6 tematów #64, premiera 26.10.2026 w Radio Kapitał
Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.
W tym odcinku:
Matematyczność natury – o instalacji „Pieśń do sekwencji” rozmowa z Magdą Jurek, artystką i projektantką, współtwórczynią studia Pani Jurek.
Półsen – o wystawie Basi Bańdy rozmawiamy ze Stachem Rukszą, dyrektorem Trafostacji Sztuki w Szczecinie.
Na owsianym, bez laktozy – o warszawskiej i berlińskiej edycji Festiwalu Myśli Abstrakcyjnej rozmowa z Agnieszką Wrzak, Karoliną Śmigiel i Dianą Gaik.
Formy zaangażowania – o konferencji „Sztuka zaangażowana. Praktyki artystyczne wobec wyzwań społecznych” mówią Karolina Izdebska i Maciej Kowalewski.
Wbrew – fragment dyskusji „Nieposłuszeństwo w kulturze i w działaniu” z udziałem Julii Derewieckiej i Przemysława Wielgosza
Romantyczna ekologia – z Katarzyną Czeczot i Michałem Pospiszylem, którzy przygotowali antologię wydaną w ramach Nowej Biblioteki Romantycznej PAN.
Zapraszamy!
TEMAT 1: Matematyczność natury
Co łączy szyszkę, słonecznik, nagietek i nową instalację studia Pani Jurek? Matematyka. W sposobie, w jaki rośliny układają liście, nasiona i płatki, można odnaleźć schematy opisywane przez ciąg Fibonacciego. To właśnie one zainspirowały „Pieśń do sekwencji” – ceramiczno-metalowy obiekt kinetyczny odsłonięty na początku października na placu przy Nowym Teatrze w Warszawie, podczas spotkania „Od nagietka do galaktyki”. Instalacja wprowadza do przestrzeni codziennych spotkań, bardzo lubianej przez dzieci, temat, który zwykle kojarzy się z podręcznikiem matematyki i przypomina, iż natura wytwarza formy o zaskakującej regularności. O tym co zmienia się, kiedy ceramiczny obiekt nie trafia do galerii ani do mieszkania, ale staje na publicznym placu rozmawiamy z Magdą Jurek, artystką i projektantką, współtwórczynią studia Pani Jurek.
Magda Jurek: Jest to rodzaj interaktywnej rzeźby w przestrzeni publicznej na placu Nowego Teatru, instalacji abstrakcyjnej, kolorowej, bardzo żywej, żółto-kobaltowo-czerwonej. Myślę, iż ona na pierwszy rzut oka w ogóle nie przypomina niczego, raczej jakąś kompozycję estetyczną, ale tak naprawdę odnosi się do zjawisk, które możemy obserwować w przyrodzie, czyli do matematyki i liczb, które rządzą naszym światem.
Można opisać tę rzeźbę jako dwa drzewka. Została zaprojektowana specjalnie do tej przestrzeni, na zaproszenie działu edukacyjnego Nowego Teatru. Hasłem wywoławczym było słońce, deszcz, wiatr. Próbując odpowiedzieć, razem z drugą częścią tego studia [Pani Jurek], czyli Michałem Boreckim, na to zagadnienie, zainspirowaliśmy się tymi zjawiskami w roślinach, bo one chyba w najbardziej widoczny, ale też bardzo piękny sposób odpowiadają na to pytanie. To, co jeszcze mnie w tym fascynuje i zachwyca, to element estetyki i tego, jak rozumiemy estetykę i dlaczego rzeczy wydają nam się piękne. Często odpowiedź jest również w matematyce – te wszystkie podziały i porządki po prostu są czymś bardzo naturalnym i bardzo podstawowym i my również jesteśmy opisani przez te porządki, więc może to odpowiada za to, iż rzeczy wydają nam się harmonijne. Tego dotyczy również ta rzeźba i refleksja.
