Roman Czejarek, autor popularnych audycji, dziennikarz i reporter Polskiego Radia natrafił ostatnio w sieci na "zabawnego" mema, który początkowo wydał mu się dosyć absurdalny. Produkt sprowadzony zza granicy miał być dużo tańszy niż ten wytworzony w Polsce. Dziennikarz postanowił osobiście sprawdzić, czy to rzeczywiście niewinny mem, czy może jednak smutna rzeczywistość. Wizyta w sklepie dała mu do myślenia.
REKLAMA
Zobacz wideo Ceny mieszkań w Warszawie? Studenci mówią jednym głosem [SONDA]
Roman Czejarek zaskoczony cenami polskich produktów. "I czego tu nie rozumiesz?"
Dziennikarz wybrał się do jednego z popularnych sklepów, w którym porównał ceny ananasa sprowadzonego z Kostaryki i polskiej włoszczyzny. To, co zobaczył wprowadziło go w niemałe zakłopotanie. Ananas w promocji kosztował niecałe sześć złotych, włoszczyzna ponad osiem. "Po lewej ananas z Kostaryki. To tak około 10000 km od Polski (w linii prostej). Fakt, iż na promocji. Ktoś go wyprodukował (bez dopłat), ktoś go przewiózł przez pół świata (bez dopłat), ktoś go opisał, zapakował, zaksięgował itd. Cenę widać. Obok polska włoszczyzna, wyhodowana teoretycznie kilka kilometrów od tego samego sklepu. Z unijnymi dopłatami do hektara, zwrotem akcyzy za paliwo, dotowaną ceną energii itd. Mniej więcej dwa razy droższa. I czego tu nie rozumiesz? Kurtyna" - grzmiał. Na dowód zamieścił dwa zdjęcia z tego samego marketu, na których widać wspominane ceny. Internauci nie przebierali w słowach.
Roman Czejarek pokazał ceny w polskich sklepach. Internauci podzieleni
Pod wpisem dziennikarza zaroiło się od komentarzy. Zdecydowana większość, podobnie jak Czejarek, nie rozumie, skąd tak wysokie ceny polskich produktów. "W punkt. Mnie też wyprowadza z równowagi fakt, iż polskie jabłka są droższe niż pomarańcze i mandarynki. (...) O co tu chodzi? Polska to kraj absurdu, a coraz częściej bywa, iż absurd goni absurd. Nikt niczego nie kontroluje" - czytamy. Inni z kolei gwałtownie znaleźli wyjaśnienie na taki stan rzeczy. "Ananasy produkowane są przez cały rok, często w krajach, w których pensja minimalna to przysłowiowa miska ryżu. Włoszczyzna tylko sezonowo, głównie w krajach o nieco wyższych kosztach", "Ananasy z Kostaryki są tanie, a polskie warzywa drogie nie dlatego, iż transport z Ameryki Środkowej jest 'prawie darmowy', ale dlatego, iż działają zupełnie różne modele produkcji rolnej" - pisali. Zgadzacie się z ich słowami?



