Kronos Quartet. Pomysłem było poszukiwanie kombinacji brzmieniowej żywych instrumentów i sampli. Jak połączyć sample smyczków i ich naturalne brzmienie razem z moim elektroakustycznym akordeonem i głosem. Tak więc tą kombinacją chciałem stworzyć świat brzmieniowy, których był wcześniej niesłyszany.
Taka kombinacja sampli i żywego brzmienia pozwala także wytworzyć masywne partie orkiestrowej w kontrze do bardzo subtelnych małych akustycznych brzmień. Poszukuję więc silnych kontrastów od fortissimo do nagłego pianissimo. Teraz, gdy od kwartetu przeszliśmy do orkiestry kameralnej, tak jak to będzie również w Poznaniu, te kontrasty głośności mogą być choćby mocniejsze.

fot. Petra Cvelbar
W „Uniko” chciałem dotrzeć do pokładów nowych emocji. Ważne było dla mnie stworzenie czegoś stymulującego i nasyconego uczuciami, żeby zapewnić słuchaczom i nam samym przygodę. Muzyka ta ewoluowała, podczas kilku koncertów w różnych krajach stała się lepsza i jest teraz choćby mocniejsza, niż gdy została wymyślona.
Wpłynęły na nią fińska natura, zmiany klimatu, kwestie polityczne, wojna, w zasadzie życie wokół nas.
Podczas procesu komponowania sporo improwizowałem i dlatego moje własne partie są wciąż częściowo improwizacjami i dają mi trochę przestrzeni, żeby za każdym razem inaczej się wyrażać. W dodatku dwie sekcje z siedmiu przewidują improwizację orkiestry.
Dużym wyzwaniem przy „Uniko” było skomponowanie muzyki wolnej od ram gatunkowych. Muzyki, która zadziałałaby zarówno na publiczność siedzącą, jak i stojącą. Graliśmy tę muzykę w salach koncertowych, na festiwalach jazzowych i muzyki świata, choćby na festiwalach rockowych, no i oczywiście klasycznych: w Brooklyn Academy of Music, Carnegie Hall, Barbican w Londynie, w ramach Colours of Ostrava (dla dziesięciu tysięcy ludzi!), FMM Sines Sinews World Music Festival itd.
W 2011 ukazał się album z kompozycją nagraną przez Kronos Quartet. Przez trzy miesiące był na pierwszym miejscu World Music Charts Europe. Od tego czasu ta muzyka przemierzyła cały świat i obecna wersja z orkiestrą kameralną jest dla mnie czymś szczególnie ważnym. Bardzo się cieszę na dzielenie tego doświadczenia z Amadeusem.
PT: Jakie jest największe wyzwanie w tym utworze dla orkiestry?
KP: Trudno na to odpowiedzieć, to zależy od orkiestry. Ten utwór wymaga bardzo dokładnego przestrzegania temp i synchronizacji z elementami rytmicznymi. Do tego dochodzi wymóg wyjścia poza partyturę w niektórych miejscach, gotowość do wyskoczenia z kontekstu normalnego klasycznego grania, co może być wyzwaniem.
PT: Cofnijmy się trochę w czasie – czy możesz opowiedzieć o tym, dlaczego zdecydowałeś się grać na akordeonie?
KP: Zacząłem grać w wieku dziesięciu lat, dlatego iż mój tato także grał na akordeonie. Przystąpiłem razem z nim do lokalnego klubu. W latach 70. byłem jedynym dzieckiem w tym gronie, reszta to byli dorośli. Trochę wstydziłem się grania na tym instrumencie, był on wtedy zupełnie niefajny . Grali na nim przede wszystkim starsi ludzie i muzyka też była stara, taka wojenna. Ale jakoś kontynuowałem i z czasem zacząłem do tego podchodzić coraz poważniej.
Zacząłem uczyć się muzyki klasycznej, poszedłem do Akademii im. Sibeliusa, wybrałem wydział muzyki folkowej i uzyskałem tam dyplom. Dlatego też muzyka folkowa zawsze była dla mnie ważna, choćby jeżeli przez ostatnie trzydzieści lat próbuję tworzyć inną muzykę.
PT: Czy miałeś, albo przez cały czas masz, jakichś mistrzów instrumentu, którzy mieli na ciebie wpływ? I jakie w ogóle są twoje inspiracje?

fot. Tuomo Manninen
KP: Było wiele takich postaci, z różnych kultur, a zwłaszcza z mojej własnej kultury, dopóki nie zacząłem komponować całkowicie własnej muzyki.
Przez ostatnie trzydzieści lat, kiedy zajmowałem się swoją muzyką, starałem się nie myśleć o żadnych mistrzach. Odnalezienie własnego głosu oznacza, iż po prostu próbowałem znaleźć swoje własne, wyjątkowe podejście do akordeonu. A także unikalne brzmienie. Zmiana wizerunku tego instrumentu nie jest łatwym zadaniem.
Zasadniczą kwestią jest teraz dla mnie to, jak używać elektroniki. Mój obecny instrument to akordeon elektroakustyczny i wszystkie dźwięki, które gram, tworzę sam, nie korzystając z fabrycznych ustawień. Jak wspominałem, muzyka folkowa zeszła u mnie na dalszy plan, a celem jest stworzenie muzyki wolnej od ograniczeń gatunkowych. Dla mnie „Uniko” jest czymś takim.