Myślę, iż dwa lata będzie stała, mam nadzieję, iż to się wydarzy. To jest też z naszego punktu widzenia ogromna odpowiedzialność. Jest to pierwsza nasza realizacja w przestrzeni bardzo otwartej, publicznej. Zawsze o tym marzyliśmy, bo chcemy, żeby te rzeczy po prostu były publiczne, żeby żyły, żeby jak najwięcej osób mogło z nich korzystać. Jednocześnie czuję oczywiście presję i odpowiedzialność, bo jest to po prostu przestrzeń wspólna, więc akceptuję to, iż ktoś może na przykład nie reagować lub reagować źle na taki obiekt, ale mam nadzieję, iż ona tutaj osiądzie i iż będzie cieszyć. Wydaje mi się, iż ona jest też wesoła i mimo, iż kolorami nie odnosi się bezpośrednio do natury, nie chcieliśmy tej natury tak bezpośrednio przywoływać i jej powtarzać, natomiast ma w sobie dużo takiej witalności, jaką mają rośliny i przyroda.
TEMAT 2: Półsen
Bezsenność bywa stanem, w którym trudno już odróżnić noc od dnia, zmęczenie od napięcia, czuwanie od snu. Basia Bańda zaczęła regularnie doświadczać jej w 2024 roku. Nieprzespane noce stały się punktem wyjścia do obrazów, haftów i obiektów pokazywanych na wystawie „Półsen” w Trafostacji Sztuki w Szczecinie. Pierwsza część ekspozycji jest zapisem osobistego doświadczenia artystki, druga rozszerza perspektywę o przyczyny bezsenności, sposoby radzenia sobie z nią i wiedzę o biologii snu. Bańda zagląda w stan, który wymyka się słowom i logicznym opisom, a jednocześnie jest udziałem wielu osób. O wystawie, przygotowanej pod kuratorską opieką Ady Kusiak i czynnej do 10 stycznia przyszłego roku, rozmawiamy ze Stachem Rukszą, dyrektorem TRAFO.
Stach Ruksza: Basia Bańda jest w polskich środowiskach artystycznych osobą już dość mocno rozpoznawalną. Posiada swój charakterystyczny język, który na pierwszy rzut oka zwykliśmy kojarzyć z kolorem różowym. Więc wy wszyscy, którzy lubicie ten styl Basi, znajdziecie coś dla siebie. Ale to nie jest ta sama Basia Bańda, co zawsze. Jej sztuka bardzo mocno wyewoluowała i poza charakterystycznym językiem, czy też używaniem tożsamej dla niej kolorystyki, spotykamy bardzo zaskakującą sztukę, która z jednej strony wydawałaby się dość mocno zmysłowa, a z drugiej też niepokojąca.
O czym traktuje? Traktuje o śnie. A adekwatnie trochę o niedosypianiu i o pewnych dziwnych psychicznych nastrojach, takich jak lęk, niepokoje, ale też zmęczenie, które są trochę nieprzemyślaną w kulturze, a dzisiaj coraz bardziej dotyczącą nas wszystkich kategorią. Bo czym jest sen w kulturze? Śnili wieszczki, wieszczowie, kultura była pisana przez sny albo przez opowieści w narracji snu. Dzisiaj sen wydawałoby się, iż w późnym kapitalizmie znalazł jeszcze inne miejsce, i o tym w bardzo zmysłowy, sensualny sposób opowiada wystawa Basi Bańdy, na którą serdecznie Was zapraszam.
