Aidan Mullen przeżył katastrofę autobusu Metalliki, w której zginął Cliff Burton. Po 40 latach technik zespołu wrócił do tragicznych wydarzeń i opowiedział, co działo się we wraku.
Aidan Mullen pracował jako technik gitarowy Metalliki podczas trasy Damage, Inc. Do zespołowej ekipy dołączył zaledwie kilka tygodni przed tragedią. W nocy z 26 na 27 września 1986 roku podróżował autobusem ze Sztokholmu do Kopenhagi. Spał na pryczy znajdującej się nad miejscem Cliffa Burtona.
Mullen obudził się jeszcze przed wypadkiem. Według jego relacji autobus wpadł w poślizg i obrócił się o 180 stopni. Następnie pojazd przewrócił się na bok. Mullen i Burton wypadli przez okno. Technik znalazł się pod gruzami, a basista leżał częściowo na jego ramieniu.
Fot.: materiały zespołuSytuacja gwałtownie stała się dramatyczna. Mullen nie mógł się poruszać ani swobodnie oddychać. Nie wiedział też, w jakim stanie znajduje się Burton. Pomoc nadeszła, gdy do wraku dotarł kierownik produkcji Metalliki, Bobby Schneider. Zauważył poruszające się nogi Mullena i zaczął usuwać elementy blokujące technika.
Po odzyskaniu oddechu Mullen zorientował się, iż obok niego znajduje się Cliff Burton. Poprosił Schneidera o pomoc dla basisty. Usłyszał jednak krótką odpowiedź: „Nie martw się o Cliffa”. Dopiero wtedy zrozumiał, iż Burton nie żyje.
Mullen doznał podczas katastrofy kilku obrażeń. Złamał palce u rąk i nóg oraz zwichnął bark. Wypadek pozostawił po sobie także trwały ślad psychiczny. Technik przyznał, iż do dziś odczuwa niepokój podczas podróży autobusem.
Dzień przed tragedią Metallica zagrała koncert w Sztokholmie. Był to ostatni występ Cliffa Burtona. Mullen wspomina, iż po koncercie spędził z basistą czas. Obaj pili, żartowali i rozmawiali z lokalnymi znajomymi.
Historia Mullena rzuca nowe światło na katastrofę Metalliki z 1986 roku. Jego relacja pokazuje tragedię z perspektywy człowieka, który znalazł się we wraku obok Cliffa Burtona i sam cudem uniknął śmierci.
Fot. wyróżniające: materiały zespołu














