Zdjęcie: Metallica_01
Wtorek 19 Maja na Stadionie Śląskim w Chorzowie przejdzie do historii nie tylko jako triumfalny powrót Metalliki na Śląsk po 18 latach, ale też jako jeden z najlepszych występów zespołu w Polsce w XXI wieku. Kocioł Czarownic zapłonął dosłownie i w przenośni, udowadniając, iż kalifornijska legenda wciąż potrafi zjednoczyć pokolenia.
Wczorajszy koncert przeszedł też do historii obiektu pod względem liczby zgromadzonej publiczności. Na Stadionie Śląskim stawiło się niemal 90 tysięcy fanów, co stanowi nowy rekord frekwencji tego miejsca. Widok rozentuzjazmowanego morza ludzi – od dzieciaków w za dużych koszulkach z logo Ride The Lightning, po weteranów pamiętających polskie występy z lat 80. – robił kolosalne wrażenie. Sam James Hetfield nie krył zdumienia ze sceny, dziękując z niedowierzaniem za to, iż po 45 latach grania „czterech starszych facetów” wciąż potrafi przyciągnąć takie tłumy.
Największą i najbardziej wyczekiwaną zmianą była jakość dźwięku. Każdy, kto bywał na ostatnich koncertach Metalliki na warszawskim PGE Narodowym, pamięta walkę z dudniącym echem i zlewającymi się w hałas przesterami.
Stadion Śląski pokazał, jak powinien brzmieć stadionowy metal. Otwarta przestrzeń i zupełnie inna bryła obiektu sprawiły, iż akustyka była bez porównania lepsza. W morderczym tempie Fuel selektywnie słychać było każdą partię, a harmonijne solówki duetu Hetfield-Hammett w Master of Puppets czy The Day That Never Comes cięły powietrze z chirurgiczną precyzją. Sekcja rytmiczna na czele z Larsem Ulrichem i trzęsącym ziemią basem Roberta Trujillo w końcu miała przestrzeń, by wybrzmieć potężnie, ale czysto.
Tradycją trasy M72 stały się lokalne muzyczne „wstawki” w wykonaniu Kirka Hammetta i Roberta Trujillo. W 2024 roku w Warszawie panowie zagrali Kocham Cię, kochanie moje Maanamu, Czesława Niemena czy Dżem. Wczoraj w Chorzowie poprzeczka została zawieszona równie wysoko – muzycy wzięli na warsztat Chcemy być sobą z repertuaru zespołu Perfect.
Trujillo zapowiedział ten moment, chwaląc polską scenę muzyczną, po czym z głośników popłynęły pierwsze akordy legendarnego hymnu buntu z lat 80. Tysiące gardeł natychmiast przejęło od basisty wokale, odśpiewując kultowy tekst Zbigniewa Hołdysa. To nie był tylko kurtuazyjny gest, ten utwór, z jego historycznym i wolnościowym ładunkiem, idealnie wpasował się w ciężką, bezkompromisową aurę całego wieczoru.
Z perspektywy fana ciężkich brzmień wczorajszy wieczór w Chorzowie miał wszystko: setlistę łączącą thrashowe korzenie z melancholią (rozświetlone telefonami Nothing Else Matters), gigantyczną produkcję (osiem potężnych ekranów wokół sceny umiejscowionej na środku płyty) i przede wszystkim zespół, który ewidentnie cieszył się tym, co robi. Obyśmy na ich kolejny powrót na Śląsk nie musieli czekać kolejnych osiemnastu lat.
Organizatorem koncertu Metalliki było Live Nation Polska.
Relacja: Rafał Cymy
Foto: Tomash Photography Tomasz Woźniak