Na wystawie zobaczymy kilkadziesiąt nowych prac powstających od 2024 roku, więc tutaj mamy też zapis prawie trzech lat pracy artystki, kilkadziesiąt prac olejnych na płótnie, kilka obiektów artystycznych, instalacji rzeźbiarskich, ale które wychodzą w jakiś sposób z obrazu. Czuć, iż to jest jej żywioł, iż Basia jest zwierzęciem malarskim. Bardzo pięknie ze sobą te prace się komponują, tworzą taką przestrzeń trochę do medytacji, ale trochę jednak do refleksji na temat tego creepy, niepokojącego stanu. Basia Bańda, jak wspomniałem, jest bardzo rozpoznawalną postacią w polskim życiu artystycznym. Ten jej kolor różowy zaczęliśmy, tak jak w przypadku innych artystek, trochę sztampowo kojarzyć z tym, co nazywano często tak zwaną sztuką kobiecą. Myślę, iż byłoby to zbytnie uproszczenie. Ta sztuka ogromnie ewoluowała. Może inaczej, ewoluowało też nasze postrzeganie, które było zdolne wyjść z pewnych szufladek do tego, żeby traktować róż tak samo jak inny, poważny kolor, jak czerwień, czerń, bądź biel.
TEMAT 3: Na owsianym, bez laktozy
Dopłata dwóch złotych za mleko owsiane w kawie może być wyborem etycznym, sygnałem statusu albo wydatkiem, na który kogoś po prostu nie stać. Takim codziennym drobiazgiem 11. Festiwal Myśli Abstrakcyjnej w Warszawie otworzył rozmowę o klasach społecznych. Hasło „Na owsianym, bez laktozy” prowadziło do dyskusji o klasie średniej, awansie, wstydzie, pochodzeniu, pracy i pragnieniach, których często nie rozpoznajemy jako klasowych. W programie znalazły się między innymi rozmowy o hegemonii mieszczaństwa, zwrocie ludowym i klasowych obrazach w popkulturze. Po latach działania w Warszawie festiwal po raz pierwszy wyrusza też do Berlina. Tam 27 i 28 listopada zajmie się doświadczeniem życia między europejskim centrum a peryferiami, migracją i potrzebą dopasowania. O obu odsłonach rozmawiamy z organizatorkami Festiwalu Myśli Abstrakcyjnej: Agnieszką Wrzak, Karoliną Śmigiel i Dianą Gaik.
Agnieszka Wrzak: Lubimy abstrakcję. Fajnie jak każdy z nas myśli abstrakcyjnie, uczy się abstrakcyjnego myślenia. Głównym tematem w tym roku były klasy społeczne. Rozmawialiśmy o przywilejach, obciachu, guście oraz o wszystkim, czym wiąże się temat klas społecznych. Można było wziąć udział w warsztatach, w wykładach, ale również w cudownym pub quizie i wygrać supernagrodę. To, co najbardziej lubię w tym festiwalu, to jest to, iż on zawsze pozwala się nam – organizatorkom – rozwijać, ale również rozwijać ludziom poza gmachami uniwersytetów. To zawsze nam przyświeca, żeby ta myśl uniwersytecka wyszła poza gmachy i zeszła do nas, do ludzi, trochę niżej. Dlatego ten festiwal łączy w sobie zarówno myśl akademicką i wykłady akademickie, ale również bardzo, jak my to nazywamy, abstrakcyjne wydarzenia. Są to i wystawy, i spacery, warsztaty wszelkiej maści, pracownie artystyczne oraz również pub quizy, czyli łączymy to wszystko z zabawą.
Karolina Śmigiel: Mieliśmy dużo rozmów i spotkań. Odbyły się dwa panele – jeden był poświęcony zwrotowi ludowemu w ujęciu klasy. Tutaj gościliśmy profesora Ledera, bardzo się z tego cieszymy, ponieważ już od wielu lat próbujemy zaprosić go na spotkanie, więc to był idealny temat do goszczenia go tutaj. Myślę, iż takim tematem, który mi jest szczególnie bliski, to kwestia pracy reprodukcyjnej kobiet. Jest tutaj taka nowa książka, która dotyczy takiego feminizmu, który jest bardzo odległy od feminizmu liberalnego. Wątek związany z pracą kobiet, opiekuńczą, ale też kobiet wyzyskujących inne kobiety. Myślę, iż to jest bardzo interesująca rzecz i trochę w polskim feminizmie jeszcze za mało się o tym mówi, więc cieszę się, iż Katarzyna Szopa, która zajmuje się kwestiami feministycznymi, przyjęła nasze zaproszenie i przyjechała do nas. Odbyły się również warsztaty i pracownie poświęcone ekologii politycznej. Zastanawialiśmy się, czy kwestia klasowa dotyczy również ekologii i jak najbardziej tak, zresztą wszystko jest polityczne, więc i kwestie naszych wyborów konsumenckich, ale też tego, kto jest odpowiedzialny za kryzys, który mamy, a kto tak naprawdę najbardziej na nim cierpi. To też jest wątek związany z klasowością. Robiliśmy warsztaty, zastanawialiśmy się nad możliwościami rewolucji, czy rewolucja jest możliwa do przeprowadzenia. Ja mam nadzieję, iż choćby w takim wyobrażeniowym sensie, super rozruszać naszą głowę i pomyśleć sobie o tym, iż tak, inna rzeczywistość jest możliwa i czasem trzeba ją po prostu wywalczyć. Festiwal w ogóle ma taki cel, żebyśmy się spotykali, rozmawiali, wyważali systemy, choćby o ile to jest wyobrażeniowe. Kto wie, może to kiedyś doprowadzi do jakichś praktycznych konsekwencji.
Diana Gaik: W tym roku mamy też edycję w Berlinie – jest to absolutna nowość, cieszymy się, iż nasz festiwal się tak rozrasta. Odbędzie się ona od 27 do 28 listopada. Tematem i takim hasłem przewodnim będzie (Not) trying to fit in. Stwierdziłyśmy, iż to opisuje trochę pozycję Polski, która jest pomiędzy wschodem i zachodem, trochę próbuje się dostosować, ale może też szuka swojej drogi. Będziemy więc rozmawiać o takim ogólnym temacie półperyferii. Super się złożyło, bo Czas kultury wydaje teraz numer grudniowy o pękaniu półperyferii i co się dzieje w tym obszarze, jakie zmiany migracyjne zachodzą na tych obszarach, ekonomiczne, społeczne. Będziemy rozmawiać właśnie o migracji jako stanie bycia pomiędzy, jedząc pierogi, nasz wspólny, polski znak rozpoznawalny. Będzie również spotkanie wokół tematu ekologii ucieczkowych, tych różnych obszarów nieoczywistych, bagiennych, które bardzo mocno charakteryzują Europę Wschodnią, które były miejscem schronienia dla osób. To bycie pomiędzy jest dla nich jakoś charakterystyczne. Okazuje się, iż ta berlińska edycja przypada na czas polskich Andrzejek, które nie są znane, więc będziemy też lać wosk, pracować z mapami i różnymi spekulacjami na temat tego, czym jest wspólnota, jak może ona wyglądać. Jeszcze jedna ważna rzecz. Dla osób, które nie mogły być na naszym festiwalu: polecam wejść na naszą stronę. Będą tam zapisy audio wszystkich naszych wykładów. Będziecie mogli je odsłuchać.
TEMAT 4: Formy zaangażowania
Podczas konferencji „Sztuka zaangażowana. Praktyki artystyczne wobec wyzwań społecznych”, zorganizowanej 13 października w Szczecinie, socjolożki, badacze i artystki przyglądali się bardzo różnym formom wychodzenia sztuki poza pole twórczości. Hanna Mamzer mówiła na przykład o nieoczywistych pomnikach zwierząt, Anita Basińska i Monika Rosińska o projektowaniu mokradeł, a Barbara Lewicka i Paweł Ćwikła podjęli próbę zdefiniowania sztuki „źle zaangażowanej”. W programie znalazły się też wystąpienia o politycznym wymiarze Eurowizji, instagramowym aktywizmie i street arcie. Rozmawialiśmy z Karoliną Izdebską i Maciejem Kowalewskim z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego, który przygotował konferencję wspólnie z Trafostacją Sztuki i Polskim Towarzystwem Socjologicznym.
Karolina Izdebska: Temat konferencji to sztuka zaangażowana. Wybraliśmy go w związku z tym, iż dzisiaj adekwatnie trudno powiedzieć, iż sztuka stanowi jakiś odrębny obszar naszej działalności. Ona mocno wnika w rzeczywistość, jak zresztą Ludwiński już wcześniej zapowiadał w ramach swojej koncepcji epoki postartystycznej. Sztuka, wierzymy w to, ma taką moc sprawczą, przynajmniej w tym sensie, iż zachęca do dyskusji, otwiera pewne tematy, szczególnie związane z trudnymi zjawiskami. Sztuka zaangażowana wychodzi naprzeciw tym problemom. To są bardzo różnorodne tematy. Temat uchodźstwa, bezdomności, kryzysu klimatycznego. Wszystkie te tematy dzisiaj w zasadzie będą się w ramach konferencji pojawiały.
Maciej Kowalewski: Udało się tutaj zebrać badaczy, ale też osoby artystyczne, które w swojej pracy mierzą się z tematem zaangażowania. To adekwatnie jest takie prowokacyjne ujęcie, bo trudno mówić o sztuce obojętnej albo budzącej obojętność. Organizatorom chodziło przede wszystkim o to, żeby przypominać, iż indywidualna postawa osoby artystycznej, ale też to, co dzieje się z odbiorem sztuki, zawsze wywołuje jakąś społeczną reakcję, społeczne przesunięcie. Ja najchętniej tropię ślady polityczne i przyglądam się temu, w jaki sposób artyści i ich produkcje uczestniczą w tzw. polu politycznym. Nie mam na myśli tylko tego, iż artyści opowiadają się za tym, czy za innym poglądem, ale to, w jaki sposób odbiór sztuki i kontekst, w którym ona jest wytwarzana, stanowi część politycznej dyskusji. Jest tu sporo wątków dotyczących środowiska i zmiany klimatycznej, a ponieważ coraz bliżej mi ostatnio do roślin i tego, co zielone, to słuchałem z wielką uwagą wystąpienia o mokradłach. A pozostało opowieść o muzeach wobec kryzysu klimatycznego.
Karolina Izdebska: Zwykle staramy się przygotować publikacje. Nie zawsze to się udaje z różnych względów, ale staramy się zebrać te przemyślenia i badania w taką zobiektywizowaną formę, żeby osoby, które nie mogły uczestniczyć w konferencji, mogły się z tymi tematami zapoznać. Dla nas ważne jest poznanie tych relacji między światem sztuki, twórcami, artywistami, aktywistami, a badaczami. Tak naprawdę te dwa obszary bardzo się uzupełniają. Dla nas jako badaczy sztuka jest swoistym barometrem nastrojów społecznych, postaw, a z drugiej strony artyści, szczególnie ci zaangażowani, coraz częściej współpracują z ekspertami, z badaczami w bardzo różnych tematach, szczególnie ostatnio, jeżeli chodzi o kryzys klimatyczny na przykład.
Maciej Kowalewski: Dodam jeszcze tylko, iż efekty zeszłorocznej konferencji są dostępne w tak zwanym otwartym dostępie, w czasopiśmie Przegląd Socjologiczny, i są do pobrania ze strony.
TEMAT 5: Wbrew
„Nieposłuszeństwo” było hasłem tegorocznego, 18. Festiwalu Conrada w Krakowie, który przyglądał się różnym sposobom kwestionowania zastanych reguł – w literaturze, sztuce, ale też w podejmowaniu konkretnych akcji. Podczas panelu zatytuowanego „Nieposłuszeństwo w kulturze i w działaniu” wraz z aktywistką Julią Derewiecką i publicystą, wydawcą i autorem wielu tekstów Przemysławem Wielgoszem, zastanawialiśmy się m.in. nad tym czym jest posłuszeństwo, jak się dziś przejawia, kiedy odmowa staje się początkiem rzeczywistej zmiany. Przedstawiamy fragment tej dyskusji, poświęcony pytaniu odwrotnemu do festiwalowego hasła, a mianowicie czym dziś jest posłuszeństwo?
Przemysław Wielgosz: Jesteśmy w takim społeczeństwie, w którym, jak mawiał Louis Althusser, jesteśmy apelowani do pewnych aktywności. Niekoniecznie nam się zakazuje różnych rzeczy, ale bardzo często nas się ku czemuś skłania. To jest bardzo często dzisiaj forma artykulacji posłuszeństwa. To oczywiście taka przewrotna definicja, ale wydaje mi się, iż da się ją udowodnić, na przykład spoglądając na to, co się dzieje w mediach społecznościowych, gdzie wszyscy są strasznie aktywni w różnego rodzaju nagonkach, pogromach, takich właśnie wirtualnych wykluczeniach, napiętnowaniach itd. To są formy cyfrowej aktywności, aktywizmu choćby bym powiedział, które zarazem są formami – według mnie – skrajnego posłuszeństwa wobec tego porządku, ponieważ zostały zaplanowane przez najważniejszy, najbardziej rentowny, najpotężniejszy dzisiaj sektor kapitału, dokładnie po to, żebyśmy się spalali w tych zabawach, nie poddając ani refleksji krytycznej, już nie mówiąc o praktyce krytycznej, rzeczywistości, która znajduje się poza mediami społecznościowymi. To nie oznacza, iż nie żyjemy w świecie, w którym te wszystkie tradycyjne formy posłuszeństwa i wymuszania posłuszeństwa istnieją. Bardziej chodzi o to, w jaki sposób nas się skłania do tego, żebyśmy byli posłuszni wobec panującego porządku. One oczywiście są, bo to nigdy nie jest tak, iż jak pojawia się nowa formuła zarządzania społeczeństwem, nastrojami, emocjami społecznymi, to te inne znikają. Wiara w to, iż tak jest, jest też elementem panującej ideologii. To jest osobny wątek.
Wielokrotnie się zdarzało w ostatnich latach, iż mówiono nam, iż pewne rzeczy już się nie liczą, ponieważ mamy automatyzację, więc na przykład kwestie pracownicze się nie liczą, bo teraz będziemy wszyscy się bawić dobrze dzięki komputerów, sieci itd. Okazało się, iż nie do końca… Gospodarka niematerialna nie zniosła nam materialności kapitalizmu. Chociaż istniała taka kategoria na początku lat 2000., jak gospodarka niematerialna, wszyscy się nią fascynowali. Myślę sobie, iż dzisiaj bardzo często jesteśmy apelowani przez system do tego, żeby działać w sposób, który ten system reprodukuje. To jest jedna z takich nowych rzeczy, jeżeli chodzi o wymuszenie posłuszeństwa, ale cała reszta też istnieje. o ile ludzie już wychodzą na ulicę, to wtedy władza sobie natychmiast przypomina o tym, iż ma całą paletę narzędzi, dzięki których może wymusić posłuszeństwo. Czyli powrót przed ekran telefonu.
Julia Derewiecka: Ja na pewno zaczęłabym od określenia posłuszeństwa jako formy bierności, ale myślę, iż taki najbardziej jaskrawy, paradoksalnie, przejaw posłuszeństwa to próba zachowania tzw. apolityczności. Kiedy staramy się nie wychylać i ulegamy przez to przeświadczeniu, iż można być neutralnym, iż można nie zabierać głosu i to jest okej, to de facto jest niemożliwe. Posłużę się cytatem z Desmonda Tutu, czyli działacza antyapartheidowego z RPA, który powiedział, iż jeżeli w sytuacji niesprawiedliwości wybierasz postawę neutralności, to stajesz po stronie opresora. Widzimy to w dzisiejszym świecie adekwatnie na każdym kroku. Tej niesprawiedliwości jest mnóstwo i to, co moim zdaniem jest najbardziej jaskrawym przejawem, tym, co myślę, iż osobom z mojego pokolenia ukazało właśnie ten problem, jest kwestia Palestyny. Sprawa palestyńska, ludobójstwo w Strefie Gazy, wobec którego nie da się zachować neutralności. jeżeli wybieram, żeby o tym nie mówić, to de facto przyczyniam się do tego, aby ta sprawa została zakopana, przemilczana. Tak jest z bardzo wieloma kwestiami, problemami na całym świecie, które są tak blisko nas, a które jesteśmy na tyle w komfortowej pozycji, żeby zignorować. Na przykład sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. Doświadczamy tego, iż strzela się do ludzi, którzy szukają schronienia, uciekają przed bardzo trudnymi sytuacjami, przed wojną, przed represjami i możemy to po prostu zignorować. Możemy żyć tak, jakby to się nie działo i to realnie przyczynia się do śmierci tych ludzi.
TEMAT 6: Romantyczna ekologia
Romantycy widzieli w przyrodzie coś więcej niż malowniczy pejzaż i scenerię ludzkich uniesień. Już na początku XIX wieku pytali, dokąd prowadzi rabunkowe wykorzystywanie zasobów, grodzenie wspólnej ziemi i przemysłowy rozwój, któremu podporządkowuje się życie ludzi i innych istot. Zebrane w tomie „Romantyzm i ekologia” teksty pokazują, iż myślenie o granicach wzrostu, przemocy wobec natury i społecznych kosztach eksploatacji ma znacznie dłuższą historię, niż zwykliśmy sądzić. Antologia wydana przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk podważa wyobrażenie romantyzmu jako wyłącznie zachwytu nad dziką przyrodą. Co z tych dziewiętnastowiecznych sporów brzmi dziś zaskakująco aktualnie? O tym rozmawiamy z Katarzyną Czeczot i Michałem Pospiszylem, którzy przygotowali ten tom.
Katarzyna Czeczot: Ta antologia to w pewnym sensie kontynuacja naszych prac, jakie wykonaliśmy przygotowując książkę Romantyczny antykapitalizm. To jest takie spojrzenie, które wydawało mi się, iż jest w polskiej humanistyce dosyć nieobecne, bo nam romantyzm, mówię teraz o polskojęzycznym obiegu, kojarzy się przede wszystkim z próbą odzyskiwania niepodległości, z budowaniem nowych narracji, które mają zbudować wspólnotę narodową. Natomiast wiemy, iż jest angielski romantyzm, w którym przejawia się niezwykła wrażliwość wobec natury. Jest też Dickens, który nie może patrzeć na wszystkie przemiany przemysłowego Londynu i z ironią opisuje to, jak dym z kominów nie pozwala ludziom rozpoznawać znajomych na ulicy. Chcieliśmy pokazać, iż w polskim romantyzmie, a adekwatnie w tym romantyzmie, który rozwija się na marginesach tego globalnego kapitalizmu, też istnieją takie wątki. Dużo rzeczy w tych tytułach, które przeczytałaś, kontynuują tamtą problematykę. To jest na pewno wątek związany z niszczeniem maszyn, czyli z całą historią ludystów, którzy uważali, iż za postępem technologicznym powinien iść też postęp związany z przemianami społecznymi i iż nie można po prostu wprowadzać maszyn nie proponując jakichś alternatywnych przemian dla społeczeństwa.
Michał Pospiszyl: Generalnie zaczynają się te reformy oświeceniowe, które mają takie podejście, które znamy też ze współczesnego rolnictwa. To znaczy, iż istnieje jakiś sposób uprawy ziemi, który jest uważany za archaiczny i wprowadzamy intensywne rolnictwo plantacyjne. Ono często jest wprowadzane z takich pobudek, używa ekologicznej narracji, na przykład: robimy to intensywne rolnictwo, żeby więcej zostawić przestrzeni nieuprawianej, dzikiej i tak dalej. Jest to jednocześnie sformułowane często z oskarżeniem wobec biednych klas, iż one są nieekologiczne, iż niszczyły przyrodę i iż nowoczesny sposób uprawiania przyrody czy żywności jest bardziej efektywny, bardziej zrównoważony i ekologiczny. Używamy kategorii ekologizm biednych – to jest taka kategoria, która się pojawia we współczesnych naukach społecznych i która się odnosi dokładnie do takiego zjawiska, w którym ludzie mają bardziej zrównoważony stosunek do natury, ale wynika to przede wszystkim z ich niskich zasobów. To znaczy, iż muszą gospodarzyć w taki sposób, który będzie efektywny i który będzie się troszczyć o to, żeby jak najmniej marnować. Myślę, iż to jest podstawowa istota tego stosunku do przyrody: skoro mamy mało i musimy szanować to, co mamy, to mniej marnujemy, bardziej dbamy o to, żeby to się odtworzyło.
Romantycy, mamy wrażenie, przynajmniej w tych tekstach, które tutaj przedrukowujemy, mają świadomość tego, iż istnieje coś takiego jak ekologizm biednych. Mają świadomość tego, iż biedni ludzie czy chłopi, grupy podporządkowane, często mają do natury dużo bardziej skomplikowany stosunek niż ten, który by wynikał z progresywno-oświeceniowej narracji na temat postępu i nowych technologii, które przychodzą, zastępują i wprowadzają coś z konieczności lepszego. Że być może w tych tradycyjnych sposobach uprawy leży jakaś mądrość ekologiczna, którą warto by odzyskać, przypomnieć i spróbować odtworzyć na nowych warunkach.
Katarzyna Czeczot: Rozdział Ekologizm biednych wiąże się w bardzo dużym stopniu z innym rozdziałem przeciw grodzeniom. Te tradycyjne formy uprawiania ziemi, czy też może niekoniecznie uprawiania, bo to jest też ważne w przednowoczesnych sposobach życia, iż istnieją całkiem spore połacie ziemi, które pozostają nieużytkami. One są nazywane nieużytkami, ale to jest bardzo oświeceniowa perspektywa, bo wiadomo, iż chłopi, okoliczni mieszkańcy, którzy z tych ziem korzystają, zbierają tam chrust, zioła albo polują, ale to nie jest żadna eksploatacyjna gospodarka ani działania nastawione na rynek. To zachowuje rodzaj zrównoważonego korzystania z ziemi. Moment, kiedy te wszystkie nieużytki zostają ogrodzone pod pretekstem tego, żeby wprowadzić rolnictwo, które z jak najmniejszej powierzchni ziemi da nam jak najwięcej plonów. Jest to robione przy argumentacji, iż w ten sposób nakarmimy głodnych. Widzimy, iż to jest proces, który trwa aż do dziś. W gruncie rzeczy okazuje się on dużo bardziej zgubny dla środowiska, niż te tradycyjne formy uprawiania ziemi. To widać chyba najbardziej w poezji Johna Clare’a i bardzo jesteśmy dumni, bo są tu nowe przekłady tego poety. To jest poeta rzeczywiście z ludu, piszący bardzo prostą, chropawą angielszczyzną, ale niesłychanie wzruszającą, który sam widział ten proces grodzenia, sam go doświadczył i widział swoje wioski i swoich bliskich podczas tego procesu pauperyzacji. Widział, jak całe masy ludzi tracą dostęp do tego, co było terenami wspólnymi, i muszą iść pracować do fabryk.
~~
W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.
Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska
To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!
Tracklista:
Lola Woch – Shoulder
Lola Woch – SMI
Piotr Mełech, Wojtek Kurek – Gift Shop
Rycerzyki – Głębiny
Księżyc – Mijana
Radical Polish Ansambl – Geranoi II
–
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.




